Strona g堯wna > Wspomnienia > Rozdzia IV

Wac豉w Mauberg

 

SAGA ZWYKΒJ RODZINY

 

WSPOMNIENIA

nie zawsze sielskie i apolityczne

 

 

 

 

Rozdzia IV

 

WYPRAWA PO ZΜTE RUNO

 

P

ierwsze spotkanie z Zachodem prze篡貫m w poci鉚u wioz鉍ym mnie do Pary瘸. P要ym wieczorem przyjecha do Berlina Wschodniegoi zatrzyma si w olbrzymiej mrocznej i ponurej hali dworcowej. Peron zaroi si 穎軟ierzami z automatami w r瘯ach, kt鏎zy szczelnie z obu stron obstawili nasz poci鉚. Zrobi這 si dziwnie i straszno, rozmowy w prze苓zia豉ch zamilk造 i natychmiast wszyscy poczuli si podejrzani i winni nie pope軟io要ej zbrodni. Podr騜ni, kt鏎zy tam wysiedli, przemykali jakby chy趾iem do wyjcia. Stalimy d逝go, a formalnoci przeci鉚a造 si w niesko鎍zono. Arogancko szczekaj鉍y gard這wo po niemiecku i terroryzuj鉍y podr騜nych sw jawn wrogoci r騜nej maci stra積icy powtarzali te same kontrole po kilka razy. Po bardzo d逝gim postoju poci鉚 wreszcie ruszy powoli. Po kilku minutach zatrzyma si ponownie, ale jakby w innym wiecie. Perony by造 jasno owietlone i pe軟e kolorowych neonowych reklam, przestronne, lni造 czystoci. Ani ladu jakiejkolwiek stra篡. By to Berlin Zachodni. Pojawi si uprzejmy urz璠nik, sprawdzi bilety i paszporty. Na peron wtoczy豉 si rozbawiona grupa weso造ch m這dych ludzi, zachowuj鉍ych si g這no i ha豉liwie. Kilkoro z nich odje盥瘸這 tym poci鉚iem, a reszta ich 瞠gna豉. Takiego szczerego, beztroskiego i nieskr瘼owanego miechu nigdy w 篡ciu jeszcze dot鉅 nie s造sza貫m. Zafrapowa這 mnie to, bo uwiadomi貫m sobie nagle ze zdumieniem, 瞠 w moim kraju nikt ju chyba nie potrafi豚y rozemia si tak niefrasobliwie.

Do Pary瘸przyjecha貫m 25-go lipca 1962 roku, dok豉dnie w dniu moich trzydziestych pierwszych urodzin. Moje zarozumia貫 przewiadczenie o dobrej znajomoci j瞛yka francuskie茆o prys這 jak ba鎥a mydlana ju natychmiast po przyjedzie na dworzec Gare du Nord. Nie potrafi貫m nawet dopyta si, sk鉅 odchodzi poci鉚 do Villiers-le-Bel. Zupe軟ie nie ro述umia貫m, co do mnie m闚i i nikt mnie te nie rozumia. Dobrn像em tam tylko dzi瘯i temu, 瞠 spotkany w poci鉚u Polak pokaza mi, gdzie kupuje si bilety i zaprowadzi na peron, sk鉅 odje翮d瘸造 poci鉚i w tamtym kierunku.

Po przyjedzie zamieszka貫m w Villiers-le-Belu Burk闚. Zosta貫m przyj皻y serdecznie, a Burekkt鏎y uwielbia jazd samochodem, wozi mnie po okolicy lub zabiera ze sob w spra趴ach s逝瘺owych do Pary瘸. W Pary簑bardzo cz瘰to jedzilimy do 4 dzielnicy, do czci o nazwie Saint-Paul, kt鏎a na przek鏎 swej czysto chrzecija雟kiej nazwie by豉 paryskim gettem 篡dowskim. Dzielnica ta wyr騜nia豉 si pl靖anin w零kich uliczek, wyj靖kowo g瘰t zabudow i mn鏀twem ma造ch sklepik闚 z artyku豉mi 篡wnociowymi sprowadzanymi z Polski. Burekjedzi tam na 篡czenie Netyby zaopatrywa dom w polskie specja造. Przewa積ie kupowa w sklepie u pani Klapisz. Na szyldzie sklepu by豉 wymalowana gwiazda Dawida i du篡 napis: S.Klapisch Alimentation g幯廨ale, a poni瞠j mniejszymi literami po polsku Polska 篡wno i wyroby koszerne. Za kas kr鏊owa豉 sama szefowa Sara Klapisz, pot篹nej budowy ruda 砰d闚ka. Burekomawia z ni po francusku bardzo dok豉dnie szczeg馧y swych zakup闚 o jak polsk kasz mu chodzi, 瞠 kie豚asa ma by sucha myliwska, a w璠zony boczek taki jak sprzedawa要y kiedy na targu na Kleparzuw Krakowie. Zwykle sta貫m ko這 Burka jak ko貫k, z fascynacj podziwiaj鉍 niewidziane dotychczas tak olbrzymie nagromadzenie r騜nych rodzaj闚 篡wnoci i w milczeniu przys逝chiwa貫m si rozmowie. Kt鏎ego jednak razu, chc鉍 wykaza si sw ro貞n鉍 znajomoci j瞛yka francuskiego, nie wytrzyma貫m i wtr鉍i貫m si do dyskusji. Pani Kla計isz spojrza豉 zdumiona wtedy na mnie z wy篡n swej kasy i powiedzia豉 dobrotliwie: Niech sze nie wiszila na francuski, tu mo瞠 spokojnie m闚icz polski.

Pozna貫m r闚nie wielu mieszkaj鉍ych tu Polak闚 oraz r騜nych kuzyn闚 i kuzynki Helenki. Wszyscy pochwalali moje plany zainstalowania si we Francjii sprowadzenia rodziny. Wuj Helenki Stefan Czetwerty雟ki,kt鏎ego zna貫m jeszcze z Polski, by w Gliwicach na na貞zym lubie a my na jego w Warszawie, da mi na zagospodarowanie 400 frank闚. Powiedzia z umiechem jak znaj苓ziesz prac i b璠ziesz ju zarabia, to mi oddasz. Nie zra穎ny nieznajomoci j瞛yka, zacz像em natychmiast przeprowadza rozeznanie co do mo磧iwoci znalezienia pracy. Wprawdzie wszyscy gor鉍o po計ierali moje plany, to jednak nikt z poznanych tu Polak闚 i Francuz闚, z oczywistych wzgl磠d闚, nie m鏬 mi w niczym konkretnie pom鏂. By豉 to pe軟ia okresu urlopowego i w tym czasie do pracy nie przyjmowano. Wiele przedsi瑿iorstw by這 nieczynnych francuskim zwyczajem firma by豉 bowiem zamykana po prostu na miesi鉍 i ca豉 za這ga sz豉 na urlop. Ponadto okaza這 si, 瞠 koniunktura jakby nieco zmieni豉 si tu na gorsze. We Francjipojawi這 si w tym czasie mn鏀two tak zwanych pieds-noirs, czyli Francuz闚 repatriant闚 z Algierii. Ludzie ci, wobec zagro瞠nia jakie stwarza造 dla nich antyfrancuskie nastroje w Algierii oraz spodziewane uzyskanie niepodleg這ci tego kraju, ma貞owo przenosili si do Francji metropolitalnej i szukali tu pracy. Spowodowa這 to gwa速owny wzrost bezrobocia. Nie by這 te dobrego klimatu do zatrudnienia Polak闚. Tu przed moim przyjazdem gazety donios造 o dw鏂h przypadkach polskich in篡nier闚 przy豉panych na szpiegostwie gospodarczym na rzecz PRL-u. Niekt鏎zy rozm闚cy radzili mglicie, abym mo瞠 na po逝dniu poszuka pracy na fermie lub w winnicy przy winobraniu i w tym czasie nauczy si lepiej j瞛yka. Okaza這 si bowiem, 瞠 moja aktualna znajomo francuskiego nie daje mi 瘸dnych szans na znalezienie pracy umys這wej. Uwa瘸貫m jednak, 瞠 by豉by to strata cennego czasu, a tego rodzaju sezonowa praca nie da豉by mi pozycji umo磧iwiaj鉍ej wyst雷ienie o paszport konsularny i rozpoczynanie stara o przyjazd rodziny.

Po dw鏂h tygodniach pobytu dalsze nadu篡wanie gocinnoci Burk闚nie by這 ju wskazane tym bardziej, 瞠 tu przed mym przyjazdem urodzi豉 im si c鏎eczka Krysia. Na dalszy pobyt Burekodstawi mnie wi璚 do Montr廥or. Na po瞠gnanie poradzi, bym szuka ofert pracy w prasie. Wskaza mi tygodnik francuskiego patronatu lUsine Nouvelle, kt鏎y zamieszcza w ka盥ym numerze grub wk豉dk zawieraj鉍 liczne oferty pracy z ca貫j Francji.

Zamek w Montr廥or, jeden z licznych s造nnych zamk闚 doliny Loary, od kilku pokole b璠鉍y w豉snoci rodziny Branickicha obecnie Rey闚, by nie tylko licz鉍 si i cenion polsk plac闚k muzealn, aktywnym cz這nkiem Sta貫j Konferencji Muze闚, Archiw闚 i Bibliotek Polskich na Zachodzie. Od czasu, gdy w 1849 roku przeszed w r璚e rodziny Branickich, sta si tak瞠 miejscem, gdzie uchodcy wyrzuceni na tu豉czk kolejnymi emigracyjnymi falami polskiej historii byli przygarniani, znajdywali ostoj, serdeczn gocin, s這wa pociechy a nieraz i pomoc materialn. Jego w豉ciciele od siedmiu ju pokole pe軟ili t s逝瘺 wobec kraju, a w czasie ostatniej wojny byli czynnie zaanga穎wani we wspomaganiu ruchu oporu, daj鉍 schronienie wielu Polakom i pomagaj鉍 kurierom polskim przechodz鉍ym przez poblisk granic pomi璠zy zon okupowan przez Niemc闚, a woln, administrowan przez kolaboryj鉍y z Niemcami rz鉅 w Vichy.

Zamek w Montr廥or

W Montr廥or, mimo 瞠 by貫m tam pierwszy raz i nie zna貫m jeszcze nikogo, zosta貫m przyj皻y bardzo przyjanie. Mary鎍iawyciska豉 mnie serdecznie a jej m嘀 Stach, niemia造 podobno wobec nieznajomych, pocz靖kowo dosy nieufnie ogl鉅a swego nieznanego szwagra z PRL-u, nie nale蕨cego przecie do BZ-towskiego klanu. By dobrze wychowany, ukrywa to wi璚 starannie. Dosy szybko znalelimy jednak wsp鏊ny j瞛yk, strzelaj鉍 zapami皻ale do szczur闚 w zamkowym zsypie na mieci z flobertu, podobnego do tego, jaki mia貫m swego czasu w Gliwicach. Zaprzyjanilimy si na dobre, gdy zacz像em uzupe軟ia jego przebogaty zas鏏 rubasznych fraszek à la Fredro o podobne zag喚biowskie, a zna貫m ich te co niemiara. Ania Potocka, Cesia Szerauci Jadzia Morawska trzy zam篹ne siostry Stacha Reya po kobiecemu okazywa造 mi du蕨 serdeczno, a nadzwyczaj przyjani okazali si by rodzice Stacha, ciocia Jadziai Stanis豉w Reyzwany Misiem. Wyra瘸li du瞠 zainteresowanie i zatro貞kanie losem mojej rodziny.

W Montr廥ornie pr騜nowa貫m. Na merostwie z這篡貫m podanie o sta章 kart pobytow. W ci鉚u drugiej po這wy sierpnia rozes豉貫m po ca貫j Francjioko這 200 ofert na og這szenia o po貞zukiwaniu pracownik闚, kt鏎e znalaz貫m w lUsine Nouvelle. Dosta貫m na nie chyba 30 od計owiedzi. Zawiadamiano mnie, 瞠 moje zg這szenie zosta這 od這穎ne ad acta gdy na razie, nie貞tety, firma nie jest zainteresowana zatrudnieniem pracownika o moich kwalifikacjach, ale nie趴ykluczone, 瞠 by mo瞠 w przysz這ci z mojej oferty skorzysta. By豉 to grzeczna forma dania do zrozumienia, 瞠 obcokrajowca bez referencji nie maj zamiaru zatrudnia, szczeg鏊nie takie茆o zza 瞠laznej kurtyny, nieposiadaj鉍ego ani dowiadczenia w lokalnych stosunkach, ani ni苞zyjego por璚zenia. Reszta firm nawet nie zada豉 sobie trudu by odpowiedzie. Zacz窸o ujaw要ia si coraz wyraniej, 瞠 w przeciwie雟twie do tego, do czego bylimy wszyscy przyzwycza虻eni w PRL-u, gdzie praca by豉 zagwarantowanym konstytucyjnie zaszczytnym obowi頊kiem ka盥ego obywatela, tutaj by豉 ona cennym przywilejem, do kt鏎ego nie ka盥y m鏬 mie dost瘼 i kt鏎y zdobywa這 si posiadaj鉍 albo wysokie kwalifikacje, albo poparcie lub rekomendacje.

W tamtych dniach wielce szokuj鉍ym wydarzeniem, kt鏎e zdominowa這 篡cie wszystkich Francuz闚, by zamach, nieudany, do kt鏎ego dosz這 w Petit-Clamart22 sierpnia na prezydenta Charlesa de Gaullea.

Na pocz靖ku wrzenia przysz造 do Montr廥ordwie odpowiedzi na moje oferty, w kt鏎ych zapraszano mnie, abym zjawi si na osobist rozmow: jedna do rafinerii ESSO w Rennes, a druga do fa苑ryki farb Peintures CORONA w Valenciennes. Podnios造 mnie one bardzo na duchu i spo趴odowa造 powr鏒 nadziei. Ca豉 moja nowo poznana montr廥orska rodzina wpad豉 w szalony entuzjazm i gratulowa豉 mi serdecznie. Wyjecha貫m wi璚 z powrotem do Pary瘸, co by這 po苓yktowane faktem, 瞠 stamt鉅 by這 bli瞠j, zar闚no do Rennes jak i Valenciennes.

Nieoceniony Burek Gromnickiznalaz dla mnie locum u swego znajomego Polaka, Si造-Nowickiego, kt鏎y akurat wynaj像 nowe mieszkanie na osiedlu HLM w Sarcellespod Pary瞠m. Si豉-Nowicki, przez Francuz闚 nazywany monsieur Silanoviki, podobnie jak ja, tylko p馧tora roku wczeniej, przyjecha do Pary瘸. Po roku stara z trudem uda這 mu si znale jak, raczej chyba lich prac. Burek pociesza mnie 瞠 to dlatego, 瞠 Si豉-Nowicki nie mia wy窺zego wy虺szta販enia. Po dalszych szeciu miesi鉍ach pracy stan像 jednak na tyle na w豉snych nogach, 瞠 m鏬 ju wynaj寞 tanie mieszkanie. W ramach pomocy dla rodaka znajduj鉍ego si na pocz靖ku tej samej drogi, kt鏎 on sam kiedy rozpoczyna, zgodzi si abym przez jaki czas zamieszka u niego w Sarcelles. Bardzo mnie to urz鉅za這 i by貫m mu ogromnie wdzi璚zny. Jedynym man虺amentem by這 tylko to, 瞠 opr鏂z krzes豉, sk豉danego stolika, materaca i dw鏂h koc闚, kt鏎e kto znajomy mu ofiarowa, Si豉-Nowicki w mieszkaniu niczego innego nie posiada. Si豉-Nowickispa na materacu po這穎nym na pod這dze w jednym pokoju, mnie udost瘼ni drugi ma造 pokoik i wielkodusznie odst雷i jeden z dw鏂h swoich koc闚. Spa貫m na go貫j pod這dze owini皻y w koc, a g這w opiera貫m o moj walizk. Rano budzi貫m si zdr皻wia造 z zimna i z b鏊em w kociach, a mimo to by貫m nadzwyczaj zadowolony.

Przeszkolony przez Burkai Si喚-Nowickiegojak mam si zachowa i co mam m闚i, natychmiast pojecha貫m do obu firm, kt鏎e zaprosi造 mnie do osobistego zaprezentowania si. By豉 to niestety kompletna kl瘰ka. Zar闚no w ESSO, jak i w fabryce CORONA, po kilku zda要iach z trudem przeze mnie wydukanych owiadczono mi bardzo grzecznie, 瞠 z przykroci musz zrezygnowa z mojej oferty. Poszukuj bowiem cz這wieka, kt鏎y m鏬豚y by samodziel要ym pracownikiem w laboratorium badawczym. Znajomo j瞛yka francuskiego, jak im zade衫onstrowa貫m, nie umo磧iwia豉by mi wykonywania zada, jakie chcieliby powie訃zy przyj皻emu pracownikowi. Wr鏂i貫m z Rennesi z Valenciennesdo Pary瘸jak niepyszny. Sila-Nowickiczyni mgliste nadzieje, 瞠 by mo瞠 znajd prac w kt鏎ej z tych firm, w ja虺ich on sam kiedy stara si o prac, a nie dosta jej z powodu braku dyplomu.

Kilka dni po zainstalowaniu si u Si造-Nowickiego, poczciwy i oddany Burek,bez kt颻rego optymizmu, pomocy i duchowego wsparcia nigdy bym nie da sobie rady, przywi霩 butel虺 wina i wiadomo, 瞠 urodzi mi si syn, tak jak to Helenkaprzewidywa豉. Jak si pniej dowiedzia貫m, Tadzik Pftznerw ramach obietnicy odwiedzania mej rodziny kt鏎 zostawi貫m sam w Gliwicach, zjawi si akurat w momencie, kiedy Helenkapoczu豉 b鏊e przera穎ny wi磠cej chyba od niej, zawi霩 j czym pr璠zej do szpitala. Kilka godzin pniej Andrzejby ju na tym wiecie. Wypilimy butelk we trzech za zdrowie Helenkii ma貫go Andrzejka, a mnie zrobi這 si markotno, 瞠 w tym tak wa積ym dla rodziny okresie nie bylimy razem. R闚noczenie ogar要窸a mnie bezsilna z這, bo to 瞠lazna kurtyna i podzia wiata dokonany przez bezdusznych polityk闚 nie licz鉍ych si z losami milion闚 ludzi spowodowa造, 瞠 tysi鉍e takich jak ja czy Si豉-Nowickizosta這 zmuszonych do karko這mnych, szalonych i ryzykownych przedsi瞝zi耩, a ich rodziny skazane na roz章k. To na spotkaniu w Ja販iew lutym 1945 roku ci politycy, za przyzwoleniem Rooseveltaulegaj鉍ego we wszystkim Stalinowi, dokonali ustale w wyniku kt鏎ych Polskaznalaz豉 si w sowieckiej strefie wp造w闚, a Polacy stali si niewolnikami. Wzmog這 to moj determinacj bo pomyla貫m so苑ie, 瞠 wysi趾i jakie robi i tu豉czka na jak si nara瘸m pos逝蕨 mo瞠 temu, aby przynajmniej moje dzieci mog造 w przysz這ci 篡 spokojnie w wolnym wiecie i nie by造 nara穎ne na tego rodzaju rozdarcia i stresy.

Pieni鉅ze ko鎍zy造 mi si w zastraszaj鉍ym tempie. Jako ostatni ratunek odebra貫m z re苓akcji Peintures, Pigments et Vernis w Pary簑60 frank闚 za artyku, jaki wraz z profesorem Jedli雟kimnapisalimy dla tego czasopisma. Przed wyjazdem do Francjiprofesor upowa積i mnie do odbio訃u tej nale積oci.

Dobiega koniec wrzenia. W tym okresie pieni鉅ze sko鎍zy造 mi si ju prawie zupe軟ie i zacz像em poznawa jak to jest, gdy si jest stale g這dnym. Si豉-Nowicki, sam na dorobku i nie maj鉍y wiele, dzieli si ze mn wielkodusznie skromnymi niadaniami i kolacjami. Po niada要iu wychodzilimy on do pracy, a ja by zrobi rund po firmach szukaj鉍ych pracownik闚, wed逝g adres闚 wynotowanych z prasy codziennej. Po zrobieniu rundy, dzie w dzie nieodmiennie bezowocnej, wa喚sa貫m si po Pary簑. Z podziwem i zazdroci ogl鉅a貫m niewyobra瘸lny dla mnie dot鉅 dobrobyt i luksus widoczny w tym miecie na ka盥ym kroku. Patrzy貫m na t逝my przewalaj鉍e si po ulicach. Ci ludzie byli rozemiani, gdzie si spieszyli, mieli jakie zaj璚ie, byli u siebie i najwyraniej byli zadowoleni ze swego losu. Na ulicach wi苓zia貫m potoki samochod闚, a w nich rozpartych, pewnych siebie ludzi, spokojnych o swe jutro. Jak瞠 im wszystkim zazdroci貫m! Na ich widok ogarnia豉 mnie jaka bezsilna, irracjonal要a z這. Posiadali to wszystko, czego ja by貫m pozbawiony. A mo瞠 powinienem wr鏂i do Polski, do zgrzebnego ale bezpiecznego 篡cia?

Gdy by貫m ju bardzo g這dny i jeszcze mia貫m jakie pieni鉅ze, kupowa貫m sobie za jednego franka dwa kilo przejrza造ch banan闚. Po po逝dniu mo積a je by這 kupi na bazarze ju za p馧 ceny. Pniej, gdy ju sko鎍zy造 mi si pieni鉅ze, w ci鉚u dnia poci貫m. Pnym popo韋udniem wraca貫m do Sarcellespod budynek, gdzie by這 mieszkanie Si造-Nowickiego. Siedzia韋em tam do wieczora na schodach pod drzwiami czekaj鉍 na jego powr鏒, bo drugiego kompletu kluczy od mieszkania m鎩 gospodarz, mimo 篡czliwoci jak mi okazywa, udost瘼ni nie chcia. Najcenniejszym skarbem pozwalaj鉍ym utrzyma mi jak-tak r闚nowag psychiczn by dla mnie w tym czasie m鎩 op豉cony bilet powrotny do Polski. B這gos豉wi貫m w duszy m僮dro ludowej Ojczyzny, kt鏎a w swej dalekowzrocznej trosce o obywateli ustali豉 przepisy zmuszaj鉍e ich do wykupywania bilet闚 aller-retour. Dzi瘯i temu ci鉚le jeszcze mia貫m otwart mo磧iwo, aby w najgorszym wypadku wsi w poci鉚 i pokornie wr鏂i do domu. By豚y to jednak powr鏒 nie z tarcz a na tarczy, moja tak kompletna kl瘰ka, 瞠 ewentualno t trak負owa貫m jako absolutn ostateczno.

