Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia Lata 2017-2018

 

[64] 2017.06.02   Dlaczego Polska w 1939 roku tak rozpaczliwie broniła się przed agresją nazistowskich Niemiec?

Nad tym pytaniem warto się zastanowić i udzielić sobie precyzyjnych odpowiedzi. Niniejszy tekst stanowi na pewno nieudolne, ale jednak jakieś przybliżenie prawdy i próbę odpowiedzi na to właśnie pytanie.

Przywódca agresora w roku 1939, kanclerz nazistowskich Niemiec Adolf Hitler, wcale nie ukrywał swych zamiarów. W swej książce Mein Kampf  która była wykładem jego filozofii geopolitycznej, wyraźnie ją określił. Stwierdził tam, że Niemcy są narodem wybranym, o wyższej kulturze, którą mają obowiązek rozprzestrzeniać na inne tereny i narody. Niemcy są przeludnione. Dla prawidłowego rozwoju brakuje im taniej siły roboczej i terenu ekspansji. W tym celu powinny dokonywać podbojów na Wschodzie (Drang nach Osten) gdzie tyle jest niezagospodarowanych przestrzeni i tam zaprowadzać swój ład, swój porządek i swe prawo. A co z tubylcami? Tubylcy, z samego założenia nazistowskiej filozofii, są ludźmi o niższej kulturze, albo o wręcz całkowitym jej braku. Nieliczni, najbardziej kulturalni, mogą dostąpić zaszczytu i zostać zasymilowani przez niemieckich nosicieli kultury (Kulturträger), przeciętni – stać się darmową siłą roboczą w obozach pracy, a pozostali, podludzie – mają zostać zniszczeni i wytępieni (vernichten und ausrotten).

Taki w grubszych zarysach miał być w nazistowskich planach los Polaków (i innych ludów na trenach na wschód od Tysiącletniej Rzeszy Niemieckiej). Nic dziwnego, że instynkt samozachowawczy nie pozwolił Polakom na zgodę na taką przyszłość – utratę czynników, które ich ukształtowały i były im najdroższe: swej ojczyzny, kultury, tradycji i cywilizacji. Polacy nie mieli zamiaru poddać się takiemu losowi. Postanowili bronić się za wszelką cenę.

Podobna sytuacja formuje się w Europie obecnie, w drugiej połowie drugiego dziesięciolecia XXI wieku. Są tu jednak istotne różnice. Sytuacja dotyczy większej skali. Jest agresor, ale jego apetyty odnoszą się już do całego europejskiego kontynentu (a być może i do całego nawet świata).

Różnica polega również i na tym, że wydaje się, iż narody Unii Europejskiej będące przedmiotem tej obcej agresji, jakby zatraciły instynkt samozachowawczy. Nie widzą jakby potrzeby posiadania własnej osobowości, własnej cywilizacji i własnych granic. Nie widzą (jak na razie) potrzeby czynnej obrony tych imponderabiliów. Nie bronią się przed obecnym agresorem, który, podobnie jak poprzednio nazizm, wcale nie zataja swoich intencji wobec podbitych. Reżim t.zw. Państwa Islamskiego wyraźnie zapowiada, że na opanowanych terenach niewierni znikną. Życie niewiernego nie ma żadnej wartości – ci, którzy nie przejdą na islam – zostaną wymordowani. Liczne filmowe ilustracje egzekucji niewiernych krążą w Internecie ku naszej przestrodze. By zachować swe gardła w całości, wyzwolone europejskie feministki będą musiały błyskawicznie przedzierżgnąć się w potulne trusie.

Obecna sytuacja prowadzi prosto do kolejnej wojny światowej, gdyż prędzej czy później w europejskich narodach obudzi się instynkt samozachowawczy. Narody europejskie opamiętają się w końcu i zaprotestują przeciwko napływowi, dominacji i terrorowi, jaki przynosi ze sobą napływ obcego elementu. Aktualne różowe elity brukselskie, realizujące politykę multi-kulti, zostaną zmiecione ze swych stanowisk i pozbawione władzy. Obce elementy zostaną poproszone o opuszczenie Europy. Jeżeli nie uczynią tego dobrowolnie, będzie musiała zostać zastosowana siła i przemoc, co nie odbędzie się bez ofiar.

Czyje sumienia obciążą wówczas te ofiary? Na pewno nie tych, którzy będą usiłowali przywrócić w Europie ład i porządek.

 

Masz uwagi ? – Napisz

 

Powrót