Strona główna > Prasa > Nowiny Gliwickie 3 czerwiec 2009

 

Świadkowie i bohaterowie tamtych dni”

wywiady „Nowin Gliwickich” w 20-tą rocznicę

wyborów parlamentarnych w dniu 4 czerwca 1989 r.

 

¢ Jak zapamiętał Pan dzień 4 czerwca 1989?

Był to dzień, w którym społeczeństwo polskie mogło wyrazić swą wolę w sposób nieskrępowany, po raz pierwszy od wyzwolenia spod okupacji niemieckiej w 1945 r. Bezbłędnie ujęła to w Dzienniku Telewizyjnym wspaniała artystka Joanna Szczepkowska, mówiąc z rozbrajającym uśmiechem: „Oto proszę Państwa, czwartego czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm. Dzień ten był zwieńczeniem jednego z wielu i zapewne nie ostatniego, etapów długiego, zbiorowego wysiłku naprawy Rzeczypospolitej, zapoczątkowanego dużo wcześniej. Stało się ciałem to, o czym od dziesięcioleci marzyły miliony Polaków nie mając nadziei, że marzenie ziści się jeszcze za ich życia. Powtórzył się cud z 1918 roku. Nie było jednak tak, jak żartowali sobie wówczas poeci, że „ni z tego, ni z owego, była Polska na pierwszego”. Zarówno w 1918, jak i w 1989 roku, demokratyczną Rzeczpospolitą trzeba było i będzie trzeba nadal wypracować w trudzie i wyrzeczeniach.

¢ Niecały rok później, w maju 1990, odbyły się pierwsze wolne wybory samorządowe. Jakie nadzieje im towarzyszyły? 

Można je porównać z nadziejami więźnia, który odzyskał wolność po długim okresie spędzonym za szczelnymi murami, pozbawiony kontaktu ze światem zewnętrznym, który przez ten czas dokonał olbrzymiego skoku cywilizacyjnego. Nadzieje te były równie wielkie, co nierealne. Ci z nas, którzy byli prostoduszni i bezkrytyczni wyobrażali sobie naiwnie, że za kilka miesięcy Polska stanie się krajem normalnej demokracji, a relikty socjalizmu znikną bez śladu. Istotnie, wraz z likwidacją RWPG wystarczyło zadekretować koniec komunistycznego ustroju i wprowadzić zasady wolnego rynku, aby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w sklepach pojawiły się w dużych ilościach wielorakie dobra, nawet tak dotychczas trudno dostępne jak mięso, czy „luksusowe” jak papier toaletowy.

Jednakże w sferze psychicznej nie było to takie proste. Socjalistyczna mentalność i komunistyczny sposób widzenia świata pozostawione nam w spadku, okazały się już właściwie nie do usunięcia z umysłów wielu ludzi z populacji pochodzącej z pokoleń urodzonych i wychowanych w PRL. Podobnie jak Mojżesz prowadzący Żydów z Egiptu do Ziemi Obiecanej, Polacy też będą musieli odczekać owe biblijne 40 lat, potrzebne do wymiany pokoleń. Dopiero generacja naszych wnuków, urodzona i wychowana przez ludzi nie posiadających już w umyśle spuścizny po socjalizmie, ma szanse nie być nią skażona.

¢ Do gliwickiej rady weszli przedstawiciele trzech list - Gliwicko-Zabrzańskiego Komitetu Solidarności, Komitetu Osiedlowych Samorządów Mieszkańców i Stronnictwa Demokratycznego. Jakie środowiska polityczne reprezentowały komitety i które z nich najbardziej aktywnie włączyły się w pracę samorządu?

Orientacje polityczne nie miały wówczas większego znaczenia. Wszyscy byliśmy jednakowo przeniknięci wspólną wolą wprowadzenia zasad wolnego rynku i usunięcia wynaturzeń poprzedniego ustroju.

¢ Więc pana wybór na przewodniczącego rady, w atmosferze współpracy, przeszedł gładko?

Moim kontrkandydatem był, pochodzący również z listy Gliwicko-Zabrzańskiego KO „S”, Janusz Witkowicki, człowiek o kryształowej uczciwości, ideowy i bardzo aktywny działacz „S” w Biurze Projektów Prosynchem. Został wybrany wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej. W czasie swej pracy w gliwickim samorządzie wykazał się niespotykaną energią i wielu cennymi inicjatywami. Spowodowało to, że Rada powierzyła mu dodatkowo funkcję przewodniczącego Komisji Rewizyjnej RM. Wobec mnie był przyjaznym, lojalnym współpracownikiem, na którego rzetelności zawsze można było polegać.

¢ Jakie zadania postawiła przed sobą rada pod Pana kierownictwem?

Zasadniczymi były problemy wprowadzenia wolnego rynku, zagospodarowania skomunalizowanego mienia gminy Gliwice, ochrony środowiska oraz usunięcia niesprawiedliwości poprzedniego ustroju. Jest oczywiste, choć wówczas nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, że zadania te nie były do zrealizowania w okresie jednej kadencji Rady Miasta. Dlatego też ich realizacja została jedynie zapoczątkowana. Kontynuowały je Rady Miejskie następnych kadencji.

¢ Co uważa Pan za największą straconą szansę 20 ostatnich lat  Gliwic?

Nie uważam, aby Gliwice zaprzepaściły jakąś szansę. Jestem zdania, że w miarę pojawiających się możliwości, okazje były pozytywnie wykorzystywane. Co było możliwe do zrobienia, zostało zrealizowane. ¢

Nowiny Gliwickie 3.06.2009, Nr 22 (2669)

Powrót