Kt鏎ego dnia Si豉-Nowickiwr鏂i wieczorem do domu wyranie zadowolony i z dum wr璚zy mi adres hotelu, kt鏎y poszukiwa pomocnika nocnego portiera. Adres ten zdoby dla mnie rozpuciwszy wici wr鏚 znajomych. Zaraz nast瘼nego dnia pojecha貫m do Pary瘸i w za赴趾u Cit Bergèreko這 Faubourg Montmartre, po kr鏒kiej rozmowie z kierownikiem, zdoby貫m posad nocnego boya w jednym ze znajduj鉍ych si tam ma造ch tanich hotelik闚. Nazywa si szumnie H矌el Royal, ale kr鏊ewskim by w rzeczywistoci jedynie z nazwy. Poniewa nie mia貫m karty pracy, zosta貫m zatrudniony na czarno i to tylko dzi瘯i por璚zeniu owego znajomego Si造-Nowickiego. Potwierdzi豉 si zasada, 瞠 praca jest tu dobrem nie dla ka盥ego dost瘼nym, a dobro to zdobywa si przewa積ie z polecenia.

Pracowa mia貫m od godziny 8-mej wiecz鏎 do 8-mej rano. Moje obowi頊ki polega mia造 na otwieraniu gociom hotelowym drzwi po godzinie 22-giej i ewentualnym noszeniu im walizek. Poza tym mia貫m utrzymywa w czystoci hol hotelowy, a na pocz靖ku i ko鎍u mojej zmiany zmy go gruntownie na mokro. Dostawa za to mia貫m niebagateln dla mnie kwot 5 frank闚 (czyli prawie jednego dolara) dziennie i niadanie! Do tego dochodzi mia造 napiwki! By韋em w si鏚mym niebie, bo dzi瘯i temu mia貫m zapewniony skromny byt i noclegi. Moim szefem by nocny portier, Maroka鎍zyk kt鏎ego nazywano Toubib, co po arabsku znaczy doktor. W Marokuby podobno lekarzem. Swe obowi頊ki w hotelu podj像em wi璚 ochoczo jeszcze wieczo訃em tego samego dnia. Od tej pory dnie sp璠za貫m na dalszym szukaniu lepszej pracy, a zje mog貫m ju na siedz鉍o w Self-Service danie a za 3 franki. Mog貫m wi璚 nawet co zaoszcz磠dzi, a napiwki stanowi造 ju czysty zysk! Na samym pocz靖ku wstydzi貫m si jednak okropnie, jak mi je dawano i nawet dwa razy, w poczuciu dumy a ku ogromnemu zdziwieniu gocia hote衍owego kt鏎emu nios貫m walizki, odm闚i貫m przyj璚ia napiwku. G堯d jest bezlitosnym nauczy苞ielem. Szybko sprowadzi mnie na tward ziemi. Potem wyci鉚a貫m ju r瘯 bez opor闚.

Znalezienie pracy w hotelu spowodowa這 jakby zatrzymanie si z貫j passy moich niepo趴odze. Przepracowa貫m w nim prawie ca造 padziernik. W drugiej po這wie miesi鉍a dobrn窸o do mnie, zaadresowane na Montr廥orpismo, stanowi鉍e odpowied na moj ofert pracy wys豉要 stamt鉅 jeszcze w sierpniu. Pismo pochodzi這 z pot篹nego jak si okaza這, francusko-ameryka雟kiego koncernu o nazwie Compagnie Fran蓷ise Thomson-Houston. Wzywa這 mnie na rozmow z Szefem Personelu do fabryki w miejscowoci Chaunyw departamencie lAisnele蕨cym w p馧nocno-wschodniej czci Francji. Umia貫m ju ca貫 szczcie na tyle po francu貞ku, 瞠 mog貫m zatelefonowa pod wskazany numer i jako tako dukaj鉍, ledwo co rozumiej鉍 z emocji, uzgodni dat i godzin przyjazdu. Abym nie potrzebowa b章dzi w nieznanej miejsco趴oci, m鎩 rozm闚ca poinformowa mnie, 瞠 na um闚iony poci鉚 z Pary瘸wyle po mnie sa衫och鏚 firmowy. Mam tylko po wyjciu z dworca rozgl鉅a si za autem z napisem Thomson-Houston. By to dla mnie, znajduj鉍ego si w tym czasie na dnie drabiny spo貫cznej zwyk貫go boya hotelowego, jaki podnosz鉍y na duchu powiew z innego, zupe軟ie niedost瘼nego dla mnie wiata. Bogaty w dowiadczenia z poprzednich rozm闚, nie robi貫m sobie jednak wi瘯貞zych z逝dze, abym m鏬 zosta zatrudniony w tak powa積ej firmie z tak kiepsk znajomoci j瞛yka.

Nie mia貫m ju w闚czas prawie 瘸dnych pieni璠zy poza kilkunastoma frankami zaosz苞z璠zonymi z hotelowej tygodni闚ki i napiwk闚. Nie starczy這by ich na kupno biletu do Chau要yi powr鏒. Musia貫m wi璚 postawi wszystko na jedn kart i podj寞 ryzykown decyzj: na Gare du Nord sprzeda貫m m鎩 bilet powrotny do Polski. Dosta貫m za niego jedn czwart jego ceny. W ten spos鏏 zdoby貫m wprawdzie rodki na jazd do Chauny, lecz w razie niepowodze要ia nie mia豚ym ju za co powr鏂i do Polski.

Na dworcu w Chaunywszystko odby這 si, jak by這 um闚ione. Wsiad貫m do samo苞hodu z firmow nalepk i zosta貫m zawieziony do dyrekcji. Przyj像 mnie Robert Berteaux, przyst瘼ny starszy pan, Szef Personelu. Wyjani, 瞠 fabryka zajmuje si walcowaniem miedzi i produkcj izolowanych drut闚 nawojowych, a poszukuj in篡niera chemika o specjalnoci la虺ierniczej do pracy w laboratorium fabrycznym. Po wys逝chaniu wyjanie o tym w jaki spos鏏 znalaz貫m si we Francjii o moim dotychczasowym sta簑 pracy nie odprawi mnie z powrotem, jak to ju dwa razy mi si przytrafi這. Przeciwnie, poniewa zrobi這 si ju po逝dnie wi皻a we Francji pora posi趾u, zaprosi na obiad do fabrycznej sto堯wki. Po obiedzie wr鏂ilimy do biura na rozmow z dyrektorem fabryki.

Dyrektor Henri Desprairiesprzyj像 mnie ze zdawkow uprzejmoci, ale nie by specjalnie zachwycony. Ani moim dyplomem magistra in篡niera, kt鏎y pokazywa貫m mu z dum, ani moj znajomoci j瞛yka francuskiego. Owiadczy bez ogr鏚ek cho bardzo grzecz要ie, 瞠 maj kilka innych zg這sze. Tak瞠 m鎩 dyplom nie robi na nim specjalnego wra瞠nia, bo on nie zna j瞛yka polskiego. Dokument, kt鏎y mu pokazuj mo瞠 r闚nie dobrze by na przyk豉d polskim prawem jazdy. To, czy jestem in篡nierem udowodni mu, je瞠li ewentualnie zostan zatrudniony, po wynikach mej pracy, a nie przy pomocy jakiego papierka. Om闚iony zosta zakres mych obo趴i頊k闚 i wysoko moich ewentualnych zarobk闚. Nie maj鉍 zielonego poj璚ia jakie s we Francjip豉ce in篡nier闚, zaproponowan kwot 1600 frank闚, czyli 320 dolar闚 miesi璚znie ochoczo zaakceptowa貫m. W kraju zarabia貫m w闚czas oko這 50 dolar闚. Przy rozstaniu dy訃ektor owiadczy, 瞠 traktuje nasz rozmow jako wst瘼n i 瞠bym si jeszcze dobrze namyli, czy odpowiada mi rodzaj pracy i zaproponowane warunki finansowe. Po powrocie do domu mam si jeszcze zastanowi i w ci鉚u tygodnia odpisa, czy rzeczywicie decyduj si na prac w firmie Thomson. Ze swej strony nie ukrywa, 瞠 poniewa jestem obcokrajowcem i nie posia苓am sta貫j francuskiej wizy pobytowej ani pozwolenia na prac, spodziewa si du篡ch proble衫闚 przy za豉twianiu formalnoci w urz璠ach.

Pan Berteauxodwi霩 mnie na dworzec. Usi逝j鉍 nieco z豉godzi przykre wra瞠nie, jakie wywar這 na mnie osch貫 zachowanie dyrektora opowiada po drodze, 瞠 fabryka dysponuje domkami jednorodzinnymi dla swych cadres, pracownik闚 umys這wych. Kiedy wi璚 spro趴adz moj rodzin do Francji, dostan do dyspozycji domek z ogr鏚kiem na kolonii urz璠ni苞zej. Na razie, do czasu przyjazdu rodziny, fabryka mo瞠 wynaj寞 mi pok鎩 na miecie w za計rzyjanionym pensjonacie.

Wr鏂i貫m do Pary瘸zupe軟ie oszo這miony, nie wierz鉍 swemu szczciu i miotany sprzecznymi uczuciami od optymizmu do skrajnego pesymizmu. Natychmiast opowiedzia貫m wszystko Burkowii Sile-Nowickiemukt鏎zy zgodnie stwierdzili, 瞠 z豉pa貫m wielki los na lote訃ii. Podyktowali mi po francusku, co mam odpisa. Zaraz nast瘼nego dnia napisa貫m wi璚 dy訃ektorowi, obna瘸j鉍 niezbyt dyplomatycznie moj rozpaczliw potrzeb natychmiastowego podj璚ia pracy, 瞠 nie odczekuj鉍 tygodnia ju podj像em decyzj i 瞠 b璠 szczliwy mog鉍 pracowa w Towarzystwie Thomson-Houston. Jacy opiekunowie naszej rodziny z zawiat闚 musieli zadzia豉, bo od tego momentu sprawy potoczy造 si b造skawicznie. Po dw鏂h dniach przyszed na adres Hotelu Royal telegram wzywaj鉍y mnie do stawienia si w dniu 29 padzier要ika w Dziale Personalnym w celu za豉twienia formalnoci zwi頊anych z rozpocz璚iem pracy w Towarzystwie ju od dnia 2-go listopada 1962 roku. Najwidoczniej Towarzystwo Thomson-Houston potrzebowa這 mnie r闚nie gwa速ownie, jak ja jego.

Zlikwidowa貫m w lot swe sprawy w hotelu Royal, zabra貫m walizk od Si造-Nowickiegoi za reszt pieni璠zy jak na skrzyd豉ch pop璠zi貫m do Chauny. Nie dowierza貫m swemu szcz磠ciu i jedynym uczuciem jakie mn miota這 w czasie jazdy poci鉚iem by豉 obawa, czy aby dy訃ektor w mi璠zyczasie nie rozmyli si. Szef Personelu za豉twi na miejscu potrzebne formalnoci zwi頊ane z przyj璚iem na 3-miesi璚zny okres pr鏏ny i zgodnie z obietnic wynaj像 mi pok鎩 w pensjonacie o nazwie Pension Dagonneau.

W taki to spos鏏, dotrzymuj鉍 zawartej z Helenkumowy, w ci鉚u trzech miesi璚y do虺ona貫m nieprawdopodobnego i bezprecedensowego wyczynu: zdoby貫m we Francjipo貞ad pracownika umys這wego in篡niera w mojej specjalnoci! Uda這 mi si tego dokona przy nadzwyczaj s豉bej znajomoci j瞛yka, bez znajomoci kraju i jego specyfiki, bez niczyjej protek苞ji, nie maj鉍 referencji, nie posiadaj鉍 ani karty pracy ani karty pobytowej, a w dodatku legity衫uj鉍 si dyplomem i paszportem kraju zza 瞠laznej kurtyny. Graniczy這 to z cudem i by這 nim rzeczywicie, bo w istocie spowodowane by這 tak wyj靖kowym splotem sprzyjaj鉍ych okolicz要oci, 瞠 mog造 one by jedynie skutkiem pomocy pochodz鉍ej z zawiat闚. Ale na razie zupe陪nie nie zdawa貫m sobie z tego sprawy i zarozumiale wydawa這 mi si, 瞠 jest to wy章cznie za貞逝ga moich zalet. O prawdziwych przyczynach i kulisach mego zatrudnienia w Towarzystwie dowiedzia貫m si du穎 pniej i wtedy dopiero zda貫m sobie spraw, 瞠 w normalnym trybie ani ja, ani 瘸den inny podobny do mnie przybysz z za 瞠laznej kurtyny nie mia豚y cienia szansy na zdobycie we Francji tak dobrej pracy w tak kr鏒kim czasie i to bez por璚zenia lub rekomendacji kogo miejscowego, maj鉍ego powa積 pozycj.

Poczciwy Szef Personelu pan Berteauxmia ze mn ci篹ki orzech do zgryzienia. Za豉負wienie we francuskich urz璠ach formalnoci zwi頊anych z zatrudnieniem obcokrajowca przy計omina這 kwadratur ko豉: abym m鏬 by zatrudniony, powinienem mie kart pracy. Aby do貞ta kart pracy, musia豚ym mie sta章 wiz pobytow we Francji. Warunkiem otrzymania takiej wizy by這 jednak posiadanie zatrudnienia. By這 to wi璚 b喚dne ko這. Nie wiem jakich sposob闚 u篡 pan Berteaux, ale dosta貫m na razie tymczasow kart pracy, a francusk wiz pobytow przed逝瘸no mi sukcesywnie. Pod koniec mego pobytu we Francji, dzi瘯i interwencji Dyrekcji Towarzystwa, oba te dokumenty uzyska貫m ju w postaci sta貫j.

Natychmiast po rozpocz璚iu pracy w Towarzystwie Thomson-Houston wys豉貫m do pol貞kiego konsulatu w Pary簑, kt鏎y mieci si w闚czas przy ulicy Jean-Goujon, podanie o wydanie paszportu konsularnego, co stworzy這by mojej pozosta貫j w kraju 穎nie i trojgu dzieciom pod貞taw prawn do wyst雷ienia o paszport na wyjazd do Francji. Podanie uzasadni貫m znalezie要iem pracy z mieszkaniem we Francji, bardzo dobrze p豉tnej w stosunku do skromnych zarob虺闚 jakie mia貫m w Polscew Instytucie Farb i Lakier闚. Za章czy貫m zawiadczenie z Towarzy貞twa o zatrudnieniu i wysokoci zarobk闚. Napisa貫m te, 瞠 w czasie pobytu we Francji chcia陪bym zrobi doktorat na Sorbonie, a w tym d逝gim okresie czasu ze wzgl璠闚 oczywistych nie chcia豚ym by roz章czony z rodzin. Nie zdawa貫m sobie w闚czas zupe軟ie sprawy z tego, 瞠 takie argumenty wywo豉 mog jedynie skutek zupe軟ie odwrotny od spodziewanego, chocia瘺y tylko ze wzgl璠u na zwyk章 ludzk zawi polskich urz璠nik闚, od kt鏎ych to zale瘸這. W swej prostocie ducha zwraca貫m si do konsulatu jako do polskiego urz璠u opieku鎍zego, kt鏎y z sa衫ej swej natury rzeczy jest mi 篡czliwy, gdy jego zadaniem jest troska o dobro polskiego oby趴atela zagranic i jego rodziny w kraju. Jak niebotyczn naiwno w闚czas wykaza貫m! Zn闚 zapomnia貫m o lekcji udzielonej mi swego czasu przez JurkaWojciechowskiego, o mym posta要owieniu zimnej analizy, notorycznego sceptycyzmu i poszukiwaniu cynicznych partykularnych in負eres闚, jakie ludmi kieruj w ich post瘼owaniu wobec blinich.

Dzia, w kt鏎ym mia貫m pracowa w fabryce Thomson-Houston nazywa si REP, czyli Recherches-尒udes-Perfectionnements Dzia Bada-Studi闚-Udoskonale. W laborato訃ium badawczym przydzielono mi biurko i szaf na dokumenty w oszklonym boksie, w kt鏎ym siedzia te Bernard Chennevière, kierownik ca貫go Dzia逝 Badawczego, a m鎩 bez計oredni szef. Dzia REP sk豉da si z trzech laboratori闚: chemicznego, mechanicznego i elek負rycznego. Ka盥ym laboratorium kierowa in篡nier danej specjalnoci. Ja mia貫m kierowa labo訃atorium chemicznym. Przez szyby naszego boksu mog貫m obserwowa dwoje laborant闚 pa要i Gu廨in i m這dego technika Fran蔞is krz靖aj鉍ych si przy sto豉ch laboratoryjnych, a oni ciekawie zerkali na swego nowego in篡niera. M鎩 szef zapozna mnie z obowi頊kami: mia貫m prowadzi prace badawcze i rozwojowe zwi頊ane z uruchamianiem w fabryce nowych technolo茆ii produkcji przewod闚 miedzianych i izolowanych drut闚 nawojowych. Chodzi這 o wdra瘸要ie najnowszych metod ich wytwarzania i izolowania, przy u篡ciu najnowszych surowc闚 i technologii, otrzymywanych g堯wnie ze Stan闚 Zjednoczonych. Praca mia豉 wi璚 mie charakter badawczo-wdro瞠niowy, po章czenie tego co robi貫m do tej pory w Polsce w Instytucie Farb i w VERITASie. Mia豉 by w dziedzinach na pograniczu chemii, elektrotechniki i mechaniki precyzyjnej, czyli w豉nie takich, jakie najbardziej mi odpowiada造. Zapowiada豉 si pasjonuj鉍o!

Zar闚no biurko mego szefa, jak i moje wyposa穎ne by造 w telefon oraz stojak posiadaj僮cy trzy du瞠 p豉skie obrotowe koszyki z tajemniczymi dla mnie napisami: Arriv嶪, Attente i D廧art. By造 to, jak mi wyt逝maczono, miejsca gdzie umieszcza這 si poczt przychodz鉍 i wychodz鉍. Dwa razy dziennie przychodzi goniec i z koszyka D廧art zabiera dokumenty przeczytane i za豉twione, a do koszyka Arriv嶪 wk豉da poczt przychodz鉍, do za豉twienia. Koszyk Attente s逝篡 do przechowywania poczty w trakcie za豉twiania.

Koszyki na moim biurku przez kilka dni by造 puste, ale kt鏎ego dnia przyszed連zy rano do pracy, w koszyku Arriv嶪 zasta貫m grub 鄴速 kopert z nadrukiem BPI Bulletin P廨iodique dInformation i przy這穎n ukonie du蕨 czerwon piecz靖k CONFIDENTIEL. Zna韋em ju na tyle j瞛yk francuski, 瞠 wiedzia貫m co oznacza s這wo confidentiel. S這wo to mia這 w PRL-u grony wydwi瘯, a wszystko co si za nim kry這, mia這 jaki dalszy lub bli窺zy zwi頊ek z niebezpiecze雟twem, tajnymi s逝瘺ami, ze szpiegostwem, wywiadem go貞podarczym, UB-ecj i procesami o zdrad kraju. Dlatego te zobaczywszy w moim koszyku kopert z napisem confidentiel, jako ukszta速owanemu w Polsce Ludowej jej wychowankowi, natychmiast zapali這 mi si w g這wie czerwone ostrzegawcze wiat這. Nie mia貫m najmniej貞zych w靖pliwoci, 瞠 jest to pr鏏a jakiej poddaj mnie francuskie s逝瘺y specjalne, pos逝guj鉍 si do tego celu pracownikami fabryki. O sprawnoci tych s逝瘺 kr嘀y造 wr鏚 francuskiej polonii przer騜ne legendy opowiada mi o tym zar闚no Burek Gromnicki,jak Si豉-Nowickii StachRey w Montr廥or. Pomyla貫m sobie: jestem teraz obserwowany, zapewne przez kt鏎ego z la苑orant闚, a obserwator spodziewa si, 瞠 rzuc si 豉pczywie na kopert, by jak najszybciej po述na tajemnice, kt鏎e ona zawiera. Sprawozdanie o moim zachowaniu znajdzie si jutro na biur虺u szefa policji w Chauny. Postanowi貫m wi璚 by od nich sprytniejszy i nie da si z豉pa na haczyk. Koperty z piecz靖k CONFIDENTIEL nawet nie dotkn像em. Po dw鏂h dniach Chennevièrezapyta:

Czy zapozna si pan ju z ostatnim numerem Biuletynu? Widz, 瞠 koperta le篡 ci僮gle u pana w koszyku Arriv嶪. Nie mo瞠my przetrzymywa go zbyt d逝go. Trzeba go przekaza dalej, aby pracownicy innych wydzia堯w te mogli go przeczyta.

Okaza這 si, 瞠 BPI by po prostu wewn皻rznym Biuletynem Informacyjnym Towarzy貞twa, w kt鏎ym publikowane by造 wyniki i om闚ienia prac badawczych prowadzonych we wszystkich zak豉dach Thomsona we Francji i Stanach Zjednoczonych. Pracownicy Dzia堯w Badawczych mieli obowi頊ek zapoznawania si z tym materia貫m. Poniewa przeznaczony by do u篡tku wewn皻rznego i tylko do wiadomoci pracownik闚 Towarzystwa, dlatego nosi piecz靖k CONFIDENTIEL. W ten spos鏏 otrzyma貫m moj pierwsz lekcj normalnoci spor鏚 wielu innych, jakie przy貞z這 mi jeszcze odebra w Chauny. Zrobi這 mi si g喚boko wstyd za moje niskie pos鉅zenia wo苑ec Bogu ducha winnej pani Gu廨in i poczciwego Fran蔞is.

Bernard Chennevièrewzi像 mnie ostro do galopu. Przez kilka dni oprowadza po fabryce i jej wydzia豉ch. T逝maczy co si tam robi i dokonywa mojej prezentacji wszystkim kierownikom, in篡nierom i majstrom tam pracuj鉍ym. Fabryka by豉 olbrzymia i mia豉 wiele wydzia堯w. Pod koniec mia貫m zupe軟y m皻lik w g這wie. Po tygodniu da mi pierwsze samodzielne, nieskompli虺owane zadanie badawcze. Nie by這 specjalnie trudne, chocia musia貫m zapozna si z niezna要 mi dot鉅 zupe軟ie aparatur pomiarow i douczy troch teorii. Po dw鏂h tygodniach przynios貫m mojemu szefowi rozwi頊anie problemu. Siedlimy wtedy obaj przy biurku i Chennevièrenapisa kr鏒kie sprawozdanie z mej pracy do Biuletynu BPI. Powiedzia wtedy:

To pierwsze sprawozdanie napisa貫m za pana. Nast瘼ne sprawozdania b璠zie pan ju musia napisa sam. Prosz wi璚 popracowa nad j瞛ykiem francuskim, a w szczeg鏊noci podszko衍i si w pisaniu w tym j瞛yku.

Ob這篡貫m si przywiezionymi z Polski s這wnikami oraz gramatyk francusk i kupi貫m na chybi-trafi ksi嘀k z serii Le livre de poche wydawanych przez Editions Gallimard. By造 to Les liaisons dangereuses Laclosa. Niestety trafi貫m jak kul w p這t. Styl w jakim to dzie這 zosta這 napisane by nadzwyczaj ci篹ki, j瞛yk archaiczny a akcja nie dzia豉 si wsp馧czenie. By這 to koszmarne. Czyta貫m na si喚 niewiele rozumiej鉍 i rozgryzaj鉍 ka盥e zdanie ze s這wni虺iem i gramatyk w r瘯u. Niczego to jednak nie dawa這. Kt鏎y z towarzyszy przy stole w pen貞jonacie, gdy zwierzy貫m si z mych k這pot闚, poradzi mi czytanie mniej ambitnej literatury, ale za to pisanej j瞛ykiem wsp馧czesnym. Zacz像em wi璚 kupowa powieci sensacyjne wydawane w S廨ie Noire. Teraz rzeczywicie nauka posz豉 mi o wiele lepiej, bo akcja tych powieci dzia豉 si wsp馧czenie, dzi瘯i czemu tre by豉 bardziej dla mnie zrozumia豉. Bardzo pomaga造 mi codzienne rozmowy przy stole podczas posi趾闚. Przechodzi貫m w闚czas przyspieszony i bardzo intensywny kurs j瞛yka francuskiego. By貫m ca趾owicie zanurzony w 篡wiole francuskim i nie maj鉍 do kogo przem闚i po polsku, znalaz貫m si w warunkach, kt鏎e zmusza造 do forsow要ej nauki j瞛yka.

Drugie sprawozdanie z wielkim trudem napisa貫m ju sam. By這 pe軟e b喚d闚 i oczywicie zupe軟ie nie nadawa這 si do publikacji. Poprawi je Bernard Chennevière. Ale z biegiem czasu, przy ka盥ym nast瘼nym sprawozdaniu sz這 mi coraz lepiej, a m鎩 szef znajdywa w nich coraz mniej b喚d闚. Twarde warunki w jakich si znalaz貫m i brak mo磧iwoci m闚ienia po polsku, zmuszaj鉍e do mobilizacji wszystkich si intelektualnych, okaza造 si by najbardziej skuteczn metod nauczenia si obcego j瞛yka w mowie, a pisanie sprawozda do Biuletynu w pimie.

Bardzo pomocnymi w tej nauce by造 mi dwie regu造. Odkry貫m bowiem po pewnym czasie, 瞠 w przeciwie雟twie do polskiego, j瞛yk francuski jest wyranie sfeminizowany wi瘯szo rze苞zownik闚 jest w nim rodzaju 瞠雟kiego. Stwierdzi貫m tak瞠, 瞠 istnieje dosy znacz鉍a ilo przypadk闚 wyst瘼owania odwrotnego rodzaju rzeczownika: to co w polskim jest rodzaju m磠skiego we francuskim jest rodzaju 瞠雟kiego i na odwr鏒. Stosowanie z wyczuciem tych dw鏂h zasad umo磧iwia這 mi pope軟ianie ma貫j stosunkowo iloci b喚d闚 w rozmowie i w pisaniu.

W owym czasie, na pocz靖ku tego trzymiesi璚znego okresu pr鏏nego, codziennie podli苞za貫m moj sytuacj finansow:

- po stronie wydatk闚 mia貫m oko這 500 frank闚 potrzebnych na bilet powrotny do Pol貞ki, 300 frank闚 op豉ty za miesi鉍 pobytu w pensjonacie oraz 400 frank闚, kt鏎e musia貫m od苓a Stefanowi Czetwery雟kiemu. Razem potrzebowa貫m wi璚 oko這 1200 frank闚 aby m鏂 wr鏂i do domu.

- po stronie wp造w闚 przybywa這 mi co dzie oko這 53 franki z mej miesi璚znej pensji.

Proste obliczenie wykazywa這 瞠 potrzebowa貫m tu przeby 23 dni, abym m鏬 pop豉ci d逝gi i wr鏂i do Polski. Po trzech tygodniach i dw鏂h dniach w czasie kt鏎ych Towarzystwo nie zwolni這 mnie jeszcze z pracy z powodu mej nieprzydatnoci, odetchn像em z ulg. Wiedzia韋em ju teraz, 瞠 ka盥y nast瘼ny dzie kt鏎y uda mi si tu przepracowa zanim mnie zwolni, b磠dzie ju dniem przynosz鉍ym doch鏚. B璠 wi璚 m鏬 nie tylko wr鏂i do domu bez d逝g闚, ale b璠 m鏬 ju nawet kupi rodzinie jakie skromne prezenty. Kiedy po miesi鉍u pracy nie dosta貫m wym闚ienia lecz wyp豉t, sp造n像 na mnie wewn皻rzny spok鎩 i przesta貫m chodzi spi皻y. Zacz像em nawet mie niemia章 nadziej, 瞠 mo瞠 uda mi si przepracowa jesz苞ze jeden miesi鉍. O tym, aby uda這 mi si przepracowa ca造 trzymiesi璚zny okres pr鏏ny nie mia貫m nawet marzy.

Napisa貫m do Helenki, do mojej Mamy, do Burk闚i do Montr廥orlisty z wiadomoci, 瞠 mam doskona章 prac w mej specjalnoci i 瞠 jak na razie wszystko zaczyna dobrze si to苞zy. Burkowie i Montr廥or odpowiedzieli najszybciej, gratuluj鉍 mi sukcesu. Byli wiadomi te茆o, 瞠 m鎩 sukces by przecie w du瞠j mierze tak瞠 ich sukcesem zawdzi璚za貫m im bardzo du穎, tak w sferze materialnej, jak i wsparcia duchowego. Listy z Polskisz造 bardzo d逝go. Po章苞zenie telefoniczne by這 natomiast tak drogie, 瞠 praktycznie mo磧iwe tylko w jakim nadzwyczajnym nag造m wypadku. Bezporednich po章cze w闚czas nie by這. Rozmowy mi璠zymia貞towe, a tym bardziej mi璠zynarodowe nale瘸這 zamawia w centrali telefonicznej. Jeli chodzi o po章czenie z Polsk, to nie by這 瘸dnej pewnoci, czy w og鏊e zostanie zrealizowane w tym samym dniu. Ze wzgl璠u na to, 瞠 ka盥a mi璠zynarodowa rozmowa telefoniczna by豉 w Polsce pods逝chiwana, i tak nie mo積a by這 powiedzie niczego istotnego. Helenka r闚nie czasem te衍efonowa豉 do mnie do pensjonatu. Ze wzgl璠u na koszty, rozmowy nasze w kt鏎ych opowiada衍imy sobie nasz wzajemn t瘰knot, 瘸l rozstania i nadziej na zobaczenie si tu w niedalekiej przysz這ci, nie mog造 by tak d逝gie, jak bymy chcieli. Telefonistki polskie z g鏎niczej centrali Zjednoczenia W璕lowego w Gliwicach, do kt鏎ej nasz telefon by w闚czas pod章czony, pods逝苞huj鉍e z przyzwyczajenia rozmow, s造sz鉍 jak Helenkam闚i do mnie musz ko鎍zy, bo rozmowa b璠zie kosztowa strasznie drogo, w章cza造 si czasem m闚i鉍 wzruszone niech pani jeszcze rozmawia, nie zaliczymy ju pani tych dodatkowych minut.

Nadesz造 wi皻a Bo瞠go Narodzenia. Pewnego dnia go鎍y przynieli i postawili ka盥emu z nas na biurku, panu Chennevièrei mnie, du瞠 tekturowe pud這. By to karton z 12-ma butel虺ami wina, prezent na Bo瞠 Narodzenie i Nowy Rok od dyrekcji fabryki dla swych cadres. Na wi皻a Bo瞠go Narodzenia zosta貫m zaproszony do Burk闚do Villiers-le-Bel mia貫m wi璚 w ten spos鏏 doskona造 dla nich prezent. Dosta貫m tak瞠 od fabryki prezenty wi靖eczne dla nie觔becnych tu mych dzieci lalki, w霩eczki do nich i przer騜ne zabawki. By貫m zaskoczony i wzruszony tym subtelnym gestem. Pozwoli貫m sobie tak瞠 na spory wydatek i zatelefonowa貫m do domu do Polski, by z這篡 篡czenia Helencei m鏂 chocia w s逝chawce us造sze g這sy jej i dziewczynek.

W dniu 19-go stycznia 1963 roku m鎩 szef zawiadomi mnie, 瞠 jestem wezwany do dy訃ektora. Poszed貫m do budynku dyrekcji jak na ci璚ie, bo poniewa by這 to na dwanacie dni przed up造wem terminu trzymiesi璚znego okresu pr鏏nego nie mia貫m w靖pliwoci, 瞠 chodzi o zawiadomienie mnie o jego nieprzed逝瞠niu i rezygnacji z moich us逝g. Dyrektor przywita si ze mn wyj靖kowo mile, co mnie jeszcze bardziej utwierdzi這 w pesymistycznym nastroju, pocz瘰towa kaw i wr璚zy gruby dokument sk豉daj鉍y si z wielu kartek g瘰to zapisanych pismem maszynowym. Z dr瞠要iem w sercu przeczyta貫m pierwsz stron. Jej tytu brzmia: CONTRAT de TRAVAIL. By to m鎩 sta造 kontrakt pracy, w kt鏎ym Towarzystwo Thomson-Houston zawiera這 ze mn umow o pra苞 w charakterze ing幯ieur chimiste, specialit peintures et vernis na czas nieokrelony! Hu負awka napi耩, jakim zosta貫m poddany w ci鉚u ostatniej p馧 godziny by豉 tak du瘸, 瞠 z trudnoci opanowa貫m dr瞠nie r瘯i przy podpisywaniu tego dokumentu w trzech egzemplarzach, a pa訃afowana musia豉 by ka盥a jego strona.

Od tego momentu sta貫m si wi璚 pe軟oprawnym pracownikiem Compagnie Fran蓷ise Thomson-Houston, o ustalo要ych i nienajgorszych zarobkach, posiadaj鉍ym prawo do premii, trzynastej pensji, zak豉do趴ego domu jednorodzinnego na osiedlu urz璠niczym i wszystkich pozosta造ch korzyci socjal要ych, 章cznie z owymi legendarnymi francuskimi allocations familiales przys逝guj鉍ymi na moj tr鎩k dzieci. Od tej chwili zaistnia造 dla naszej rodziny warunki normalnego spokojnego 篡cia bez k這pot闚 materialnych, bez stania w kolejkach. Takiego w豉nie 篡cia, o jakim snulimy marze要ia w Gliwicach! Wykona貫m zadanie, jakie sobie postawi貫m i z jakim przyjecha貫m do Francji. Teraz brakowa這 ju tylko jednego aby moja 穎na i dzieci tu si znalaz造 i te mog造 z tego wszystkiego korzysta! Od tego te momentu rozpocz窸a si moja trzyletnia prawie, za瘸rta wal虺a z w豉dzami PRLo przyjazd Helenkiz dzie熤i do Francji.

Zwr鏂i貫m Stefanowi Czetwerty雟kiemuotrzymane od niego pieni鉅ze i wys豉貫m Helenceprzez okazj pierwsze zarobione w Chauny100 dolar闚, czyli r闚nowarto mych przesz這 dwumiesi璚znych zarobk闚 w Instytucie. Cieszy貫m si bardzo, 瞠 odt鉅 b璠 m鏬 ju regularnie przekazywa jej pieni鉅ze i 瞠 opr鏂z swej w豉snej pensji b璠zie dysponowa豉 dodatkow znaczn iloci got闚ki, pozwalaj鉍 na spokojne 篡cie bez koniecznoci zaciskania pasa. Musielimy jednak瞠 znale spos鏏 na re茆ularny transfer pieni璠zy, bo szukanie okazji za ka盥ym razem nie by這 na d逝窺z met mo翮liwe, a wysy豉nie pieni璠zy przekazem pocztowym nie wchodzi這 w rachub. Przekaz闚 nie wyp豉cano w Polscewe frankach, lecz w z這t闚kach wed逝g oficjalnego, sztucznie zani穎nego przelicznika. Znacz鉍a kwota twardych frank闚 kt鏎 bym jej st鉅 wysy豉, zamienia豉by si w Polsce na miesznie ma章 ilo bezwartociowych z這t闚ek. Nale瘸這 wi璚 szuka innego spo貞obu na przekazywanie pieni璠zy do Polski takiego, kt鏎y by nas broni przed zorganizowanym z這dziejstwem ludowego pa雟twa.

Szef Personelu, Berteaux,pokaza mi kt鏎ego dnia jednopi皻rowy domek z gara瞠m na osiedlu urz璠niczym. By to dom, kt鏎y czeka na przybycie Helenkii dzieci. Sta pusty, okiennice by造 pozamykane, a ogr鏚ek nieuprawiany i zapuszczony. Na razie, do czasu przyjazdu mojej rodziny, mieszka貫m w mansardowym pokoiku na drugim pi皻rze w pensjonacie u wdowy Dagonneau. Mieszkali tam r騜ni przejezdni, sta篡ci oraz ludzie maj鉍y d逝窺ze lub kr鏒sze sprawy do za豉twienia w Chauny. Sta造ch mieszka鎍闚 by這 kilku, w tym ja oraz Henri Bousquet, nieco m這dszy ode mnie pe貫n temperamentu kawaler pochodz鉍y z Perpignan na po逝dniu Francji. M闚i z charakterystycznym po逝dniowym akcentem, twardo wymawiaj鉍 sp馧g這sk r. Przypadlimy sobie do gustu i z czasem stalimy si przyjaci馧mi. Henri, tak jak ja by in篡nierem chemikiem, pracowa w Chauny w fabryce chemicznej PROCHIM, gdzie by kierownikiem jednego z wydzia堯w. By tu ze wszystkimi za pan brat, wszyscy go znali i lubili. Nie by這 to zreszt takie trudne, bo Chau要y by這 ma章 miejscowoci, licz鉍 w闚czas trzynacie tysi璚y mieszka鎍闚. Henri Bo赴squetpoczytywa sobie za punkt honoru aby nauczy mnie j瞛yka, wprowadzi w lokalny wiat i sta si moim cicerone. Z wielkim powi璚eniem, ale i humorem uczy mnie wymowy fran苞uskiej, polecaj鉍 powtarza szybko: les chemises darchiduchesse sont-elles sèches ou archisèches?

Dzi瘯i niemu pozna貫m wielu ludzi, zacz像em by zapraszany do ich dom闚 i wchodzi w lo虺alne towarzystwo. Po jakim czasie stalimy si sta造mi partnerami w turniejach bryd穎wych, odbywaj鉍ych si co tydzie w sali na pierwszym pi皻rze hotelu-restauracji i kawiarni o nazwie Caf-H矌el-Restaurant de Commerce na rynku. Bousquetzabiera mnie te swym samocho苓em Renault Dauphine na mecze rugby, kt鏎e odbywa造 si w okolicznych miejscowociach. By czynnym zawodnikiem dru篡ny rugby w Chauny. Zaprasza mnie tak瞠 czasami na zebrania swej lo篡 Table Ronde. Pod koniec pobytu w Chauny wyg這si貫m tam referat na temat podobie雟tw mi璠zy Polakami i Francuzami. Referat spodoba si i wywo豉 dyskusj. W tym rejonie Francji, a szczeg鏊nie w departamencie Nord, mieszka這 wiele polskich rodzin przyby造ch tu wraz z kolejnymi falami emigracji, g堯wnie ekonomicznej z lat 1920-1930. Polacy nie byli wi璚 dla Francuz闚 z tych okolic narodem egzotycznym. Jak si okaza這 w cza貞ie dyskusji, w miejscowych szko豉ch powszechnych by這 przed wojn 1939-1945 wiele takich klas, w kt鏎ych liczniejsz grup stanowi造 dzieci polskie ni francuskie. Jednym z ta虺ich Francuz闚 ucz鉍ych si w zdominowanej przez polski 篡wio klasie, by pracuj鉍y w To趴arzystwie Thomson-Houston in篡nier Levaire. Chc鉍 si pochwali, zademonstrowa mi kie苓y sw znajomo polskich s堯w, kt鏎ych nauczy si za m這dych lat w szkole od koleg闚 Pola虺闚 by造 one niestety wszystkie bez wyj靖ku wysoce niecenzuralne.

W pensjonacie mia貫m pe軟e utrzymanie podobnie jak Henri, jada貫m tam wszystkie trzy posi趾i. Wdowa Dagonneaubardzo liberalnie traktowa豉 swych sta造ch pensjonariuszy. Gdy by這 si g這dnym lub wr鏂i這 spragnionym pno w nocy po bryd簑, zawsze mo積a by這 p鎩 do kuchni i z lod闚ki wyci鉚n寞 sobie co do jedzenia lub otworzy puszk piwa. Z przywileju tego korzystalimy cz瘰to.

Przerwa obiadowa dla pracownik闚 umys這wych Towarzystwa Thomson-Houston trwa豉 od 12-tej do 15-tej. Wystarcza豉 mi ona w zupe軟oci aby w tym czasie doj spacerem do niezbyt odleg貫go pensjonatu, zje obiad i ewentualnie nawet zrobi godzinn drzemk po觔biedni. Zamiast drzemki Henrizwykle zabiera mnie po obiedzie swoim samochodem na ry要ek do Caf de Commerce na kaw i parti quatre-cent-vingt-et-un. W gr t gra這 si trzema kostkami na specjalnej okr鉚貫j tacy zwanej piste. Gralimy przewa積ie we czw鏎k z w豉ci苞ielem restauracji nazywanym Jojo i jego 穎n, z powodu drobnej budowy zwanej Nainette. Kto przegra, ten stawia pozosta造m kaw. Po pewnym czasie nauczy貫m moich znajo衫ych polskiej gry hazardowej w kupki kt鏎ej sam nauczy貫m si od Jurka Wojciechowskiego, a kt鏎 przet逝maczy貫m na francuski jako gr w les petits tas. Gra這 si w ni jedn tali kart i mia豉 ona t w豉ciwo, 瞠 nie wymaga豉 najmniejszego nawet wysi趾u umys這wego. Wygrana lub przegrana zale瘸豉 wy章cznie od przypadku. Gra ta tak si tam spodoba豉, 瞠 zauwa篡貫m potem wielu innych sta造ch bywalc闚 kawiarni w ni graj鉍ych przy kawie lub kuflu piwa.

Moi koledzy, in篡nierowie z pracy w Towarzystwie Thomson-Houston, stanowili klan bardziej zamkni皻y i mniej przyst瘼ny. Zacz瘭i mnie zaprasza do swych dom闚 na kolacje lub niedzielne obiady czy wycieczki samochodowe za miasto dopiero na wiosn dopiero po tym, jak dosta貫m sta造 kontrakt pracy w Towarzystwie. Wszyscy oni oraz ich rodziny okazali si zreszt by bardzo serdeczni. Wykazywali ludzkie, 篡czliwe, bardzo 篡we zainteresowanie lo貞ami 穎ny i dzieci, kt鏎e pozostawi貫m w Polsce. Podobnie jak ja, wyra瘸li niezachwiane przeko要anie, 瞠 wkr鏒ce b璠 mieli mo積o osobistego ich poznania. Ma貫 c鏎eczki pa雟twa Chen要evière bardzo by造 zaintrygowane perspektyw posiadania nowych kole瘸nek oraz mo磧iwoci lulania malutkiego polskiego bebusia nazywaj鉍ego si Andr. Pa雟two Chennevière byli rodzi要 zachowuj鉍 tradycyjne zwyczaje francuskie pani Chennevière w obecnoci os鏏 trzecich nie zwraca豉 si do m篹a inaczej jak tylko w trzeciej osobie per Pan. Dziwi這 mnie to i mie貞zy這 bardzo na pocz靖ku, gdy pani Chennevière m闚i豉 do m篹a w czasie kolacji: Bernard, voulez-vous passer le plateau de fromages à Monsieur Mauberg, sil vous plait.

Na samochodowych wycieczkach za miasto, na kt鏎e zabierali mnie pa雟two Vicard, wsp鏊nie z ich ma造m synkiem Pierre uczylimy si liczy, deklamuj鉍 odliczank:

Un kilomètre à pied, 蓷 use, 蓷 use,

un kilomètre à pied, 蓷 use les souliers.

Deux kilometres à pied, . . . . . . .   i tak dalej.

By這 zgni貫, mokre przedwionie, charakterystyczne dla p馧nocnych departament闚 Francji. Nie dorobi貫m si jeszcze ciep貫go p豉szcza i chodz鉍 zbyt cienko ubrany, w ko鎍u przezi瑿i貫m si mocno. Chodzi貫m do pracy kaszl鉍y, zakatarzony i z gor鉍zk, a kt鏎ego dnia Bernard Chennevièrezapyta:

Dlaczego przychodzi pan chory do pracy? Powinien pan pole瞠 w 堯磬u kilka dni i wyleczy si.

Nie mam zwolnienia lekarskiego odpowiedzia貫m.

O czym pan m闚i? zdziwi si szef. Mnie za zdumia這 niepomiernie, 瞠 ten inteligentny przecie cz這wiek nie rozumie tak prostej sprawy. Usi這wa貫m mu wi璚 wyt逝maczy, 瞠 przychodz chory do pracy, poniewa nie mam zawiadczenia stwierdzaj鉍ego, 瞠 jestem chory. Nie wiem te, gdzie mam si po takie zawiadczenie uda. Chennevièrezupe軟ie nie by w stanie mnie poj寞.

Przecie wida, 瞠 jest pan chory.

Po d逝窺zej dyskusji w ko鎍u zrozumia貫m, 瞠 tu we Francjinie ma zawiadcze lekarskich o chorobie. Pozycja pracownika umys這wego jest tak wysoka, 瞠 nie s potrzebne 瘸dne zawiadczenia. Wszystko po衍ega na rzetelnoci i zaufaniu. Gdy jest si chorym, zawiadamia si po prostu szefa o tym fakcie oraz 瞠 kilka dni b璠zie si le瘸這 w 堯磬u.

A gdy kto tego nadu篡wa i cz瘰to jest chory? zapyta貫m.

Wtedy po prostu szef przeprowadza z nim rozmow i radzi 篡czliwie, aby mo瞠 zmieni lekarza, bo ten jego aktualny jest jako ma這 skuteczny. Je瞠li to nie pomaga, to zbyt cz瘰te choroby ko鎍z si zwykle rozwi頊aniem umowy o prac, gdy szef rezygnuje ze wsp馧pracy z takim chorowitym pracownikiem, maj鉍 prawie nieograniczon mo磧i趴o zatrudnienia innego, ciesz鉍ego si dobrym zdrowiem wyjani mi dalej Chennevière.

Dla cz這wieka ukszta速owanego w systemie socjalistycznym by豉 to zupe軟a rewe衍acja, a zarazem kolejny przyk豉d normalnego, zdrowego stosunku pomi璠zy pracownikiem a pracodawc. To w PRLrelacje te by造 chore pracownicy oszukiwali jak mogli pracodawc i wszelkimi sposobami usi這wali wymiga si od pracy przy pomocy zwolnienia lekarskiego.

Objawi豉 mi si wtedy, jakby w ostrym snopie wiat豉 niespodziana prawda, 瞠 po趴szechny brak wszystkiego w PRL, a tak瞠 i pozosta造ch krajach obozu socjalistycznego, raczej w marginalnym stopniu spowodowany jest s豉b gospodark i zniszczeniami wojennymi. G堯w要a przyczyna le篡, jak zwykle, w filozofii. Socjalistyczna filozofia obowi頊uj鉍a w tych krajach apoteozowa豉 prac. Mia豉 ona by dobrem zagwarantowanym przez konstytucj, sformu這wa要ym jako zaszczytny obowi頊ek pracownika, w przeciwie雟twie do ustroj闚 opartych na filo述ofii wolnego rynku, gdzie praca by豉 jedynie towarem. Takie ustawienie priorytet闚 powodo趴a這, 瞠 w ekonomiach kraj闚 socjalistycznych g堯wny akcent po這穎ny by na zapewnieniu pracownikom p豉cy za sam obecno w pracy, a nie za jej ilo czy jako. Da這 to w skutku brak moty趴acji do zwi瘯szania wydajnoci pracy i lekcewa蕨cy do niej stosunek, wyra瘸j鉍y si w cy要icznym powiedzeniu czy si stoi, czy si le篡, dwa tysi鉍e si nale篡. Przyczyn rosn鉍ego stale dystansu pomi璠zy obozem socjalistycznym a krajami wolnego rynku nie by brak kapita逝 czy surowc闚, lecz brak filozofii kt鏎a by motywowa豉 ludzi do dobrej pracy.

By to wi璚 klasyczny przyk豉d r騜nic wynikaj鉍ych z innej filozofii ustrojowej: w PRLpraca, b璠鉍 zaszczytnym obowi頊kiem, sta豉 si w gruncie rzeczy jedynie sztucznym sposo苑em na likwidacj bezrobocia, w rzeczywistoci przymusem pa雟zczyzny na pa餼stwowej, s豉bo p豉tnej posadzie. Od tego zaszczytu trzeba si by這 raczej uchyla i szuka zatrudnienia w mikroskopijnym sektorze prywatnym, gdzie praca nie by豉 zaszczytem, ale p豉ce by造 wy窺ze. Tutaj we Francjipraca za by豉 dobrze p豉tnym, cennym przywilejem, o kt鏎y nale瘸這 zabiega i kt鏎ego nale瘸這 strzec jak oka w g這wie by go lekkomylnie nie straci.

Z konsulatu polskiego ci鉚le 瘸dna odpowied na moje podanie o paszport konsularny nie nadchodzi豉, w marcu pojecha貫m wi璚 do Pary瘸by si czego dowiedzie osobicie. Na miejscu okaza這 si, 瞠 odpowied z MSW w Warszawieprzysz豉 ju jaki czas temu, tylko konsulat jako zapomnia mnie o tym zawiadomi. Odpowied by豉 odmowna polskie MSW nie zgadza這 si na wydanie mi paszportu konsularnego. By貫m za豉many. Zupe軟ie nie rozu衫ia貫m, dlaczego w豉dze kraju kt鏎ego jestem obywatelem, nie chc mego dobra i zamiast z ochot umo磧iwi podniesienie stopy 篡ciowej jednej z polskich rodzin, sprzeciwiaj si temu. Zaraz na miejscu, za porad urz璠nika konsulatu, napisa貫m na trzech stronach odwo豉nie od tej krzywdz鉍ej decyzji. Odwo豉nie umotywowa貫m tak oczywistymi i wszechstronnymi korzyciami, jakie moja rodzina odnios豉by z posiadania paszport闚 konsularnych i mo磧iwoci mieszkania we Francjina sta貫, 瞠 (w moim 闚czesnym przekonaniu) argumenty te powinny by by造 wzruszy najbardziej nawet nieczule i zatwardzia貫 urz璠nicze serce.

Pobyt w Pary簑wykorzysta貫m te dla zorganizowania systematycznych wysy貫k Helen苞e do Polskipaczek z damskimi kostiumami, tak zwanymi garsonkami, kt鏎e ona nast瘼nie mia豉 sprzedawa w komisie po bardzo korzystnej cenie. Garsonki by造 w Polsce ostatnim krzykiem 闚czesnej damskiej mody. W Pary簑 powsta這 wiele wyspecjalizowanych dom闚 handlowych, zajmuj鉍ych si wy章cznie wysy趾 do demolud闚 damskich ubior闚, odpowiadaj鉍ych cile kryteriom mody obowi頊uj鉍ym aktualnie w danym kraju. Mieli doskona貫 w tej materii rozeznanie wystarczy這 poda kraj i region, a oni dobierali kr鎩 i kolor, kt鏎e tam sz造 najlepiej i sprzedawa造 si najkorzystniej. W dziewi靖ej dzielnicy Pa訃y瘸 odnalaz貫m dom wysy趾owy, kt鏎ego adres poda豉 mi Neta. Zleci貫m im dokonywanie co kwarta wysy貫k paczek z garsonkami na adres Helenkido Polski. Pracowni苞y m闚ili tam chyba wszystkimi j瞛ykami wiata, w tym oczywicie i polskim. Od tej pory He衍enka dysponowa豉 ju regularnymi dochodami.

Po powrocie do Chaunyopowiedzia貫m znajomym w pracy i w pensjonacie o odmowie w豉dz polskich wydania mi paszportu konsularnego. Rych造 termin przyjazdu Helenkii dzieci, tak oczywisty tu dla wszystkich, zacz像 odsuwa si w czasie. Wywo豉這 to u moich rozm闚c闚 ogromne zdziwienie i fal wsp馧czucia. Poniewa Chauny by這 ma章 miejscowoci, wiadomo rozesz豉 si szybko. R騜ni nieznajomi ludzie, kt鏎zy musieli o mnie wiedzie, zaczepiali mnie na ulicy wyra瘸j鉍 wsp馧czucie z powodu roz章ki z rodzin, s這wa otuchy i nadziej na szybkie za韋atwienie formalnoci. Wyra瘸li ch耩 zaproszenia do siebie do domu w celu poznania Helenki i dzieci, jak tylko tu w ko鎍u przyjad. By貫m doprawdy g喚boko wzruszony tymi oznakami cie計貫j ludzkiej 篡czliwoci. Ja za nimi t瘰kni貫m bardzo min窸o ju przecie osiem miesi璚y, jak nie widzia貫m Helenkii dziewczynek, a ma貫go Andrzejkanie zna貫m w og鏊e. Mia貫m tylko jego fotografi, przys豉n w licie przez Helenk. Chwilami by這 mi bardzo ci篹ko. M闚i貫m so苑ie wtedy, 瞠 robi to dla moich dzieci nie mog narzeka, bo przecie mam to, czego sam chcia貫m.

W pracy sz這 mi coraz lepiej. Dostawa貫m coraz trudniejsze zadania i rozwi頊ywa貫m je. Wy獞iczy貫m si te na tyle w pisaniu po francusku, 瞠 Chennevièrenie znajdowa ju zbyt wielu b喚d闚 w mych sprawozdaniach do Biuletynu. Jeden z pracownik闚 naszego dzia逝, spostrzeg連zy kiedy na moim biurku przygotowany r瘯opis sprawozdania do BPI wyrazi mi sw鎩 podziw, 瞠 tak szyb虺o opanowa貫m sztuk pisania w alfabecie 豉ci雟kim. By przekonany, 瞠 w Polscepisze si cy訃ylic! Zauwa篡貫m ze zdziwieniem i swego rodzaju satysfakcj, 瞠 od in篡nier闚 francuskich nie odbiegam poziomem wykszta販enia, a niekt鏎zy s w stosunku do mnie wr璚z niedouczeni, jeli chodzi o pewne dzia造 wiedzy teoretycznej. Byli natomiast lepsi ode mnie w sprawach praktycznego wykorzystania posiadanej wiedzy.

W ramach zleconego mi zadania poprawy wydajnoci fabrycznych urz鉅ze, opracowa韋em metod pozwalaj鉍 na przesz這 dwukrotne zwi瘯szenie szybkoci cynowania miedzianych drut闚 przeznaczonych do kabli telefonicznych. Wy衫aga這 to pewnych zmian konstrukcyjnych w maszynach. Wprowadzi貫m te zmiany i wynik okaza si nad wyraz pomylny. Dyrektor Desprairiesby tak zadowolony, 瞠 pofatygowa si osobicie na wydzia produkcyjny by zapozna si z moim rozwi頊aniem i z這篡 mi gratulacje. W jaki czas potem wezwa mnie do siebie i zawiadomi, 瞠 dosta貫m za to specjaln nagrod. Nie by ju teraz taki oficjalny jak dot鉅, rozkrochmali si i zrobi ca趾iem mi造. Gaw璠zi ze mn przyjanie, a na ko鎍u powiedzia: si tous vos ing幯ieurs sont comme vous, je ne comprends pas pourquoi la Pologne subit de telles difficult廥 嶰onomiques . Ciep這 zrobi這 mi si na duszy by豉 to pierwsza pochwa豉, jaka spotka豉 mnie na obczynie. Dyrektor Desprairies przekona si do mnie i ju odt鉅, do samego ko鎍a mej pracy w Towarzystwie, by mi tak przychylny i szed mi tak wyranie i dalece na r瘯, 瞠 do tej pory mam za to dla niego g喚bokie uczucie wdzi璚znoci. Wida by這 wyranie, 瞠 zale篡 mu na mnie i 瞠 chce mnie utrzyma u siebie w pracy. Od tego czasu by貫m te ju systematycznie zaprasza要y na podwieczorki, jakie 穎na dyrektora urz鉅za豉 co jaki czas dla in篡nier闚 Towarzystwa i ich rodzin, a tak瞠 na coroczne wielkie przyj璚ia noworoczne u pa雟twa Desprairiesdla wszyst虺ich cadres.

W czasie jednego z podwieczork闚 u pani Desprairiesw rozmowie z szefem walcowni Paulem Duhamelzgada這 si, 瞠 na jego wydziale pracuje robotnik, Monsieur Culas, kt鏎y chyba jest polskiego pochodzenia. Wyrazi貫m ch耩 poznania rodaka i um闚ilimy si z Duhamelem, 瞠 zajd kt鏎ego dnia do niego, aby m鏬 mnie pozna z tym pracownikiem. Jean Culas okaza si by starszym ju cz這wiekiem, przed emerytur. By istotnie Polakiem, g鏎alem z Nowego Targu. Jego rodzice wyemigrowali do Francjiw 1925 roku, gdy mia 20 lat. Ucieszy si z poznania rodaka i zaprosi do siebie do domu na podwieczorek w najbli窺z nie苓ziel.

Pan Culas mieszka z 穎n w ma造m domku z ogr鏚kiem w robotniczej dzielnicy na pe訃yferiach Chauny. 皋na Culasa te by豉 Polk i te c鏎k emigrant闚. Znali si jeszcze w Polsce, ale pobrali ju tu, we Francji. Mieli dw鏂h syn闚, ju doros造ch i samodzielnych. Z pa餼stwem Culas rozmowa by豉 trudna. W momencie przyjazdu do Francji byli w wieku, w kt鏎ym obowi頊ek szkolny ju ich nie obejmowa, nie chodzili wi璚 do szk馧 francuskich. Przebywaj鉍 g堯wnie w polskim rodowisku, tak w domu jak i w pracy, nie mieli okazji, a mo瞠 tak瞠 zdol要oci i ochoty aby nauczy si j瞛yka francuskiego. Z kolei, w miar up造wu lat, ich znajomo j瞛yka ojczystego mala豉 nieustannie. W czasie gdy ich pozna貫m, ich s這wnik sk豉da si z mie貞zaniny chyba najwy瞠j stu s堯w polskich zniekszta販onych po francusku i francuskich, zniekszta販onych po polsku. Widocznie tyle wystarcza do codziennego 篡cia. Ich synowie cho苓zili do szk馧 francuskich i ju prawie po polsku nie umieli, cho prenumerowali Narodowca pismo polskiej emigracji we Francji. Pan Jean Culas powiedzia mi, 瞠 w Polsce nazywa si po prostu i zwyczajnie Jasiek Kulas, ale francuscy urz璠nicy emigracyjni (widocznie dla potrzeb fonetyki fran苞uskiej, bo chyba nie dla brzydkiego skojarzenia z pewn czci cia豉) w ten spos鏏 go zapisali, wi璚 tak ju pozosta這. W prawid這wej bowiem transkrypcji jego pol貞kiego nazwiska, po francusku powinien by by nazywa si Monsieur Coulasse.

Jak si pniej dowiedzia貫m, w okolicy by這 wielu takich Kulas闚 kt鏎zy po czter苓ziestu prawie latach mieszkania w tym kraju zapomnieli ju j瞛yka polskiego, ale jeszcze nie nauczyli si francuskiego.

Na wsi w pobli簑 Montr廥orte mieszka i gospodarzy taki Kulas. Nazywa si Jasiek Wrona i by o瞠niony z Francuzk, c鏎k lokalnego farmera. Jedzi這 si do niego w lecie po ser lub wie瞠 mleko prosto od krowy dla dzieci. Gdy pogoda by豉 burzowa i mleko kwasi這 si niew豉ciwie, gospodarz t逝maczy brak sera m闚i鉍 murzy雟ko-francuskim j瞛ykiem: fe szalor, le bui-bui, froma merd co mia這 oznacza 瞠 jest upa, mleko si zwarzy這 i z sera g-no wysz這.

Jean Vicard, jeden z in篡nier闚 pracuj鉍ych w fabryce,absolwent tzw. Grande 丱ole i maj鉍y cis造 logiczny kartezja雟ki umys poradzi mi, abym napisa prob w mej sprawie do Prezydenta pa雟twa polskiego. Twierdzi on bowiem, 瞠 odmowa wydania pasz計ort闚 dla mej rodziny jest na pewno wynikiem urz璠niczego nieporozumienia lub nadgorliwoci i zgodnie z praworz鉅nym rozumowaniem normalnego mieszka鎍a Zachodu uwa瘸, 瞠 je倍eli dowie si o tym g這wa pa雟twa, to spowoduje cofni璚ie tej krzywdz鉍ej decyzji. Wielu in要ych moich rozm闚c闚 rozumowa這 podobnie.

Napisa貫m wi璚 p這mienny list na trzy g瘰to zapisane kartki do I-go Sekretarza KC PZPR, towarzysza W豉dys豉wa Gomu趾iz wyjanieniem sytuacji naszej m這dej rodziny na dorobku i z prob o poparcie mego podania o paszport konsularny. Nada貫m go na tutejszej poczcie jako polecony, czym wywo豉貫m lekk sensacj. Po jakim czasie pomyla貫m sobie, 瞠 nie zawa苓zi這by napisa tak瞠 i do innych czo這wych osobistoci w Polsce. Napisa貫m wi璚 kolejne 瘸r衍iwe proby o pomoc do pan闚: premiera J霩efa Cyrankiewicza, Przewodnicz鉍ego Rady Pa餼stwa Aleksandra Zawadzkiegoi Marsza趾a Sejmu Czes豉wa Wycecha. Poniewa straci貫m za赴fanie do konsulatu w Pary簑jako rzecznika mych interes闚, napisa貫m te bezporednio do pana Ministra Spraw Wewn皻rznych PRL. Wszystkie listy nadawa貫m jako polecone, wywo逝j鉍 wr鏚 urz璠nik闚 ma貫j poczty w Chaunycoraz wi瘯sz sensacj.

M鎩 szef Bernard Chennevièreby wi皻ym cz這wiekiem, zasiada w radzie parafialnej kocio豉 w Chaunyi mia r騜ne episkopalne znajomoci. Wpad on na pomys, aby spr鏏owa uda si z prob o pomoc i interwencj do lokalnego biskupa w Saint-Quentin. Wraz z miej貞cowym proboszczem zwr鏂ili si do biskupa. Niestety monseigneur wym闚i si brakiem kompetencji. Trudno mu si dziwi, 瞠 nie mia zamiaru wpl靖ywa si w delikatne sprawy mi磠dzynarodowe.

Jak 豉two si domyli, od pan闚 Gomu趾i, Cyrankiewicza, Zawadzkiegoani Wycecha瘸dnej odpowiedzi nigdy nie dosta貫m. Zareagowa natomiast minister Spraw Wewn皻rz要ych, ale w spos鏏 kt鏎ego nigdy bym si nie spodziewa, cho spos鏏 ten by niew靖pliwie ca陪kowicie zgodny z 闚czesnymi metodami dzia豉nia tego resortu.

W maju 1963 roku moja Mamanapisa豉 mi z Zakopanego, 瞠 ostatnio wynaj像 u niej na kilka dni pok鎩 jaki mi造 i rozmowny turysta. Turysta przedstawi si niezbyt oryginalnym na述wiskiem jako pan Kowalski, ma這 chodzi po g鏎ach, a za to du穎 przebywa na miejscu, opala si na le瘸ku przed domem i ch皻nie z Mam gaw璠zi. Pod koniec pobytu tak si z Mam za計rzyjani, 瞠 nawet zrobi sobie z ni wsp鏊n fotografi. W czasie rozm闚 zupe軟ie przypad虺owo zgada這 si, 瞠 syn gospodyni u kt鏎ej 闚 turysta mieszka, czyli ja, jest we Francji. Dobrze mu si powodzi i w zwi頊ku z tym robi starania o sprowadzenie tam swej 穎ny i dzieci. Mi造 tu訃ysta napomkn像 Mamie, 瞠 przypadkowo wybiera si w najbli窺zym czasie do Pary瘸. M鏬豚y wi璚, gdyby Mama chcia豉, przekaza synowi od niej jak osobist wiadomo, kt鏎ej nie chce wysy豉 poczt, lub co mu nawet zawie. Intuicja, z kt鏎ej moja Mama by豉 znana, podpowie苓zia豉 jej dosy szybko, 瞠 pan Kowalskinie jest takim zwyk造m przypadkowym turyst, za jakiego chce uchodzi. Co tu jest podejrzane, gdy zbyt du穎 jest tych r騜nych przypadk闚. Zaprze貞ta豉 wi璚 dalszych zwierze i nie skorzysta豉 z mi貫j propozycji. Po kilku dniach uczynny tury貞ta wyjecha. Mamaczym pr璠zej opisa豉 mi w licie jego pobyt ze wszystkimi szczeg馧ami uprzedzaj鉍, 瞠 by mo瞠 b璠 mia w Chaunywizyt.

Chyba w trzy tygodnie po otrzymaniu listu od Mamy, zatelefonowa do mnie z Pary瘸ja虺i cz這wiek. Powiedzia 瞠 nazywa si Kowalski, akurat przyjecha z Polski, a b璠鉍 ostatnio w Zakopanemprzypadkowo mieszka u mojej Mamy, kt鏎 jest oczarowany. Ma dla mnie od niej pozdrowienia i wiadomoci. Przypadkowo nie ma 瘸dnego zaj璚ia na najbli窺zy weekend i chce w zwi頊ku z tym przyjecha do Chauny, by mi przekaza, jako st瘰knionemu synowi, najnowsze nowiny o jego Matce. Prosi o zarezerwowanie mu pokoju w pensjonacie. Panu Kowalskiemu widocznie bardzo podoba si przys堯wek przypadkowo, bo u篡wa go nader cz瘰to. Zrobi這 mi si gor鉍o i troch dziwnie, ale mimo szczerej ch璚i nie mog貫m przecie odm闚i mu spo負kania i owiadczy, 瞠 nie chc wys逝cha wiadomoci od mojej matki. Pociesza豉 mnie nieco wiadomo, 瞠 mam nad nim t przewag, 瞠 ja wiem o tym, kto to jest pan Kowalski, a pan Kowalskinie wie o tym, 瞠 ja o tym wiem.

Kowalskizjawi si w pensjonacie w sobot na obiad. By to lekko 造siej鉍y pan w wieku oko這 45 lat. By istotnie rozmowny. Opowiada z entuzjazmem jak bardzo lubi Zakopanei g鏎skie w堯cz璕i. Jak przypadkowo odkry dom mojej Mamyi mo磧iwo wynaj璚ia pokoju. Pokaza mi fotografi, na kt鏎ej wida go by這 stoj鉍ego z umiechni皻 twarz obok mojej Ma衫y, powa積ej i jakby dziwnie spi皻ej, na tle jej domu w Zakopanem. Interesowa si tak瞠 bar苓zo moj prac, Towarzystwem Thomson-Houston, 篡czliwie dopytywa co robi, na jakim wy苓ziale pracuj, jakie s moje obowi頊ki, jak mi si powodzi i jakie mam plany na przysz這. Opowiedzia貫m Kowalskiemu o mojej pracy i perspektywach, jakie ona mi daje. Opowie苓zia貫m, 瞠 robi starania o sprowadzenie rodziny do Francji, 瞠 dosta貫m odmow paszportu konsularnego i 瞠 napisa貫m listy z prob o pomoc do wszystkich najwa積iejszych ludzi w Pol貞ce. Kowalskipochwala gor鉍o moje plany sprowadzenia tu 穎ny i dzieci, aczkolwiek wy訃a瘸 pewn w靖pliwo czy spos鏏, w jaki si do tego zabra貫m, oka瞠 si by skuteczny. O so苑ie nie m闚i wiele, powiedzia jedynie, 瞠 pracuje w Centrali Handlu Zagranicznego w War貞zawie, cz瘰to jedzi do Francji i z tego powodu ma szerokie znajomoci w polskim konsulacie w Pary簑.

Na drugi dzie, w niedziel, Kowalskiwym闚i si od p鎩cia do kocio豉. Mimo obycia, jakie powinien by mie jako podr騜uj鉍y po wiecie pracownik Handlu Zagranicznego, ca造 czas by jakby sp這szony. Wyczuwa貫m w nim jakie napi璚ie i trudny do zdefiniowania brak naturalnoci. W stosunku do mnie by jednak瞠 przyjazno-protekcyjny. Po obiedzie, gdy odprowadza貫m go na dworzec, 篡czliwo sw posun像 do tego stopnia, 瞠 zaoferowa mi swoje porednictwo, je瞠li bym sobie tego oczywicie 篡czy, w skontaktowaniu mnie z jego znajomymi w konsulacie w Pary簑. Zna bowiem, jak twierdzi, ta虺ie przypadki, 瞠 znajomi owi za豉twili w ci鉚u niespe軟a miesi鉍a wydanie paszport闚 konsu衍arnych dla rodzin podobnych jak ja m這dych ambitnych ludzi, kt鏎zy zdecydowali si szuka chleba na obczynie. Gdy wyrazi貫m zdziwienie, jak to jest mo磧iwe wobec odm闚, jakie mnie spotka造 ze strony tego konsulatu, Kowalski przyzna, 瞠 jego znajomi nie czyni tego tak zupe軟ie bezinteresownie. 笆daj za to jedynie jakich drobnych, miesznych w gruncie rzeczy us逝g w przysz這ci. Domylaj鉍 si o jak bardzo mieszne us逝gi mo瞠 chodzi, wym闚i貫m si grzecznie m闚i鉍, 瞠 dop鏦i moja rodzina nie znajdzie si we Francji, sprawa ta nie wchodzi w rachub. Podzi瘯owa貫m Kowalskiemu za wielkoduszn ofert pomocy twierdz鉍, 瞠 wierz g喚boko, i moje listy z kt鏎ymi zwr鏂i貫m si o pomoc do najwy窺zych w豉dz w Polsce, nie mog nie przynie pozytywnego skutku. Kowalskiby sceptyczny. Zostawiaj鉍 mi furtk na wszelki wypadek powiedzia ju przy po瞠gnaniu, 瞠 pozostaje jeszcze w Pary簑 przez dwa dni. Gdy苑ym wi璚 zmieni zdanie, to mog go o tym zawiadomi. W jaki spos鏏? Wystarczy, jak przez wonego kon貞ulatu przeka輳 odpowiedni wiadomo. Dla kogo? Dla pana Kierskiego. Potem pracownik Handlu Zagranicznego wsiad do paryskiego poci鉚u i wszelki lad po nim zagin像.

Pobyt Kowalskiegow Chaunyi moja odmowa wejcia w kontakt z jego uczynnymi znajomymi w paryskim konsulacie zdeterminowa造, jak przysz這 pokaza豉, bieg naszych dalszych los闚. Zadecydowa造 o niepowodzeniu stara o paszporty konsularne dla naszej rodzi要y, zar闚no tych, kt鏎e ja czyni貫m we Francji, jak i tych bardzo licznych i r騜norakich, jakie Helenkarobi豉 w Polsce. Raport, jaki Kowalski z這篡 po powrocie do Polski swemu prze這穎要emu stwierdza zapewne, 瞠 ich resort nie b璠zie mia ze mnie po篡tku i 瞠 w zwi頊ku z tym paszport闚 wydawa nam nie nale篡. Nie zdawa貫m sobie jeszcze w闚czas z tego sprawy, li苞z鉍 naiwnie, 瞠 listy me porusz w kraju czyje serca. Jak瞠 g喚boko znowu si myli貫m! Zapomnia貫m o regule Murphyego: Je瞠li mo瞠 sta si co z貫go, to na pewno si stanie. Najwi瘯sze prawdopodobie雟two realizacji maj scena訃iusze najmniej korzystne. W gruncie rzeczy Kowalskimia zupe軟 racj wy章cznie ta droga, kt鏎 w闚czas mi proponowa gwarantowa豉 pozytywny dla nas skutek w postaci natychmia貞towego wydania nam paszport闚 konsularnych i umo磧iwia豉 po章czenie naszej rodziny we Francji. Cena by豉 jednak za wysoka. Odby這by si to bowiem takim kosztem, na jaki nie mo茆貫m si zgodzi.

Czy mam 瘸這wa, 瞠 z tego powodu i nie skorzysta貫m z propozycji Kowalskiegomoja rodzina nie znalaz豉 si we Francji? 疾 los nie da nam szansy powt鏎zenia Wojkowici zamiesz虺ania wr鏚 szczliwych ludzi w ma造m uroczym miasteczku, w normalnym kraju, w wolnym wiecie? Dalsze koleje naszego 篡cia, ci鉚le trudnego i raczej nie stereotypowego, doprowadzi造 przecie do pojawienia si na wiecie moich siedemnaciorga wnuk闚. Gdybym sko訃zysta w闚czas z propozycji Kowalskiego, nasze 篡cie potoczy這by si zupe軟ie inaczej: Anianie spotka豉by Michela, Kasia Piotra,a Andrzej Marty. Ich dzieci a moje wnuki, te ma貫 urocze istotki, w og鏊e by si na wiecie nie pojawi造. Ju sam ten fakt nakazuje, aby Przeznaczeniu by wdzi璚z要ym. Losami naszej rodziny ci鉚le kierowa豉 pewnie ta sama r瘯a z g鏎y.

Chyba w dziesi耩 dni po wyjedzie Kowalskiegoprzyjechali do mnie z Lillejego francu貞cy odpowiednicy panowie Gontrandi Lamère. W przeciwie雟twie do Kowalskiego, nie czy要ili wi瘯szej tajemnicy z miejsca swego zatrudnienia przedstawili si jako pracownicy Sûret, czyli francuskich s逝瘺 specjalnych. Przeprowadzili ze mn rutynow rozmow. Pytali co tu ro苑i i dlaczego tu jestem, jaka jest moja sytuacja rodzinna, jakie mam zamiary na przysz這. Byli w gruncie rzeczy znudzeni swymi obowi頊kami, ale mimo to czu by這 w nich raczej 篡czliwo i przychylno do los闚 cz這wieka, z kt鏎ym rozmawiali ni niech耩 i podejrzliwo wobec obcokrajowca. Musieli ju mie o mnie jakie podstawowe dane, bo przy趴ieli ze sob plan Gliwici za蕨dali 瞠bym pokaza na nim ulic, przy kt鏎ej mieszkam. Sprawi韋em im zaw鏚, bo plan by stary i nie by這 na nim naszego osiedla nowych blok闚 na kt鏎ym mieszkalimy, ani ulicy Miel璚kiego.

Na odjezdnym panowie ci owiadczyli mi, 瞠 gdybym kiedykolwiek by nagabywany przez polskie s逝瘺y specjalne lub dosta od nich propozycj jakiejkolwiek wsp馧pracy, co jak twierdzili cz瘰to zdarza si z takimi jak ja, to mog si zgodzi, ale mam ich o tym zawiadomi. Wr璚zyli mi w tym celu swe s逝瘺owe bilety wizytowe. Nie powiedzia貫m im, 瞠 si spnili i 瞠 to ju mia這 miejsce. Po pierwsze dlatego, 瞠 Kowalskinie zostawi namiar闚 na siebie, a kon負akt przez wonego konsulatu wyda mi si zupe軟ie niepowa積y. Niepomny na podj皻e swego czasu postanowienie o zimnej analizie by貫m jeszcze w闚czas ci鉚le tak nie苓owiadczony i naiwny, 瞠 absolutnie nie by貫m wiadomy tego, o czym wiedzieli chyba wszy貞cy Polacy mieszkaj鉍y zagranic 瞠 UB-eck wtyczk w konsulacie ka盥ego socjalistycznego kraju na wiecie jest w豉nie towarzysz wony. Po drugie, zadzia豉這 mo瞠 jakie odruchowe, zupe軟ie irracjonalne w tym przypadku poczucie patriotycznej solidarnoci z rodakiem, mimo 瞠 UB-ekiem. Ale przede wszystkim nie chcia貫m mie jakiejkolwiek stycznoci z tymi s逝瘺ami. Ani PRL-owskimi, chc鉍ymi za豉twi swe brudne interesy cynicznie wykorzystuj鉍 w tym celu moj roz章k z rodzin, ani francuskimi, mimo 瞠 kraj ten by dla mnie gocinny i 篡czliwy. Zupe軟ie nie czu貫m si zdolny psychicznie do pe軟ienia roli agenta, ani pojedynczego ani tym bardziej podw鎩nego.

W miar jak wrasta貫m w spo貫czno Chaunyi poznawa貫m coraz wi璚ej ludzi, coraz silniej zaczyna貫m odnosi dziwne wra瞠nie, 瞠 odnajduj tu jakby co, co ju kiedy zna貫m. At衫osfera miasteczka, sielskie stosunki, 篡czliwy klimat mi璠zy ludmi, fabryka i jej in篡niero趴ie, przerwa obiadowa, podwieczorki u dyrektora i kolacje u koleg闚 z pracy to wszystko by這 mi w jaki dziwny spos鏏 bardzo bliskie i znajome. Coraz silniej zaczyna貫m odnosi wra倍enie, 瞠 przecie ja ju to wszystko gdzie kiedy widzia貫m. Mo瞠 na jakim filmie? Takie odczucie Fran苞uzi nazywaj un sentiment de d嶴à vu wra瞠nie, 瞠 ju si to kiedy widzia這. M璚zy這 mnie to co訃az bardziej, bo przypomina這 wysi趾i jakie si robi po przebudzeniu, aby przypomnie sobie fa貞cynuj鉍y sen, jaki si akurat mia這. Doskonale si wie 瞠 sen by ciekawy, kolorowy i niezwy虺造, ale nie mo積a ju sobie przypomnie o co w nim chodzi這, ani 瘸dnych konkretnych szcze茆馧闚. Dopiero po d逝gim czasie, kt鏎ej niedzieli zauwa篡貫m, 瞠 w tutejszym kociele na cianie nad ambon wisi elektryczny zegar. Prawie taki sam jak ten, ufundowany przez moich rodzic闚 dla kocio豉 w Wojkowicach. Dozna貫m wtedy nag貫go olnienia przecie to wszystko co jest tutaj w Chauny, widzia貫m ju i prze篡wa貫m w dzieci雟twie dwadziecia pi耩 lat temu w Wojkowicach! Chauny by這 powt鏎zeniem Wojkowic, jakby ich projekcj w przysz這. Na wi瘯sz skal i we wsp馧苞zesnych czasach, nowoczesnych warunkach, ale z powt鏎zeniem tych samych zachowa, stosunk闚 mi璠zyludz虺ich, ciep貫j 篡czliwoci jednych ludzi do drugich i przyjaznej atmosfery panuj鉍ej w miastecz虺u. Podobie雟two by這 tak wielkie, 瞠 nawet osiedle urz璠nicze w Chauny po這穎ne by這 na po苓obnej g鏎ce co nasza kolonia w Wojkowicach. Tak瞠 i przerwa obiadowa dla pracownik闚 umys這wych w Towarzystwie Thomson-Houston by豉 chyba w tych samych godzinach co na Jowiszu w Towarzystwie SATURN.

Odkrycie to wzmocni這 moj determinacj do uczynienia wszystkiego co w mojej mocy, 瞠by rodzin osiedli we Francji. Tak bardzo chcia貫m, aby r闚nie Helenkai dzieci mog造 za要urzy si w tej sielskiej atmosferze z mego dzieci雟twa, kt鏎a tak bardzo by豉 mi droga i do kt鏎ej tak bardzo, nawet o tym nie wiedz鉍, t瘰kni貫m i podwiadomie d嘀y貫m.

Z Bernardem Chennevièreprzy naszych biurkach

Ka盥y z moich znajomych we Francjimia samoch鏚. By to tutaj w豉ciwie rodzaj sprz皻u domowego bardziej powszechnie posiadany ni w Polscerower. Wiele rodzin mia這 po dwa samochody jeden dla u篡tku m篹a, drugi dla 穎ny na zakupy. Wszyscy moi koledzy in倍ynierowie z Towarzystwa mieli auto, nawet nasz laborant Fran蔞is, kt鏎y podwozi mnie czasem swoim Citroenem 2CV po pracy do pensjonatu. U Jana Culas te widzia貫m w gara簑 jak star Simk Aronde. Posiadanie samochodu sta這 si dla mnie synonimem pozycji w tym spo貫cze餼stwie. Nie chcia貫m by gorszy od otoczenia. Chcia貫m te mie samoch鏚. Przedtem jednak musia貫m w lokalnej Auto-丱ole uzyska francuskie prawo jazdy, bo moje polskie nie by這 wa積e we Francji. Egzamin, kt鏎ego przeprowadzanie jest tu zastrze穎ne wy章cznie dla emery負owanych in篡nier闚, absolwent闚 Ponts et Chauss嶪s, czyli wydzia逝 Drogi i Mosty wy窺zych uczelni, zda貫m od pierwszego podejcia. Znajomi gratulowali mi, bo zdarza這 si to podobno bardzo rzadko gdy panowie ci, pobieraj鉍 od ka盥ego egzaminu s這n op豉t, lubili mno篡 w ten spos鏏 swe skromne emeryckie dochody.

W sierpniu fabryk zamykano i ca豉 za這ga posz豉 na urlop. Poniewa zosta貫m zapro貞zony do Montr廥ori chcia貫m pokaza tam jak dobrze mi si powodzi, na wiosn 1963 roku odkupi貫m od Henri Bousqueta za 獞ier ceny jego u篡wan, trzyletni Daufine Renault. M鎩 znajomy dobrze wiedzia, dlaczego pozbywa si tego samochodu. Model ten nie by zbyt udan konstrukcj firmy Renault. Posiada baga積ik z przodu, a silnik z ty逝. Z tego powodu by nadsterowny i lubi zarzuca na zakr皻ach. Nie mo積a nim by這 zbyt ostro hamowa na wira瘸ch. Henri Bousquetuprzedzi mnie zreszt o tym lojalnie. Nie zwr鏂i貫m w闚czas na to wi瘯szej uwagi. By to m鎩 pierwszy w 篡ciu samoch鏚, zdobyty w豉sn prac i to by這 dla mnie najwa翮niejsze, a nie jakie nadsterownoci. Cieszy貫m si z niego ogromnie. Przyjecha貫m nim dumny do Montr廥or. Zasta貫m tam jak zwykle ciep章 atmosfer, gratulacje z sukcesu znalezienia dobrej pracy i s這wa otuchy, 瞠 Helenkawkr鏒ce te tu przyjedzie.

M鎩 samoch鏚 wykorzystywa貫m g堯wnie do wo瞠nia w upalne dni montr廥orskie dzieci na k雷iele w lenym jeziorku znajduj鉍ym si w miejscu zwanym Pas-aux-Anes. Poczciw Daufink nie pojedzi貫m jednak d逝go. Pod koniec urlopu rozbi貫m j doszcz皻nie na szosie do Loches. Zrobi貫m instynktowny, zbyt gwa速owny jak na ten samoch鏚 skr皻 kierownic i nacisn像em mocno na hamulec, gdy z lasu wyskoczy mi pro貞to pod ko豉 pi瘯ny myliwski pies. By造 to akurat te manewry, jakich Daufinka nie tolerowa豉. Pies zachowa 篡cie znik w lesie po drugiej stronie szosy nawet si nie obejrzawszy, a ja wy衍鉅owa貫m w rowie. Gdy otworzy貫m pogniecion pokryw silnika, w miejscu gdzie powinien on by si znajdowa, zia豉 ociekaj鉍a olejem czelu. Nawet dla niefachowca by這 jasne, 瞠 samo苞hodu uratowa si ju nie da.

We Francjiw takich przypadkach procedura jest niezwykle prosta: zabra貫m z samocho苓u moje osobiste drobiazgi, zawiadomi貫m telefonicznie moje Towarzystwo Ubezpieczeniowe w Chaunyo tym co si sta這 i poda貫m miejsce, gdzie samoch鏚 si znajduje. Wi璚ej ju Daufinki na oczy nie zobaczy貫m. Towarzystwo Ubezpieczeniowe zaj窸o si wszystkim: zawiadomi這 tele苯onicznie swego lokalnego przedstawiciela, a ten zaj像 si usuni璚iem wraku i sprzeda蕨 czci, kt鏎e posiada造 jeszcze jak warto. W jaki czas potem dosta貫m od ubezpieczyciela czek na kilkadziesi靖 frank闚 kt鏎e mi si nale瘸造 jako r騜nica pomi璠zy poniesionymi przez nich kosztami a wartoci czci odzyskanych i kwot, jak za wrak samochodu zap豉ci豉 firma z這衫uj鉍a.

Wr鏂i貫m z urlopu poci鉚iem przez Pary. Poszed貫m do konsulatu polskiego by dowiedzie si o losach mego marcowego odwo豉nia na odmow wydania paszportu konsularnego. Znowu dosta貫m po g這wie odpowied by豉 odmowna. Napisa貫m na miejscu nast瘼ne odwo豉nie i kompletnie za豉many wr鏂i貫m do Chauny. Nie pojmowa貫m uporu, z jakim w豉dze mojej ludowej ojczyzny odmawiaj mi mo磧iwoci skorzystania z szansy, jak uda這 mi si zdoby z tak wielkim przecie trudem. Z szansy poprawienia poziomu 篡cia jednej z polskich rodzin. Nikt ze znajomych w Chauny te tego nie rozumia.

Akurat podczas kolacji w Pension Dagonneauus造sza貫m 22 listopada 1963 r. z radia wiadomo o zamachu na 篡cie prezydenta USA, Johna F. Kennedyego. M這dy prezydent cie貞zy si wielk popularnoci tak瞠 i we Francji. Wszyscy obecni pensjonariusze byli wstrz僮ni璚i, a ja wiadomo t odebra貫m jako cios si uosabiaj鉍ych zacofanie w si造 post瘼u, jako tragiczne wydarzenie, kt鏎e na pewno nie wp造nie pozytywnie na moje starania.

W grudniu 1963 roku, po licznych moich staraniach i wielu unikach ze strony ambasady, uzyska貫m w ko鎍u audiencj u pana ambasadora PRLw Pary簑 przy ulicy Talleyrand. Wczeniej jednak pojecha貫m do Centre National de la Recherche Scientifique w Bellevuepod Pary倍em do dyrektora Jean Petit, do kt鏎ego mia貫m list polecaj鉍y od profesora Jedli雟kiego. Uzyska貫m tam od niego zawiadczenie, 瞠 mo瞠 mnie przyj寞 w swym laboratorium w celu zrobienia doktoratu. Z zawiadczeniem tym uda貫m si na audiencj do ambasadora licz鉍, 瞠 mo瞠 to stanowi mocny argument na poparcie mej proby o paszporty konsularne dla naszej rodziny.

Pan ambasador Jan Druto, po wys逝chaniu mej proby o pomoc w uzyskaniu paszport闚 konsularnych obieca 瞠 rozezna spraw, zobaczy co si da zrobi i da mi odpowied. Zawiad苞zenie dyrektora Petitzainteresowa這 go i zatrzyma je do akt. Na podstawie historii Nety i Bur虺a wiedzia貫m doskonale, 瞠 sprawa jest dla niego mo磧iwa do za豉twienia. Nigdy 瘸dnej odpo趴iedzi od pana ambasadora nie otrzyma貫m. Jan Druto by ambasadorem od maja 1961 do maja 1969 roku, czyli osiem lat. Jak na ten rodzaj stanowiska, wyj靖kowo d逝go . Aby osi鉚n寞 ten doskona造 wynik taki d逝gi okres pobytu na tak atrakcyjnej plac闚ce, pan ambasador Druto, w przeciwie雟twie do swego poprzednika Gajewskiego, nie m鏬 najwidoczniej anga穎wa si w jakie przyziemne ludzkie sprawy zwyk造ch szarych obywateli swego kraju. Nie kontynuowa tak瞠 zapewne zwy苞zaj闚 poprzednika w przeciwie雟twie do niego musia bywa cz瘰tym gociem w zaprzyja要ionej ambasadzie sowieckiej, sk鉅 odbiera wytyczne oraz czerpa wzorce swego stosunku do cz這wieka.

Dwa miesi鉍e wczeniej, w padzierniku, w czasie jednego z pobyt闚 w paryskim kon貞ulacie, gdy urz璠nik po raz kolejny poinformowa mnie, 瞠 na moje odwo豉nie ci鉚le nie ma odpowiedzi z Warszawy, za蕨da貫m widzenia si z konsulem. Bardzo niech皻nie i z wielkimi oporami zosta貫m w ko鎍u zaprowadzony przed jego oblicze. Pan konsul Stanis豉w Ba鎟u豉, zapoznawszy si z problemem, z jakim do niego przyszed貫m owiadczy mi wprost, 瞠 wcale nie dziwi go odmowne odpowiedzi, jakie dostaj z Warszawy. Mam przecie uko鎍zone wy窺ze studia, wykszta販enie zdoby貫m na koszt ludowego pa雟twa, powinienem wi璚 by wdzi璚zny za okazane mi dobrodziejstwo i odpracowa w Polsceto, co Ojczyzna na mnie wy這倍y豉, a nie wys逝giwa si tutaj francuskim kapitalistom . Ogarn窸a mnie wtedy szewska Maubergowska pasja. Zrozumia貫m, 瞠 towarzysz Ba鎟u豉 nic mi nie pomo瞠, a co m鏬 zaszkodzi, to ju pewnie zrobi. Poszed貫m wi璚 na ca貫go, zrobi貫m wielkie oczy i odpowiedzia貫m panu konsulowi, 瞠 zapewnienie wykszta販enia swym obywatelom jest podsta趴owym, psim obowi頊kiem rz鉅u ka盥ego cywilizowanego kraju. 畝dne pa雟two nie mo瞠 z tego powodu uzurpowa sobie tytu逝 w豉snoci wobec os鏏 posiadaj鉍ych wykszta販enie, bo by這by to r闚noznaczne z traktowaniem ich jak swojej w豉snoci, czyli jak niewolnik闚. Te moje pogl鉅y musia造 by dla Ba鎟u造 tak obrazoburcze, 瞠 z kolei on zrobi wielkie oczy. Przerzu苞alimy si argumentami przez jaki czas i rozstalimy si dosy nieprzyjanie. Uzmys這wi貫m sobie wtedy, 瞠 polski konsulat nie jest rzecznikiem interes闚 polskich obywateli zagranic, a wr璚z przeciwnie konsulat PRL jest plac闚k s逝蕨c do zabezpieczania interes闚 wy章cznie PRL-u.

Jean Vicardby cz這wiekiem kulturalnym, dobrze wychowanym i nieco lubi鉍ym szoko趴a swe otoczenie. Zwracaj鉍 si z jak prob do innych, zamiast zwyczajowego sil vous plait, bardzo cz瘰to u篡wa dowcipnego, troch ironicznego i nieco zgryliwego zwrotu, kt鏎y stosowa, gdy tylko okazja ku temu si nadarza豉: si cela ne vous d廨ange pas. Zwrotu tego u篡wa szczeg鏊nie ch皻nie w przypadkach, gdy prosi o co, co i tak nale瘸這 do obowi頊ku osoby proszonej. Vicard by wielkim zwolennikiem telekonferencji i codziennie rozmawia przez telefon w sprawach s逝瘺owych z pracownikami Dyrekcji w Pary簑. Zamawiaj鉍 rozmo趴 do Pary瘸 u telefonistki w fabrycznej centrali, m闚i do niej: mademoiselle, passez moi ELY 76 42 à Paris, si cela ne vous d廨ange pas, bien sur . Dawa w ten spos鏏 jakby do zro述umienia, 瞠 przeprasza j za przeszkadzanie w nier鏏stwie, prosz鉍 o wykonanie obowi頊ku. Telefonistka, mimo 瞠 w jej fachu trzeba by這 by raczej wygadanym i mie szybk ripost, za ka盥ym razem bywa豉 zaskakiwana i nie wiedzia豉 jak si dowcipnie odci寞. Relacjonowa nam to ucieszony pan Vicard. Kupuj鉍 na poczcie znaczki u kasjerki zaj皻ej akurat wymian plotek z kole瘸nk lub zamawiaj鉍 w bistrot kaw u zagapionego boya, Vicard zwraca si do nich przy pomocy tego zwrotu, sprowadzaj鉍 ich grzecznie w ten spos鏏 z ob這k闚 na ziemi i daj鉍 delikatnie do zrozumienia, 瞠 zaj璚iem za jakie pobieraj wynagrodzenie, jest obs逝ga klient闚. Jean Vicardby legalist i uwa瘸, 瞠 ka盥y ma obowi頊ek robi to, za co jest p豉cony.

Nieoceniony Vicard,kt鏎y bardzo wzi像 sobie do serca losy mojej rodziny, przyszed do mnie kt鏎ego dnia z nast瘼nym pomys貫m: w Genewie, przy Organizacji Narod闚 Zjedno苞zonych, kt鏎ych cz這nkiem jest przecie tak瞠 i Polska, znajduje si siedziba Ligi Obrony Praw Cz這wieka i Obywatela. Wystarczy do nich napisa z prob o interwencj u rz鉅u polskiego w sprawie mej rodziny, a problem zostanie z pewnoci natychmiast pomylnie rozwi頊any. Zna衍elimy w ksi嘀ce adresowej BOTTIN odpowiedni adres i zaraz tam napisa貫m po francusku, z wydatn pomoc pan闚 Chennevièrei Vicarda.

Po miesi鉍u dosta貫m odpowied z Genewy. Liga Obrony Praw Cz這wieka poda豉 mi adres swego paryskiego Biura z rad, abym tam si uda i osobicie przedstawi moj spraw. Zwolni貫m si z pracy u szefa i z pe軟 jego aprobat w ko鎍u listopada 1963 roku pojecha貫m do Pary瘸. W paryskim Biurze Ligi przy ulicy Rochechouart zosta貫m przyj皻y z pe軟ym zrozumieniem. Owiadczono mi tam, 瞠 niestety nie jestem pierwszym obywatelem kraju zza 瞠laznej kurtyny, kt鏎y do nich z takim problemem przychodzi, i zapewne nie ostatnim. Owszem, rzeczywicie zgadza si Polska Ludowapodpisa豉 Kart Narod闚 Zjednoczonych i zobowi頊a豉 si do przestrzegania praw cz這wieka ale po pro貞tu do tego si nie stosuje. Istotnie, prawd jest 瞠 13-ty artyku Powszechnej Deklaracji Praw Cz這wieka m闚i o tym, 瞠 pa雟twa jej sygnatariusze nie b璠 utrudnia造 swym obywatelom swobodnego przemieszczania si i dowolnego wyboru miejsca zamieszkania. Ale w praktyce nie robi tego 瘸den z kraj闚 demokracji ludowych, ze Zwi頊kiem Sowieckimna czele. Pracownik, kt鏎y ze mn rozmawia owiadczy wsp馧czuj鉍o 瞠 mnie rozumie, ale ja powinienem ze swej strony zrozumie, 瞠 Organizacja Narod闚 Zjednoczonych nie ma mo磧iwoci wypowiedzenia wojny blokowi socjalistycznemu z tego powodu. ONZ mo瞠 jedynie sk豉da pisemne interwen苞je u przedstawicieli odpowiednich kraj闚, ale ich skuteczno jest absolutnie 瘸dna. Rz鉅y kraj闚 komunistycznych najzwyczajniej w wiecie nic sobie z interwencji ONZ nie robi.

Wype軟i貫m mimo tych pesymistycznych prognoz odpowiedni kwestionariusz i uzyska韋em zapewnienie, 瞠 demarche w sprawie mojej rodziny zostanie do Polskiprzekazane. Zo貞ta貫m oblany kub貫m zimnej wody i wr鏂i貫m do Chaunyw minorowym nastroju. Po pewnym czasie zosta貫m oficjalnie poinformowany przez Lig, 瞠 interwencja w sprawie mej rodziny zo貞ta豉 do Polski przekazana.

Du篡m problemem, z jakim boryka豉 si fabryka w Chauny, by豉 korozja miedzianych przewod闚 w kablach telefonicznych, ujawniaj鉍a si dopiero po pewnym okresie eksploatacji. Klienci Thomsona, a w szczeg鏊noci Francuskie Towarzystwo Telefoniczne, skar篡li si na to i zg豉szali cz瘰te reklamacje. Towarzystwo ponosi這 z tego powodu dosy du瞠 straty. In篡niero趴ie fabryki ju od d逝窺zego czasu pr鏏owali temu zaradzi, ale jak dot鉅 bezskutecznie. Dy訃ektor Desprairieswezwa mnie do siebie i poleci zaj寞 si tym problemem. Uprzedzi uczciwie, 瞠 nie bar苓zo wierzy abym m鏬 co tu pom鏂, bo nie uda這 si to dot鉅 innym. Je瞠li mi si nie uda, nie b璠zie mia do mnie z tego powodu pretensji. Rozwi頊anie tego zadania istotnie nie by這 豉twe. Musia貫m wykona wiele bada i pr鏏. Wsp馧pracowali przy tym solidarnie inni in篡nierowie Dzia逝 REP oraz pracownicy wydzia堯w produkcyjnych. Wymaga這 to opracowania innej tech要ologii cynowania oraz wprowadzenia dodatkowych element闚 w konstrukcji mechanicznej urz鉅ze. Dzi瘯i temu, 瞠 umia貫m po章czy wiadomoci z elektrochemii jeszcze z Politechniki, o zabezpieczeniach antykorozyjnych z Instytutu Farb w Gliwicachoraz o inhibicyjnych w豉ciwociach zwi頊k闚 aminowych z okresu pracy w VERITASie, po kilku miesi鉍ach uda這 mi si wpa na w豉ciwy spo貞鏏 rozwi頊ania tego skomplikowanego i ciekawego problemu in篡nierskiego.

Z tego powodu przy najbli窺zym pobycie w Chaunydyrektora Grupy Miedzi z Pary瘸, Jeana Carton, zosta貫m mu przedstawiony w charakterze m這dego obiecuj鉍ego nabytku firmy. Przy tej okazji dyrektor wys逝cha opowieci o problemach zwi頊anych z uzyskaniem dla mnie r騜nych zezwole od bardzo rozbudowanych organ闚 francuskiej administracji i zadeklarowa pomoc w wypadku, gdyby Szef Personelu nie m鏬 sobie sam z nimi poradzi. Z pomocy tej pan Berteauxistotnie musia pniej skorzysta, gdy mia k這poty z departamentalnym Biurem Pracy w Saint-Quentin. Biuro to wyda這 mi tymczasow kart pracy, a nie mia這 zamiaru wyda sta貫j. Po interwencji dyrektora Carton, Berteaux zawiadomi mnie z tryumfem, 瞠 sta豉 karta pracy zosta豉 mi przyznana przez Centralny Urz鉅 Pracy w Pary簑.

Przy ulicy Simon Bolivar w 19-tej, przemys這wej dzielnicy Pary瘸, mieci豉 si nale蕨ca do Towarzystwa Thomson-Houston fabryka kabli. Robiono tam kable z drut闚 pochodz鉍ych z r騜nych r鏚e, w tym i z naszej fabryki w Chauny. Zauwa穎no tam po pewnym czasie, 瞠 na drutach pochodz鉍ych z Chaunypracuje si lepiej, daj one lepsze kable, a przy produkcji po趴staje mniej odpad闚. Na podstawie sprawozdania zamieszczonego w BPI, skojarzono to do szybko z moim usprawnieniem antykorozyjnym. W wyniku uzgodnienia miedzy dyrekcjami obu fabryk zosta貫m wi璚 na jaki czas oddelegowany do paryskiej fabryki, aby tam na miejscu za貞tosowa t sam antykorozyjn obr鏏k do drut闚 pochodz鉍ych z innych r鏚e ni Chauny. W pierwszym, zapoznawczym wyjedzie pilotowa mnie Bernard Chennevière.

Um闚ilimy si poprzedniego dnia, 瞠 spotkamy si rano przed dworcem w Chaunyi wsp鏊nie p鎩dziemy kupi w kasie bilety. Zrozumia貫m to jako wyrany sygna do tego, co robili dla dodatkowego zarobku wszyscy delegacjusze w ca造m PRL-u, od zwyk貫go pracownika do dyrektora: kupowa這 si bilet drugiej klasy, a rozlicza這 koszty za bilet klasy pierwszej. R騜nic bra這 si do kieszeni. Dla upewnienia, na wszelki wypadek zapyta貫m mego szefa:

Kt鏎a klasa nam przys逝guje?

Oczywicie pierwsza odpowiedzia Chennevière, zdziwiony.

To znaczy, 瞠 kupujemy bilety drugiej klasy?

Bernard Chennevièrewyba逝szy na mnie oczy zupe軟ie nie rozumiej鉍, o co mo瞠 mi cho苓zi. Dlaczego u licha, mog鉍 jecha wygodnie pierwsz klas, jak przysta這 powa積ym pra苞ownikom powa積ej firmy, mielibymy jecha mniej wygodnie w drugiej jak biedota, lub co gor貞za, jak pracownicy jakiej n璠znej firmy, kt鏎ej nie sta na op豉cenie swym cadres przejazdu klas pierwsz? Wycofa貫m si pr璠ko z tej rozmowy zwaliwszy win na nieporozumienie wy要ik貫 z niezrozumienia zawi這ci j瞛ykowych. By豉 to moja kolejna lekcja normalnoci, jak otrzyma貫m w Chauny. By to zarazem kolejny przyk豉d poni瘸j鉍ych praktyk, do jakich zmu貞zani byli obywatele PRL-u z powodu niskich pa雟twowych p豉c i powszechnego zubo瞠nia.

疾by zainstalowa w fabryce przy ulicy Simon Bolivar potrzebne urz鉅zenia i wykona pr鏏y, musia貫m do Pary瘸jedzi wielokrotnie, pozostaj鉍 tam za ka盥ym razem po kilka dni. Wieczorami w堯czy貫m si po miecie, ju nie jako szukaj鉍y pracy bezdomny uchodca, lecz jako spokojny o sw鎩 los pracownik powa積ej firmy, mog鉍y pozwoli sobie na luksus zacho趴ywania si jak turysta. Kt鏎ego wieczoru wst雷i貫m na piwo do bistrot na rogu. Zagada do mnie w豉ciciel patron i zacz瘭imy rozmawia. W pewnym momencie patron powiedzia do mnie: pan to chyba musi by Belgiem, bo pan tak dziwnie m闚i po francusku. Cz這wiek ten nawet nie zdawa sobie sprawy jak wielk przyjemno mi sprawi stwierdzaj鉍, 瞠 m闚i po francusku tak jak Belg. By這 to przecie dopiero po roku pobytu we Francji, a ja ju m闚i貫m tak jak Belg! Po nast瘼nym roku pobytu i forsownej, bo przymusowej z braku mo磧iwoci m闚ienia po polsku nauce j瞛yka moje post瘼y by造 ju takie, 瞠 Francuzi nie brali mnie za Belga, lecz za Francuza, tyle 瞠 z innego regionu. Na p馧nocy Francjim闚ili mi, 瞠 jestem pewnie z po逝dnia, zapewne z powodu twardego wymawiania litery r, a na po逝dniu uwa瘸li, 瞠 jestem z kt鏎ego z p馧nocnych departament闚. Pierwsze oznaki opanowywania j瞛yka stwierdzi貫m u siebie ju wtedy, gdy zauwa篡貫m, 瞠 zaczynam myle po francusku a potem, gdy obudziwszy si pewne茆o rana stwierdzi貫m, 瞠 tak瞠 ni這 mi si po francusku. Znaczy這 to, 瞠 r闚nie i moja podwiadomo zaczyna przestawia si z j瞛yka polskiego na francuski.

Przy okazji tego spostrze瞠nia zwr鏂i貫m uwag na ciekawe zagadnienie: czy nasz m霩g, ni鉍 jak histori, ma ju przygotowany jej scenariusz i z g鏎y wie jak si ona zako鎍zy, czy te akcja snu 篡je w豉snym 篡ciem i rozwija si niezale積ie, w miar rozwoju sytuacji? Do dzi nie mog znale wyjanienia tego problemu.

Korzystaj鉍 z pobytu w Pary簑zrobi貫m przegl鉅 og這sze u篡wanych samochod闚. U przedstawiciela Forda na Porte de la Villettekupi貫m niedrogiego pi璚ioletniego Forda Taunusa 17M. By to produkowany w NiemczechFord wzorowany na ameryka雟kich kr嘀ownikach szos. Samoch鏚 ten podziwialimy kt鏎ego dnia z Tadzikiem Pftznerem,gdy sta przed budynkiem Miejskiej Rady w Gliwicach, na niemieckich numerach rejestracyjnych. Uznalimy go wtedy za ab貞olutn wspania這. By to du篡, wygodny i pakowny samoch鏚. Jedyn wad tego modelu by zbyt s豉by silnik do tak du瞠j karoserii i spore zu篡cie benzyny. Dlatego pewnie kosztowa tak tanio.

Podczas delegacji w Pary簑mieszka貫m w ma造m tanim hoteliku, kt鏎y znalaz貫m nieda衍eko fabryki, podobnym do tego, w kt鏎ym sam pracowa貫m przed rokiem w zau趾u Cit Bergère, a jada貫m w r騜nych barach typu Self-Service. Po powrocie do Chaunyrozlicza貫m ka盥ora述owo koszty delegacji. W towarzystwie Thomson-Houston nie trzeba by這 za章cza do rozlicze要ia bilet闚 kolejowych ani rachunk闚 hotelowych. Ksi璕owo doskonale wiedzia豉, ile kosz負uje bilet kolejowy do Pary瘸 oraz ile kosztuje pok鎩 w przeci皻nym hotelu. Nale瘸這 je苓ynie udokumentowa wydatki na utrzymanie.

Nauczony wpadk, jak mia貫m przy zakupie bilet闚 w czasie pierwszej jazdy z Bernardem Chennevière, jedzi貫m pierwsz klas, rozlicza貫m skrupulatnie koszty przejazdu po苞i鉚iem do Pary瘸i metrem z dworca do fabryki oraz koszty hotelowe. Poniewa w Self-Service rachunk闚 nie wystawiali, do rozliczenia za章cza貫m paski, jakie kasa fiskalna drukowa豉 automatycznie po zap豉ceniu.

Po rozliczeniu trzeciej chyba z kolei delegacji do Pary瘸odwiedzi mnie w naszym szklanym boksie sam Chef Comptable, czyli G堯wny Ksi璕owy fabryki. Znalimy si dot鉅 przelot要ie, zastanawia貫m si wi璚, co go tu sprowadza. Opowiada d逝go i zawile o swej odpowie苓zialnej pracy, o rozliczeniach, o wyjazdach na delegacje, o kosztach pobytu i o tym, 瞠 prawi苓這we rozliczenie koszt闚 delegacji, wbrew pozorom, nie jest takie 豉twe jak si to mo瞠 wyda趴a. Niewiele z tego wszystkiego rozumia貫m, bo to o czym on opowiada, nie mia這 przecie 瘸dnego zwi頊ku ani z moj prac, ani z urz鉅zeniami, kt鏎e instalowa貫m w paryskiej fabryce. Pocz靖kowo wzi像em go za nudziarza, kt鏎y znalaz we mnie nowego s逝chacza, nieznaj鉍ego jeszcze jego opowieci. Potem wystraszy貫m si, 瞠 by mo瞠 w moich rozliczeniach s jakie b喚dy na niekorzy fabryki, kt鏎e on wynalaz.

Po d逝gim ko這waniu, wyranie speszony ksi璕owy z wielkim za瞠nowaniem i przepro貞inami wreszcie wyjani o co mu chodzi: moje delegacyjne rozliczenia deprecjonuj pozycj pracownika umys這wego, pozycj cadre w Towarzystwie Thomson. W dalszym ci鉚u nic nie rozumia貫m. Okaza這 si, 瞠 koszty hotelu i wy篡wienia, kt鏎e podawa貫m w swych rozliczeniach tak ra蕨co odbiega造 w d馧 od koszt闚, jakie wykazywali inni in篡nierowie, 瞠 zacz窸o to by grone dla presti簑 og馧u pracownik闚 umys這wych, gdy powodowa這 deprecjacj ich pozycji. Stawa這 si tak瞠 niebezpiecznym precedensem, pokazuj鉍ym, 瞠 na delegacji mo積a urz鉅zi si taniej. Inni cadres zwr鏂ili na to uwag i zo苑owi頊ali nieszcz瘰nego ksi璕owego do delikatnej misji pouczenia mnie, jak nale篡 prawid這wo rozlicza koszty.

Zacz像em si g瘰to t逝maczy, 瞠 po prostu nie znam w Pary簑innych, lepszych hoteli ani restauracji. 疾 w okresie, gdy szuka貫m pracy hotele takie stanowi造 dla mnie nieosi鉚alny szczyt luksusu, a w restauracji nigdy nie by貫m, gdy chodzi貫m najwy瞠j do Self闚. Na delegacjach kontynuowa貫m wi璚 ten tryb 篡cia, kt鏎y by mi ju znany. Musia貫m solennie obieca, 瞠 na delegacji ju wi璚ej noga moja nie postanie w hotelu o kategorii poni瞠j trzech gwiazdek, 瞠 ju nigdy nie przedstawi kwitka z Self-Service i 瞠 porusza si b璠 po Pary簑wy章cznie taks闚虺 a nie metrem.

W ten spos鏏 odebra貫m kolejn lekcj normalnoci.

W miar jak poznawa貫m coraz wi璚ej ludzi z Towarzystwa Thomson-Houston i ludzie ci nabierali do mnie zaufania, zaczyna貫m powoli dowiadywa si r騜nych szczeg馧闚 z naj要owszej historii fabryki w Chauny. Fabryka by豉 stosunkowo stara jak na t bran輳 przemys逝, bo wybudowana w latach 30-tych XX wieku. R闚nie stare i tradycyjne panowa造 tam zwyczaje. Kierowa要ie utartymi ju od lat, rutynowymi procesami technologicznymi i produkcyjnymi spoczywa這 praktycznie wy章cznie w r瘯ach mistrz闚 zmianowych, czyli redniego nadzoru technicznego. Kadra in篡nierska, by mo瞠 zwyczajem og鏊nofrancuskim, stanowi豉 klan nad wyraz herme負yczny, ceni鉍y si bardzo wysoko i dumnie obnosz鉍y sw pozycj. Ludzie ci przychodzili do pracy w豉ciwie tylko po to, aby w豉ciciele fabryki mieli uspokajaj鉍 wiadomo, 瞠 na kie訃owniczych stanowiskach zatrudniaj ludzi po wy窺zych studiach. Wszyscy in篡nierowie mieli swe biura w budynku dyrekcyjnym. Rzadko z niego wychodzili, zajmuj鉍 si g堯wnie konwer貞acjami towarzyskimi oraz wzajemnymi odwiedzinami w swych pokojach. Pojawienie si in篡要iera na kierowanym przez niego wydziale produkcyjnym by這 raczej ewenementem.

Jak mi opowiadano, m鎩 poprzednik przychodzi do pracy najwczeniej na dziewi靖. Wypija kaw, odbywa kilka wizyt u koleg闚 i oko這 dziesi靖ej opuszcza fabryk by uda si na korty tenisowe. By zapalonym tenisist i bardzo dba podobno o kondycj. W po逝dnie pro貞to z kort闚 wraca do domu na obiad, robi sjest i oko這 czwartej po po逝dniu pojawia si z powrotem na kortach. Je瞠li nie by這 pogody, to szed do biura i odwala niezb璠n robot pa計ierkow. W laboratorium pojawia si rzadko i raczej tam przeszkadza. Laboranci robili nie衍iczne, proste i rutynowe analizy chemiczne, na kt鏎ych znali si przypuszczalnie lepiej ni on. Podobnie zachowywa豉 si ca豉 pozosta豉 kadra in篡nierska, z wariantami zale積ymi od cha訃akteru danego osobnika i jego indywidualnych upodoba do rozrywki. Wi瘯szych prac badaw苞zych ani rozwojowych fabryka nie prowadzi豉. By這 to dolce far niente, kt鏎e musia這 dopro趴adzi do katastrofy, gdy inni producenci drut闚 nie zasypiali w tym czasie gruszek w popiele. Wyroby konkurencyjnej firmy Tr嶨im彋aux by造 coraz lepsze i ta雟ze, podczas gdy produkcja wytwarzana przez fabryk w Chaunyby豉 coraz dro窺za i przez to trudniej zbywalna. Na wiosn 1962 roku fabryka sta豉 si deficytowa.

Dyrekcja Towarzystwa wys豉豉 do Chaunyekspert闚 dla zbadania przyczyn tego stanu rzeczy. Eksperci nie musieli d逝go szuka, by odkry powody braku rentownoci: zbyt liczna i nie wype軟iaj鉍a swych obowi頊k闚 kadra in篡nierska, przestarza貫 metody produkcyjne oraz brak prowadzenia prac rozwojowych i poszukiwania obni磬i koszt闚 produkcji.

Dyrekcja Generalna w Pary簑zadzia豉豉 energicznie i stanowczo. Dyrektor fabryki zo貞ta odwo豉ny, a na jego miejsce przyszed energiczny i do obcesowy w stosunkach z podw豉dnymi Henri Desprairies. Ca豉 pozosta豉 kadra in篡nierska dosta豉 wym闚ienia z pracy. Czci z nich, tym kt鏎zy rokowali nadzieje na resocjalizacj, zaproponowano ponowne przy虻璚ie do pracy, ale ju na innych warunkach: mniejsza p豉ca, powi頊ana z wynikami finansowy衫i fabryki. Koniec, drodzy panowie in篡nierowie, z urz璠owaniem w biurowcu. Wybudujemy wam oszklone boksy na waszych wydzia豉ch i stamt鉅 b璠ziecie bezporednio nadzorowali pro苓ukcj. Ca造 wasz czas i wysi貫k umys這wy macie przeznacza na rozwi頊ywanie problemu zmniejszania koszt闚 produkcji. Wzmacniamy dzia badawczy fabryki. Ma on odt鉅 intensyw要ie zaj寞 si poszukiwaniem nowych, ta雟zych metod produkcji i ich wdra瘸niem.

Wi瘯sza cz tych cadres, kt鏎ym zaproponowano ponowne przyj璚ie do pracy na ob要i穎nych warunkach p豉cy i zmienionych warunkach pracy, ugi窸a si i warunki te cho niech皻nie, ale przyj窸a. Kilku z nich, a wr鏚 nich m鎩 poprzednik, unios這 si honorem i odesz這. Fabryka znalaz豉 si wi璚 w koniecznoci uzupe軟ienia niekt鏎ych brak闚 kadrowych na produkcji oraz w szczeg鏊nie pilnej potrzebie wzmocnienia swego pionu badawczego. Umieszczono odpowied要ie og這szenia z ofertami pracy w lUsine Nouvelle i fabryka przyjmowa豉 bez 瘸dnych cere茆ieli ka盥ego, kto si zg這si byle mia wymagane kwalifikacje wychodz鉍 z za這瞠nia, 瞠 lepszy b璠zie ka盥y nowy pracownik ni dotychczasowy zdemoralizowany. Tak si z這篡這, 瞠 na ofert pracy dla in篡niera chemika ze znajomoci problematyki tworzyw sztucznych i lakier闚, tylko moje zg這szenie odpowiada這 stawianym wymaganiom.

W ten oto spos鏏, prawdziwie osobliwym i niecodziennym zrz鉅zeniem losu, uda這 mi si dosta prac w Towarzystwie Thomson-Houston. Nale篡 uchyli czo豉 przed odwag dy訃ektora Desprairieskt鏎y zdecydowa si zatrudni m這dego in篡niera zza 瞠laznej kurtyny nieposiadaj鉍ego referencji, sta貫j wizy pobytowej i pozwolenia na prac. Bez tego wyj靖kowego splotu okolicz要oci, jaki zaistnia w fabryce w Chauny, nie by這by mowy o tym, aby nieznaj鉍y j瞛yka obcokrajowiec, nieposiadaj鉍y 瘸dnych referencji ani niemaj鉍y niczyjego poparcia, m鏬 we Francjimarzy o posadzie na stanowisku in篡nierskim. Jestem g喚boko przekonany, 瞠 uda這 mi si to tylko dzi瘯i interwencji przyjaznej r瘯i z g鏎y, kt鏎a kierowa豉 mymi lo貞ami. Dosta貫m w 1962 roku od tej r瘯i la Chance du D嶵utant, czyli niepowtarzaln i jedno訃azow w 篡ciu Szans Pocz靖kuj鉍ego, s逝蕨c mu dla prze篡cia jego w豉snej Legendy Osobi貞tej. Tak bardzo trafnie opisa to Paulo Coelhow powieci lAlchimiste, kt鏎 napisa mia do計iero wiele lat pniej, w 1988 roku. Sta這 si dok豉dnie tak, jak to t逝maczy m這demu paste訃zowi stary Alchemik w powieci Coelho: je瞠li b璠ziesz czego bardzo chcia i wierzy w sw鎩 sukces, to wszystkie si造 i okolicznoci we wszechwiecie sprzysi璕n si, aby ci dopom鏂 i aby twe zamiary mog造 si zici. Poniewa chcia貫m bardzo i wierzy貫m g喚boko 瞠 mi si uda, dosta貫m od losu sw szans i powiod這 mi si! Ca造 wiat dooko豉, wszyscy ludzie i okolicznoci, 篡czliwie sprzysi璕li si, by mi pom鏂 w mych wysi趾ach! Wszyscy, z jednym, jedynym wyj靖kiem. Z wyj靖kiem w豉dz mego w豉snego kraju. Kraj ten uczyni wszystko, co by這 w jego mocy, aby mi si nie uda這. I zrobi to z sukcesem

Otrzymanej z takim trudem szansy nie zmarnowa貫m. Zdoby貫m wietn posad, pozycj w nowym spo貫苞ze雟twie i przyja otoczenia. Jednak瞠 komunistyczne w豉dze mojego w豉snego kraju unie衫o磧iwi造 mi wykorzystanie tych zdobyczy i podzielenie si nimi z rodzin. Trudno ode mnie wymaga, abym m鏬 za to mie do tych w豉dz stosunek 篡czliwy. Trudno si te dziwi 瞠 w przysz這ci, gdy nadszed w豉ciwy czas aby wyr闚na swoje rachunki z komunistycznym re磨衫em, przy章czy貫m si do innych niezadowolonych i zrobi貫m wszystko, co le瘸這 w moich skromnych mo磧iwociach, by dopom鏂 w dziele usuwania tego re磨mu z Polski.

Bernard Chennevièreprzywi霩 z Pary瘸nast瘼ne zlecenie badawcze. Nale瘸這 opracowa metod seryjnej produkcji specjalnej cewki elektrycznej. Cewka mia豉 mie cile okrelone wymiary oraz takie parametry mechaniczne i elektryczne. Mia豉 s逝篡 jako jeden z element闚 elektronicznego czuj要ika zbli瞠niowego. Chennevière przeb隕iwa, 瞠 jest to zam闚ienie wojskowe, a ca貫 urz僮dzenie ma s逝篡 do wyposa瞠nia czo貪闚 lub samolot闚. Chodzi這 jakoby o wykrywanie i identyfikacj obcych jednostek.

Jak to przewa積ie bywa w wojsku, wszystko w tej cewce by這 postawione zupe軟ie na g這wie wymagane parametry w豉ciwie wyklucza造 si nawzajem. Cewka musia豉 mie wysok samoindukcj i nisk oporno, co by這 elektrycznie sprzeczne. Musia豉 mie cile okrelone wymiary i kszta速. Musia豉 mie form cienkiej tarczy w kszta販ie sto磬a, co w ro苓zaju chi雟kiego kapelusza. By這 to pod wzgl璠em mechanicznym w豉ciwie niemo磧iwe do wykonania bo jak nawin寞 drutem cienk tarcz w kszta販ie sto磬a? Poza tym, i to ju zakra趴a這 na 瘸rt, cewka musia豉 mie ci篹ar w豉ciwy wi瘯szy od miedzi, czyli miedzianego drutu, z kt鏎ego mia豉 by nawi要i皻a.

Zabra貫m si do roboty, do 豉mania sobie g這wy i pr鏏. Zadanie mia貫m o tyle u豉twione, 瞠 opr鏂z laboratorium chemicznego, fabryka dysponowa豉 doskonale wyposa穎nym warsztatem elektrycznym i mechanicznym. Ka盥y zwariowany pomys, kt鏎y mi przychodzi do g這wy, m鏬 by natychmiast zrealizowany przez technik闚 w tych warsztatach i sprawdzony praktycznie. Po趴oli, krok po kroku, pokonywa貫m sprzeczne parametry i wykluczaj鉍e si warunki. Wymyli韋em fikune urz鉅zenie umo磧iwiaj鉍e nawijanie cienkich p豉skich cewek o sto磬owym kszta販ie. Opracowa貫m i wdro篡貫m do produkcji spos鏏 wytwarzania drutu nawojowego posiadaj鉍ego specjaln, chropowat powierzchni izolacji powoduj鉍, 瞠 zwoje cewki nie zelizgiwa造 si jedne z drugich i sto瞠k trzyma si w ca這ci.

Najci篹szy orzech do zgryzienia stanowi warunek, 瞠 cewka mia豉 by zwartym twar苓ym przedmiotem, posiadaj鉍ym ci篹ar w豉ciwy wi瘯szy od miedzi, z kt鏎ej by豉 wykonana. Po wielu nieudanych pr鏏ach rozwi頊a貫m i ten problem. Zaprojektowa貫m urz鉅zenie umo磧iwia虻鉍e w specjalnej formie wype軟ienie przestrzeni mi璠zy zwojami cewki p造nnym stopem sk豉dnik闚 ci篹szych od miedzi. W ten spos鏏 oszuka貫m Matk Natur, bo ca這, w kt鏎ej przestrze mi璠zyzwojowa wype軟iona by豉 ci篹kim stopem zamiast powietrzem, po ostygni璚iu i wyj璚iu z formy mia豉 teraz ci篹ar w豉ciwy wi瘯szy od miedzi i by豉 twardym, wytrzyma造m przedmiotem.

Zrobi貫m kilka egzemplarzy tej cewki, opisa貫m dok豉dnie technologi produkcji i zro苑i貫m rysunki wszystkich zaprojektowanych urz鉅ze pomocniczych. Poniewa by這 to zam闚ienie specjalne, skr鏒owe jedynie sprawozdanie pojawi這 si w BPI pod enigmatycznym tytu貫m Bobinage à densit 幨ev嶪 uzwojenie o podwy窺zonej g瘰toci. Jak si okaza這, by豉 to ju moja ostatnia praca badawcza w Chauny. Chennevièrezawi霩 wszystkie dokumenty i materia造 do Pary瘸. Po jakim czasie przysz豉 wiadomo, 瞠 cewka zda豉 egzamin, a w lad za tym nagroda od Dyrekcji Generalnej i podwy磬a mej pensji w Chauny.

Od tego czasu moja pozycja w fabryce by豉 ju absolutnie ugruntowana.

Kilkanacie lat potem, w 1976 roku by貫m znowu w Pary簑, tym razem wys豉ny przez Biuro Projekt闚 BIPROKWAS w Gliwicachjako specjalista w celu zakupu urz鉅ze dla kombinatu chemicznego w Policachpod Szczecinem. Na terenach wystawowych przy Porte de Versaillesby豉 akurat eks計ozycja elektroniki. Poszed貫m j zwiedzi. W pawilonie pokazuj鉍ym zastosowanie elektroniki w lotnictwie sta egzemplarz najnowszej wersji francuskiego myliwca Mirage. Interesowa貫m si dalej lotnictwem, wi璚 ogl鉅a貫m ten samolot z tym wi瘯sz ciekawoci, 瞠 nie cz瘰to ma si mo磧iwo obejrzenia Mirage z bliska. Nagle na dziobie samolotu zauwa篡貫m jaki jakby znajomy kszta速. Przyjrza貫m mu si bli瞠j. Ze zdumieniem stwierdzi貫m, 瞠 by豉 to moja sto翮kowa cewka z Chauny! Nie identyczna przerobiona, inaczej wyko鎍zona i zrobiona w spos鏏 profesjonalny, umieszczona w plastikowej obudowie, ale g堯wne wymiary i jej kszta速 by造 takie same nie pozostawia造 瘸dnej w靖pliwoci co do jej przeznaczenia.

Wyszed貫m z wystawy bardzo dumny. By貫m zadowolony, 瞠 w ten w豉nie spos鏏, moj prac i wysi趾iem umys逝, mog貫m w jaki spos鏏 odwdzi璚zy si temu krajowi za tak wielk 篡czliwo, z jak zosta貫m tu kiedy przyj皻y.

Przed wyjazdem na urlop, na pocz靖ku sierpnia 1964 roku zn闚 uda貫m si do konsulatu i z這篡貫m kolejne podanie o wydanie paszport闚 dla Helenkii dzieci. Gdy wracaj鉍 po miesi僮cu wst雷i貫m tam po drodze, konsul zawiadomi mnie ze le ukrywan satysfakcj, 瞠 i to poda要ie Warszawate za豉twi豉 odmownie.

R闚noczenie w tym okresie czasu Dyrekcja Generalna Towarzystwa Thomson-Houston w Pary簑da豉 dow鏚 swej wyj靖kowej 篡czliwoci i zaanga穎wania w moje sprawy. Zawdzi磠cza貫m to prawdopodobnie mocnej pozycji, jak zdoby貫m w Towarzystwie dzi瘯i opracowaniu tajemniczej cewki dla wojska francuskiego. Dzi瘯i poleceniu dyrektora Grupy Miedzi, Jeana Carton, zosta貫m przyj皻y przez samego PDG, czyli Pr廥ident Directeur G幯廨al, pana Dontot. Dontot by Dyrektorem Naczelnym w Compagnie Fran蓷ise Thomson-Houston, podobnie jak J霩ef Przedpe連kiprzed wojn w Towarzystwie G鏎niczo-Przemys這wym SATURN na l零ku. Dyrektor Naczelny wys逝cha opowieci o moich problemach zwi頊anych z uzyskaniem od w豉dz polskich paszport闚 dla rodziny w Polsceoraz z trudnociami w otrzymaniu od w豉dz francuskich sta貫j karty pobytowej. W wyniku interwencji dyrektora karta sta貫go pobytu zosta豉 mi wkr鏒ce potem wydana przez Ministerstwo w Pary簑. Wp造wy dyrektora Dontotmusia造 si璕a daleko. Nie by這 w tym zreszt nic dziwnego, bo g堯wnym w豉cicielem Towarzystwa Thom貞on-Houston by豉 pot篹na grupa kapita這wa Jeumont-Schneider, do kt鏎ej nale瘸豉 chyba po這wa ca貫go francuskiego przemys逝 ci篹kiego. Druga po這wa, w tym konkurencyjna wobec Thom貞on-Houston firma Tr嶨im彋aux, by豉 podobno w r瘯ach Rotszyld闚.

Na prob dyrektora Dontot, jego znajomy pracuj鉍y we francuskim MSZ, napisa w mojej sprawie prywatny list do polskiego ambasadora w Pary簑, o czym zosta貫m przez dyrekcj powiadomiony kopi korespondencji, jak r騜ne wydzia造 Dyrekcji Generalnej informowa造 dy訃ektora o post瘼ie za豉twiania mych spraw. Niestety list ten nie wywo豉 瘸dnych pozytywnych skutk闚 dla naszej rodziny.

Na polecenie Dyrektora Dontotzosta貫m tak瞠 skontaktowany z przedstawicielem han苓lowym Towarzystwa na Polsk, panem Grandcl幦ent. Zna on w Polsce niejakiego pana X, bardzo podobno wysoko postawionego w Warszawiecz這wieka, uprzednio sekretarza ambasady PRL w Moskwie, kt鏎y ma rzekomo mo磧iwo za豉twienia paszport闚 dla Helenkii dzieci. Pan X twierdzi jakoby, 瞠 za op豉t 250 dolar闚 od osoby spraw paszport闚 dla mej rodzi要y da si za豉twi. Na stosunki polskie by豉 to kwota niebagatelna, na francuskie miesznie ni貞ka. Dyrekcja Generalna deklarowa豉, 瞠 bez najmniejszego problemu zap豉ci owe 1000 dolar闚 stanowi鉍e cen wolnoci dla mojej rodziny. Napisa貫m do tego nieznanego mi pana X list z prob o za豉twienie sprawy paszport闚 dla Helenkii dzieci i z zar璚zeniem, 瞠 wymagana kwota zostanie zap豉cona. List wr璚zy貫m pracownikowi Thomsona, Polakowi in篡nierowi Andrzejewskiemu, kt鏎y za kilka dni wyje盥瘸 s逝瘺owo do ELEKTRIMu w Warszawie. Sprawa mia豉 polega na tym, 瞠 Grandcl幦entmia w ELEKTRIMie w Warszawie dobrego zna虻omego, niejakiego Chomentowskiego. Z kolei pan Chomentowski zna r闚nie pana X. Andrzejewski mia wr璚zy w Warszawielist Chomentowskiemu, a ten owemu panu X.

Dyrekcja fabryki w Chaunyopisywa豉 Dyrekcji Generalnej w Pary簑w obszernych sprawozdaniach stan post瘼u za豉twiania sprawy sprowadzenia mej rodziny do Francji. Dosta趴a貫m kopie tych pism, nosz鉍ych nag堯wek CONFIDENTIEL. Tak dalece posuni皻e zaanga倍owanie i pomoc w spraw sprowadzenia zza 瞠laznej kurtyny rodziny zwyk貫go przecie pra苞ownika, jakim by貫m w Towarzystwie, by豉 zupe軟ie bez precedensu. Tak wielki mi璠zynaro苓owy koncern, jakim by Thomson-Houston m鏬 ryzykowa powa積ymi komplikacjami, a mo瞠 i utrat polskiego rynku zbytu, gdyby sprawa si wyda豉. Wszystkim tym 篡czliwym pracowni虺om Towarzystwa, tworz鉍ym bezinteresowny 豉鎍uch ludzi dobrej woli, jestem za to po dzie dzisiejszy g喚boko wdzi璚zny.

Urlop w sierpniu 1964 roku te sp璠za貫m w Montr廥or. Zasta貫m tam moj teciow, kt鏎a niedawno przyjecha豉 z Polski. Przywioz豉 najwie窺ze nowiny o Helencei dzieciach. Nie wszystkie wiadomoci by造 dobre Aniai Helenka przesz造 ci篹k 鄴速aczk. Zaczyna造 pojawia si te r騜ne drobne oznaki wiadcz鉍e o tym, 瞠 Helenka coraz gorzej znosi prze苓逝瘸j鉍e si rozstanie. Traci豉 zapa w staraniach o paszporty i zaczyna豉 jakby niezbyt entuzja貞tycznie i bez przekonania odnosi si do przenosin do Francji. Starania o paszport wymaga造 od niej cz瘰tych wyjazd闚 i zwalniania si z pracy. Ostatnia interwencja a w Radzie Pa雟twa zmusi豉 j do wyjazdu do Warszawyi d逝窺zego tam pobytu. W tych staraniach wykazywa豉 jednak nieprzeci皻n zaradno umieszcza豉 Andrzejkau mojej Mamyw Zakopanem, a dziew苞zynki u swej dawnej znajomej, pani Kosseckiej, kt鏎a obecnie mieszka豉 w Weso貫jpod Warszaw. Andrzejkowi nie odpowiada豉 dieta w Zakopanem i schud do granic wycie鎍zenia musia豉 wi璚 go stamt鉅 zabra. Chor na 鄴速aczk Anitrzeba si by這 zajmowa z wyj靖kow trosk. Od Ani zarazi豉 si Helenka, a nie mog鉍 si leczy, chorob przechodzi豉 z uszczerbkiem na zdrowiu. By造 to powa積e problemy, mog鉍e zdarzy si w ka盥ej rodzinie. Jednak瞠 w ka盥ej zwyk貫j rodzinie s oboje rodzice, kt鏎zy si wspieraj i wsp鏊nie je rozwi頊uj. Helen虺a musia豉 im stawi czo豉 zupe軟ie sama, bez oparcia w m篹u. Nie mog鉍 podo豉 wszystkim obowi頊kom jakie na ni spad造, w styczniu ostatecznie zwolni豉 si z pracy w Instytucie i prze計rowadzi豉 z dzie熤i do Rawskich, znajomych swych rodzic闚, kt鏎zy w Makowie Podhala雟kimprowa苓zili rodzaj pensjonatu.

砰cie w pensjonacie odpowiada這 jej bardziej prowadzony by tam dom otwarty, a na weekendy przyje盥瘸li r騜ni ciekawi ludzie, podczas gdy w Gliwicachprowadzi豉 篡苞ie raczej pustelnicze. W豉ciciele i stali pensjonariusze ch皻nie opiekowali si dzie熤i w czasie jej nieobecnoci, mog豉 wi璚 spokojnie zajmowa si staraniami o paszporty. Poniewa na opuszczone i niezamieszka貫 mieszkanie mia ju ochot kwaterunek, a na nieu篡wany numer telefoniczny Poczta, musia豉 te Helenkaznale i osadzi w naszym mieszkaniu na czas swej nieobecnoci kogo zaufanego. Szczliwym trafem czasowego mieszkania potrzebowa豉 kole倍anka z pracy w Instytucie, m這dsza z panien Skowronk闚ien z Grodca Maryna, ta sama, kt鏎a w Wojkowicachdemonstrowa豉 przede mn swe umiej皻noci wdrapywania si na drzewo.

W swych podaniach o paszport do FrancjiHelenkapodawa豉 czasem jako uzasadnienie argument zdrowotny, w kraju socjalistycznym gdzie troska o cz這wieka by豉 konstytucyjnym obowi頊kiem pa雟twa zdawa這by si istotny: jest chora na w靖rob, a m嘀 we Francjiop豉ca jej kuracj w sanatorium w Vichy, kt鏎e jest znanym uzdrowiskiem dla tych schorze. Pracownik biura paszportowego odpowiada jej w闚czas za ka盥ym razem: tak d逝go dop鏦i m嘀 nie wr鏂i z Francji, to na kuracje w靖robiane b璠zie pani mog豉 sobie jedzi tylko do Ciechocin虺a. Nie zna貫m w闚czas tych wszystkich szczeg馧闚 dowiedzia貫m si o nich dopiero po powrocie do Polski.

Przemkn窸a mi przez g這w przera瘸j鉍a mo磧iwo, 瞠 polskie w豉dze w swym t瘼ym i z這liwym uporze mog Helencei dzieciom paszport闚 jednak nigdy nie wyda.

Montr廥orska rodzina zastanawia豉 si r闚nie jakie znale wyjcie z tej sytuacji. Uwa倍ali, 瞠 skoro uda mi si tak wyj靖kowy wyczyn jak zdobycie doskona貫j posady w znanym mi璠zynarodowym koncernie, uzyskanie pozycji por闚nywalnej z t, jak mia Artur Potockiw koncernie IBM-France czy Horacy Unrugzatrudniony w du篡m biurze projekt闚 ameryka雟kiej firmy Foster Wheeler w Pary簑, to nie wolno mi z tego stanowiska lekkomylnie rezygnowa. Artur i Horacy uwa瘸ni byli w Montr擳sorza ludzi sukcesu, za tych, kt鏎zy osi鉚n瘭i maksimum tego, co Polak mo瞠 we Francjizdoby. A przecie im musia這 to przyj o wiele 豉twiej, bo byli we Francji ju od 1945 roku i chodzili do szk馧 francuskich. Ja r闚nie zaczyna貫m by dawany za przyk豉d cz這wieka sukcesu. Ca豉 rodzina odradza豉 wi璚 jakie gwa速owne ruchy i szybki powr鏒 do kraju, bez wyczerpania wszystkich mo磧iwoci. Twierdzili, 瞠 na to zawsze b璠zie czas. Liczylimy tak瞠 w闚czas na skuteczn interwencj ONZ z Genewyoraz na mo磧iwoci pana X w Warszawie.

Niekt鏎zy twierdzili, 瞠 podobno po pi璚iu latach roz章ki polskie w豉dze musz wyda rodzinie pozwolenie na wyjazd ze wzgl璠闚 humanitarnych by造 podobno takie precedensy. Ale czy Helenkawytrzyma tak d逝g roz章k? Inni radzili, 瞠bym stara si o francuskie obywa負elstwo wtedy moj rodzin, jako rodzin obywatela francuskiego, w豉dze polskie b璠 mu貞ia造 wypuci do m篹a do Francji. Te podobno by造 ju takie precedensy. Ale z takiego roz趴i頊ania, zwi頊anego z wyparciem si ojczyzny w kt鏎ej si urodzi貫m i wychowa貫m, z kolei ja nie chcia貫m korzysta. Nie mo積a przecie frymarczy sw ojczyzn i zmienia narodowo jak r瘯awiczki, w zale積oci od chwilowych korzyci materialnych. Przypomnia造 mi si roz衫owy moich rodzic闚 w czasie okupacji, gdy renegat Kurzchcia z mego Tatyzrobi Niemca. Uwa瘸韋em, a popiera mnie w tym StachRey, 瞠 wprawdzie wolno jest wartoci niezwykle cenn, to jednak nie na tyle, 瞠by dla niej wyzbywa si ojczyzny. Trudno mi to by這 sprecyzowa, ale wydawa這 mi si, 瞠 w jakim sensie nie by這by to wobec Niej w porz鉅ku. Mimo 瞠 Jej aktualne w豉dze by造 wobec mnie ca趾owicie nie w porz鉅ku, traktuj鉍 mnie i moj rodzin jak b璠鉍ych ich w豉snoci niewolnik闚. By豚y to natomiast bezsprzeczny dow鏚 zwyci瘰twa komunist闚 i przejaw mej kl瘰ki. Musia豚ym bowiem uzna, 瞠 z豉mali mnie psychicznie i zmusili do tak za貞adniczego odst瘼stwa od tego, co uznawa貫m za s逝szne. Obaj ze Stachem uwa瘸limy, 瞠 m篹苞zyzna musi mie twardy kr璕os逝p moralny i przez ca貫 篡cie pozosta wierny swym pogl僮dom. Ojczyzny zaprze si mo積a by tylko wtedy, gdyby w gr wchodzi這 zagro瞠nie 篡cia. W moim przypadku nie mia這 to miejsca, chodzi這 wszak jedynie o uzyskanie lepszych warunk闚 bytowania. StachRey uciekinier z komunistycznego PRL-u, chocia by w豉cicielem zamku w Montr廥ori francuskim obywatelem ziemskim, te nie zrzek si nigdy swego polskiego oby趴atelstwa ani nie przyj像 obywatelstwa francuskiego, cho by mu to w wielu sprawach wielce u豉twi這 篡cie. Nie pozwoli tak瞠 uczyni tego swej 穎nie Mary鎍i.

Na razie by okres urlopowy. Wszystko, co by這 do uruchomienia zosta這 uruchomione i nic wi璚ej w tej chwili nie by這 ju do zrobienia. Moja teciowawybiera豉 si na po逝dnie Fran苞ji, gdzie w pobli簑 Cannesjej siostra Marj霩iamia豉 will o nazwie Caldana. Teciowa po計rosi豉 mnie, 瞠bym j tam zawi霩 moim samochodem i sp璠zi razem z ni jaki czas na Lazu訃owym Wybrze簑. Skorzysta貫m bardzo ch皻nie z tej propozycji. Wybralimy si wi璚 Taunusem w drog na po逝dnie przez s這neczn Francj, a niekt鏎e widoki i krajobrazy napotykane po drodze by造 tak urzekaj鉍e, 瞠 dech zapiera造 nam w piersiach. Zabralimy ze sob 15-to letni w闚czas Ani, c鏎k Jadzi Morawskiej, siostry Stacha Reya.

W Caldanie zastalimy wuja Remisia Grocholskiegoi jego 穎n Basi, drug sio貞tr mojej teciowej oraz kilkoro z ich licznych dzieci, moich r闚ienik闚. Znalimy si ju wczeniej z Polski. Wuj Remi ze sw niespo篡t energi by inicjatorem niezliczonych wycie苞zek. Zwiedzilimy miasteczko Fr嶴usgdzie by造 jeszcze widoczne zniszczenia po katastrofie sprzed kilku lat. Zawali豉 si tam zapora wodna i olbrzymie masy wody run窸y na okolic, nisz苞z鉍 wiele dom闚 i powoduj鉍 liczne miertelne ofiary. Zrobilimy wypad do Ventimigliawe W這szechogl鉅aj鉍 po drodze pa豉c ksi嘀璚y w Monaco, kasyna gry w Monte Carloi zabytki Mentony. Zwiedzalimy Antibesi Cannes, s造nne z luksusu Saint Tropez, k雷alimy si na pla篡 w La Napoulei spacerowalimy po promenadzie de la Croisette. By這 cudownie i wr璚z bajkowo. Woda w morzu by豉 tu rzeczywicie lazurowa, a niebo jakby zrobione z czystej ultramaryny. Je苓ynie nieobecno dzieci i Helenkiodciska豉 si g喚bokim smutnym cieniem. Zadawa貫m sobie nieustannie pytania: dlaczego m鎩 w豉sny kraj z t瘼 z這liwoci odmawia nam mo磧iwoci wsp鏊nego mieszkania tam, gdzie chcemy? Dlaczego nie mo瞠my cieszy si razem, wsp鏊nie z dzie熤i, jak zwyczajne normalne m這de ma鹵e雟two na urlopie? Dlaczego musimy sp璠za urlopy osobno? Dlaczego zmuszany jestem, jakbym by niewolnikiem, do powrotu do Polski, aby tam 篡這 nam si gorzej, kiedy tu moglibymy 篡 lepiej? Brak rozs鉅nej odpowiedzi na te pytania i zwi頊ane z tym przemylenia nie usposabia造 mnie przychylnie do PRL-u wr璚z przeciwnie.

Na bliskim horyzoncie rozci鉚aj鉍ej si od Antibesa do Niceiprzepi瘯nej La Baie des Anges Zatoki Anio堯w sta豉 na kotwicy olbrzymia, nieruchoma i grona sylwetka lotniskowca Independent z ameryka雟kiej VI-tej floty. Flota ta pilnowa豉 Morza r鏚ziemnegoi wybrze瘸 francuskiego sojusznika przed ewentualnym sowieckim atakiem. Przez ustawione na promena苓zie lornety mo積a by這 nawet ogl鉅a sylwetki ameryka雟kich marynarzy krz靖aj鉍ych si na pok豉dzie. Znajdowalimy si wszak w okresie zimnej wojny pomi璠zy blokiem wschod要im i zachodnim. A mnie w tej sytuacji marzy這 si sprowadzenie tu 穎ny i dzieci znajduj鉍ych si w kraju za 瞠lazn kurtyn!

W Polscetrwa w豉nie okres, gdy Gomu趾aw zdecydowany spos鏏 zacz像 odchodzi od oczekiwa, jakie spo貫cze雟two zwi頊a這 z nim w czasie padziernikowego przesilenia w 1956 roku. Poziom 篡cia by ci鉚le niski powodowa這 to pojawianie si kontestator闚, coraz mie衍ej formu逝j鉍ych potrzeb zasadniczych zmian, tak w gospodarce, jak i w polityce kulturalnej pa雟twa. W豉dze zaostrza造 kurs wobec malkontent闚, co nakr璚a這 tylko spiral niezadowole要ia.

Po powrocie do pracy, po miesi鉍u urlopu w czasie kt鏎ego 篡貫m przepe軟iony nadziej i radoci ze zbli瘸j鉍ego si by mo瞠 ko鎍a naszej roz章ki, z Warszawyprzyszed sygna, 瞠 wysoko postawiony pan X niestety nie jest w stanie za豉twi obiecanej transakcji. Przypusz苞zalnie w owym czasie szum wok馧 sprawy wydania paszport闚 dla pani Heleny Maubergi jej dzieci by ju w polskich urz璠ach paszportowych tak wielki i zatoczy ju tak szerokie kr璕i, 瞠 praktycznie nic ju po cichu nie da這 si za豉twi. Urz璠nicy bali si tkn寞 tej sprawy.

Jest wielce prawdopodobne, 瞠 gdybym wok馧 przyjazdu mojej rodziny nie zrobi takiego wiel虺iego ha豉su, tak w kraju jak i na skal mi璠zynarodow w Genewie, to po kilku latach cichego dr嘀enia sprawa ta by豉by mo磧iwa do za豉twienia. Gdyby nie by這 tego szumu, kt鏎y mi璠zy innymi doprowadzi tak瞠 i do wizyty Kowalskiegow Chauny. Ale czy by這 do pomylenia, aby m這dy energiczny m篹czyzna, kt鏎emu w obcym kraju, wr鏚 obcych i pozornie oboj皻nych ludzi uda這 si uzyska tak wiele m鏬 pozosta bierny? 疾 b璠zie spokojnie siedzia z za這穎nymi r瘯ami nic nie robi鉍 i nie b璠zie walczy wszystkimi dost瘼nymi rod虺ami o sw rodzin? Czy mo積a by這 si po mnie tego spodziewa? Taka postawa by豉by ca陪kowicie sprzeczna z moj aktywn natur. Z tym, co wynios貫m z domu 瞠 nale篡 walczy i wychodzi niebezpiecze雟twu naprzeciw. A sprawa robi豉 si pilna, bo z Polskizaczyna造 do苞hodzi niepokoj鉍e sygna造 瞠 Helenkacoraz gorzej znosi samotno i roz章k. 畝dne d逝go負rwa貫 dr嘀enia i powolne cierpliwe za豉twiania nie mog造 wi璚 wchodzi w rachub.

W tej sytuacji nie mia貫m wyboru i we wrzeniu 1964 roku z這篡貫m w Dyrekcji Towa訃zystwa pismo z prob o rozwi頊anie umowy o prac z powodu braku mo磧iwoci sprowadzenia rodziny do Francjii koniecznoci podj璚ia decyzji o powrocie do Polski. Obowi頊ywa mnie trzymiesi璚zny okres wym闚ienia, liczy貫m wi璚 瞠 wi皻a Bo瞠go Narodzenia sp璠zimy ju wszyscy razem w Gliwicach.

Wiadomo o mej rezygnacji z pracy roznios豉 si szybko w fabryce. Nadzwyczaj przy虻anie nastawiony do mnie Jean Vicardby bardzo poruszony. Rozpocz像, o czym dowiedzia貫m si dopiero pniej, szeroko zakrojon akcj maj鉍 na celu znalezienie mimo wszystko sposobu na sprowadzenie mej rodziny do Francji. Ja w豉ciwie by貫m ju prawie ca趾owicie zrezygno趴any.

Kt鏎ego dnia przypomnia貫m sobie nagle o panach Gontrandi Lamère. Postanowi貫m w闚czas zrobi jeszcze ostatni pr鏏: odszuka貫m wizyt闚ki, kt鏎e mi zostawili i pojecha貫m do Lille. Wy逝szczy貫m im m鎩 problem. Poprosi貫m ich ni mniej ni wi璚ej tylko o to, by zorganizowali potajemne wywiezienie z PolskiHelenkii dzieci, podobnie jak to mia這 miejsce w Warszawiez premierem Stanis豉wem Miko豉jczykiemw 1947 roku, kt鏎ego wywieziono w baga積iku samochodu dyplomatycznego! Moja naiwno by豉 jesz苞ze w owym czasie r闚nie bezgraniczna, jak wiara w omnipotencj francuskiej Sûret. Panom Gontrand i Lamère, mimo 瞠 byli na pewno profesjonalistami kt鏎zy ju niejedno w swym 篡ciu widzieli i s造szeli, szcz瘯i opad造 ze zdumienia gdy us造szeli, z czym do nich przyjecha貫m. Wys逝chali mnie jednak cierpliwie, nie wymiali i nie potraktowali jak osobnika niespe軟a rozumu, lecz jak cz這wieka, kt鏎ym w istocie by貫m zrozpaczonego m篹a i ojca, chwytaj鉍ego si ostatniej deski ratunku. Z pe軟 篡czliwoci zacz瘭i dobrotliwie t逝maczy jak ma貫mu dziecku powody, dla ja虺ich akcja taka jest nierealna. T逝maczyli mi, 瞠 tego rodzaju dzia豉nia nale篡 w obecnych cza貞ach i aktualnej sytuacji mi璠zynarodowej uzna za niemo磧iwe. 疾 je瞠li ju, to decyzja o ich podj璚iu na pewno nie wchodzi豉by, niestety, czego osobicie bardzo 瘸逝j, w ich kompetencje. W takiej sprawie musia豚ym si uda du穎, bardzo du穎 wy瞠j. I to nie tutaj w Lille, ale w Pary倍u. Je瞠li mam takie dojcia, to powinienem je natychmiast wykorzysta. Oni takich mo磧iwoci nie maj, ale ze swej strony szczerze 篡cz mi powodzenia. Wr鏂i貫m z Lilleodarty z wszelkich z逝dze i zrezygnowany ju zupe軟ie.

Pod koniec listopada Jean Vicardpojawi si w moim oszklonym boksie z tryumfaln mi要 i wiadomoci, 瞠 by mo瞠 znalaz spos鏏 na rozwi頊anie moich problem闚. Mianowicie jego kolega ze studi闚 na politechnice, niejaki Fran蔞is, jest (nie wiadomo czy d逝go jesz苞ze) w Algierzedyrektorem technicznym firmy o nazwie LATRAF Laminoir et Tr嶨ilerie dAfrique. Jest to powi頊ana kapita這wo z Thomson-Houston francusko-algierska sp馧ka, kt鏎a jest w豉cicielem fabryki drut闚, podobnej do fabryki w Chauny. Vicardrozmawia o mnie z dyrektorem Fran蔞iskt鏎y obieca, 瞠 uruchomi starania o zatrudnienie w swej fabryce polskie茆o in篡niera. Poniewa Algieriajest obecnie niepodleg豉 i flirtuje z krajami obozu socjalistyczne茆o, to by mo瞠 polskie w豉dze komunistyczne zgodz si na moje zatrudnienie w tym kraju i wydadz paszporty mej rodzinie na wyjazd do Algierii, skoro nie chc ich wyda do kapitali貞tycznej Francji.

By w tym jaki cie szansy i wszyscy znajomi zaanga穎wani w pomocy przy sprowa苓zaniu Helenkii dzieci do Francjiuwa瘸li, 瞠 nale篡 j wykorzysta. Poprosi貫m wi璚 dyrektora Desprairieso przed逝瞠nie o trzy miesi鉍e okresu mego wym闚ienia.

Sprawy ci鉚n窸y si d逝go, bo najprz鏚 trzeba by這 uzyska zgod algierskiego Urz璠u Pracy. Niestety dyrektor Fran蔞isby skr瘼owany dyrektorem naczelnym LATRAF by Algierczyk i dyrektor techniczny musia uzgadnia z nim sprawy personalne. Mimo to, jak na stosunki w pa雟twach arabskich, sprawy posuwa造 si b造skawicznie. Ju po dw鏂h miesi鉍ach, co by這 bezprecedensowo szybko, uzyskano zgod Urz璠u Pracy. W lutym 1965 roku LATRAF m鏬 wyst雷i do ambasady polskiej w Algierzez prob o wskazanie formalnoci jakie nale篡 przedsi瞝zi寞 aby sprowadzi do pracy w Algierze obywatela polskiego. W odpowiedzi drugi sekretarz ambasady, T. Biega雟ki, wskaza POLSERVICE w Warszawie, jako instytucj realizuj僮c polsko-algiersk umow o wsp馧pracy technicznej.

Poprosi貫m dyrektora Desprairieso dalsz prolongat o miesi鉍 okresu mego wym闚ie要ia i uzyska貫m zgod.

W pierwszych dniach marca LATRAF wyst雷i do POLSERVICE w Warszawiepisz鉍, 瞠 nasz dyrektor w czasie jednej ze swych podr騜y zagranicznych spotka in篡niera polskiego, niejakiego pana Wac豉wa Mauberga, kt鏎y jest zainteresowany zaoferowan mu posad w na貞zej fabryce w Algierze (by這 to mocno naci鉚ane na moj korzy, bo w rzeczywistoci Fran蔞isnigdy ani mnie nie widzia, ani ze mn nie rozmawia). LATRAF prosi zatem o podanie formalnoci, jakie 闚 in篡nier winien poczyni aby podj寞 prac w ich fabryce i przy虻echa do Algieriiwraz z rodzin.

Dopiero po przesz這 miesi鉍u, bo w dniu 12 kwietnia dyrektor naczelny POLSERVICE, towarzysz J. Thomas zawiadomi LATRAF z w豉ciw dla komunistycz要ych urz璠闚 wyzywaj鉍 bezczelnoci, 瞠 nie mo瞠 wys豉 pana Wac豉wa Maubergado Al茆ierii. Mo瞠 natomiast wys豉, gdyby LATRAF sobie tego 篡czy, jakiego innego specjalist o tych samych kwalifikacjach (kt鏎ych przecie nie m鏬 zna) co pan Mauberg. Jak si okaza這 UB-ecja mia豉 d逝gie r璚e, si璕aj鉍e tak瞠 i (a mo瞠 przede wszystkim) do POLSERVICE.

Sta這 si jasne, 瞠 瘸dnych szans na wyjazd mej rodziny z kraju ju nie by這. W ko鎍u kwietnia odby這 si w fabrycznej sto堯wce uroczyste po瞠gnanie odchodz鉍ego in篡niera rzecz podobno w fabryce bez precedensu. Obecni tam pracownicy byli wzruszeni, a nasza laborantka pani Gu廨in pop豉ka豉 si przy po瞠gnaniu. Dosta貫m wiele sk豉dkowych prezent闚 od koleg闚 z pra苞y.

Opuszcza貫m Francjze cini皻ym sercem. Zazna貫m tu, od zupe軟ie obcych przecie ludzi, tak wiele przer騜nych dowod闚 bezinteresownej 篡czliwoci! Mia貫m te mo積o od苞zucia tu bezmiaru bezinteresownej nie篡czliwoci w豉dz mojego w豉snego kraju! Wyje盥瘸貫m r闚nie w pewnym sensie odmieniony sta貫m si obywatelem wiata, a nie tylko socjalistycz要ego zacianka, jak dotychczas. Mimo 瞠 by貫m wychowany w socjalizmie, sprawdzi貫m siebie w normalnym wiecie i zda貫m pozytywnie 篡ciowy egzamin. Wiedzia貫m ju teraz, 瞠 w trudnych warunkach potrafi da sobie rad. Wy虻e盥瘸貫m wprawdzie pokonany, ale nie z豉many!

Przed wyjazdem wymieni貫m za dop豉t u przedstawiciela Forda mojego przestarza貫go kr嘀ownika na r闚nie u篡wanego, ale nowszego kremowego Taunusa 20M. By to ju samoch鏚 o nowoczesnej karoserii i dobrych parametrach silnika. Pojecha貫m tak瞠 do konsulatu w Pary簑i przed這篡貫m tam do ostemplowania list mienia przesiedle鎍zego. Wed逝g informacji urz璠nika w konsulacie, list mia貫m przed這篡 celnikowi na granicy i na tej podstawie mia貫m uzyska prawo do bezc這wego przywozu do Polskica貫go zdobytego zagrani苞 dobytku. Na wykazie skrupulatnie wszystko wyszczeg鏊ni貫m: pocz預szy od mandarynek, pomara鎍zy i banan闚 w Polsce nieistniej鉍ych, poprzez ka盥 zabawk, ubrania i prezenty dla Helenki, Mamyi dzieci, a na samochodzie sko鎍zywszy. Auto by這 wype軟ione baga瘸mi pra趴ie po dach. Za rad znawc闚 przedmiotu ukry貫m pod tapicerk samochodu wszystkie wywo倍one franki francuskie, pozostawiaj鉍 przy sobie tylko nieznaczn sum potrzebn na przejazd do kraju. Zostawi貫m tak瞠 na wszelki wypadek pewn sum w depozycie u Stacha Reyaw Montr廥or.

Odradzano mi jazd przez Niemieck Republik Demokratyczn. Sam mia貫m zreszt niezbyt przyjemne wspomnienia z postoju na dworcu w Berlinie Wschodnim, gdy przed trzema prawie laty by貫m w drodze do Francji. Wytyczy貫m wi璚 sobie tras powrotu przez Republik Federaln Niemiec, Austrii Czechos這wacj. Gdy pi靖ego maja 1965 roku ponownie przekra苞za貫m 瞠lazn kurtyn, nie mog貫m si powstrzyma i zdumionemu stra積ikowi austriackiemu powiedzia貫m po kontroli paszportowej Auf wiedersehen Freiheit! Czechos這waccy celnicy zaraz na wst瘼ie zapytali o rakouske penidze i odebrali mi wszystkie austriackie szylingi pod pretekstem, 瞠 nie wolno ich wwozi do Czechos這wacji. Wydali mi pokwitowanie, na pod貞tawie kt鏎ego miano mi zwr鏂i te pieni鉅ze na granicy przy wyjedzie.

Jad鉍 przez Czechys逝cha貫m w samochodzie radia Warszawa. By這 niedzielne wczesne popo逝dnie i nadawany by, jak zwykle o tej porze, radiowy serial W Jezioranach. Ciep這 mi si zrobi這 na duszy gdy us造sza貫n nareszcie w radiu j瞛yk polski i znajom audycj. By貫m w dobrym nastroju, cieszy貫m si na rych貫 spotkanie z 穎n i dzie熤i, z kt鏎ych najm這dszego Andrzejkanie zna貫m przecie wcale. Robi貫m ju plany, jak sp璠zimy wakacje, gdzie pojedziemy i kogo odwiedzimy. Wraca貫m przecie do domu du篡m, wygodnym samochodem, w kt鏎ym bez k這計otu zmiecimy si wszyscy wraz z baga瘸mi. B璠ziemy mogli pojecha na d逝g w璠r闚k po Polsce. Wszystkim nam nale瘸 si solidny odpoczynek i odreagowanie po tak d逝giej roz章ce i stresach nieudanych stara o paszporty. Helencenale瘸這 si szczeg鏊ne zado獘czynienie za odpowiedzialno samotnego zajmowania si dzie熤i przez tak d逝gi okres czasu.

Na granicy w Czeskim Cieszyniecelnicy, do kt鏎ych zg這si貫m si z kwitkiem po odbi鏎 austriackich szyling闚 wymiali mnie i skierowali do banku. Ale w niedziele banki by造 zamkni皻e. Czesi radzili 篡czliwie, 瞠bym poszed do hotelu i przenocowa. Mia貫m przedsmak stosunk闚, kt鏎e czeka造 mnie w socjalizmie. Machn像em r瘯 na szylingi i pojecha貫m dalej. Chcia貫m jak najpr璠zej zobaczy Helenki dziewczynki nie widzia貫m ich prawie od trzech lat, ale przede wszystkim chcia貫m pozna syna, kt鏎ego nie widzia貫m przecie jeszcze wcale.

Po drugiej stronie mostu Przyjani w Cieszyniepolscy celnicy odm闚ili honorowania sporz鉅zonego w konsulacie wykazu mienia przesiedle鎍zego i za蕨dali zap豉ty c豉. Twierdzili, 瞠 nie obchodz ich przepisy plac闚ek dyplomatycznych, bo maj swoje w豉sne prze計isy z G堯wnego Urz璠u Ce w Warszawie. A te jakoby nie uprawniaj mnie do bezc這wego przywozu do Polskimoich rzeczy. Nie mia貫m jeszcze w闚czas 瘸dnego dowiadczenia z urz璠nikami, a w szczeg鏊noci z PRL-owskimi celnikami. Najprawdopodobniej chodzi這 o 豉計闚k. Poniewa jej nie zaproponowa貫m, za趴arto mojego samochodu zosta豉 ponownie spisana drobiazgowo, co trwa這 do wieczora. Zrobi貫m awantu訃, w wyniku kt鏎ej w drodze wyj靖ku zwolniono w ko鎍u z op豉ty celnej owoce, niekt鏎e za苑awki i bielizn dla dzieci. Reszta zosta豉 oclona, 章cznie z samo苞hodem. Gdy owiadczy貫m, 瞠 nie mam przy sobie pieni璠zy na zap豉cenie c豉, za蕨dano abym zo貞tawi samoch鏚 w depozycie na granicy i wr鏂i z got闚k. Po kolejnej awantu訃ze uzyska貫m zgod na odpraw warunkow. Wszystkie oclone baga瞠 celnicy umiecili mi w baga積iku samochodu i zaplombowali. We wn皻rzu samochodu pozosta造 tylko moje rzeczy osobiste i to, co uda這 mi si wywalczy bez op豉ty. Mia貫m w ci鉚u trzech dni zg這si si w Rejonowym Urz璠zie Celnym w Katowicachi tam zap豉ci c這 za samoch鏚 i za rzeczy znaj苓uj鉍e si w zaplombowanym baga積iku.

Polska Rzeczpospolita Ludowaprzywita豉 swego po趴racaj鉍ego z Zachodu obywatela we w豉ciwym jej socjalistycznym stylu z wdzi瘯iem, subtelnie, 篡czliwie i przyjanie.

 

Powr鏒 do pocz靖ku strony