Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia Lata 2017-2018

 

[58] 2017.01.06   Droga do Indii

W świąteczne przedpołudnie Trzech Króli 6 stycznia 2017 roku, w „Weekendowym Poranku” Radia TOK FM, wysłuchałem ciekawej i wzruszającej dyskusji p.t. „Droga do Indii" – wystawa online o uchodźcach z Polski. A w szczególności o obozach dla polskich dzieci, znajdujących się w latach II Wojny Światowej w polskich osiedlach w Indiach, ówczesnej kolonii Wielkiej Brytanii.

Rozmawiali, między innymi, P. Ewa Wójcicka z Muzeum Historii Polski oraz prof. Janusz Wróbel z IPN.

Podkreślono doskonałą organizację tych osiedli, które powstały z inicjatywy i w odpowiedzi na prośby Rządu RP na uchodźctwie skierowane do wielu rządów na świecie, by pomogły w organizacji tego rodzaju pomocy dla polskich uchodźców z ZSRR.

Pomysłodawcami i realizatorami sprowadzenia sierot z polskich sierocińców w Rosji byli Eugeniusz Banasiński, konsul RP w Bombaju i jego żona, Kira. Dzieci te, po pobycie w okrutnych warunkach Rosji Sowieckiej, należało odkarmić i wyleczyć z chorób i urazów psychicznych. W znacznej mierze były to sieroty po rodzicach, którzy zmarli w Rosji Sowieckiej po ich wywózkach w latach 1939-1941 z Kresów Wschodnich RP.

Była mowa o dwóch tego rodzaju obozach, w miejscowościach Balachadi i Valivade, utworzonych na terenach udostępnionych przez dwóch maharadżów indyjskich. Maharadżowie nie tylko udostępnili teren, ale i wszelką pomoc logistyczną, materialną i pielęgniarską. W ten sposób udało się uratować życie setkom polskich dzieci. W obozach zorganizowano harcerstwo, a zespół tańca krakowskiego był zapraszany nie tylko na dwór maharadży, ale dawał występy w całych Indiach.

Na zakończenie tej audycji o pouczającej i mało znanej historii, wycinku tragicznych losów polskiej ludności w czasie II Wojny Światowej, prowadzący zadał profesorowi retoryczne pytanie w tym mniej więcej duchu:

„Z tej wzruszającej opowieści wynika, że mamy dług wdzięczności do spłacenia wobec innych uchodźców. Jak Pan Profesor skomentuje aktualną sytuację w naszym kraju, którego rząd odmawia przyjęcia uchodźców z ogarniętej wojną Syrii”

Nie będę zamieszczał wyczerpującej i inteligentnej odpowiedzi Pana Profesora.

Ale poniżej podaję, co ja bym na to odpowiedział:  Zadający to pytanie jakby nie uświadomił sobie, że te dwie sytuacje miały ze sobą niewiele, albo wręcz nic wspólnego. Mianowicie:

- tam chodziło o setki, a tu chodzi o setki tysięcy ludzi.

- tam chodziło o osoby wdzięczne za uratowanie im życia i otrzymaną opiekę, a tu o przeszło milion ludzi z wybujałymi roszczeniami, twierdzących, że mają do tego prawo, bo do Europy zostali zaproszeni.

- tam chodziło o ludzi potrafiących się zorganizować pozytywnie, natomiast ci obecni, nie uznają prawa lokalnego.

- tam chodziło o osierocone, nieletnie wycieńczone i chore dzieci, a tu o dorosłych wypasionych „bykoli”, domagających się od Europejczyków „Money, money”. Wśród nich ukryta jest także pewna ilość terrorystów t.zw. państwa islamskiego.

W żadnym razie nie można porównywać tych dwóch sytuacji. Jestem przekonany, że aktualny rząd RP na pewno udzieliłby wszelakiej pomocy dla ratowania, gdyby tu chodziło, jak tam, o nieletnie i osierocone syryjskie dzieci. Sądzę, że także i syryjskie rodziny z dziećmi znalazłyby u nas niezbędną pomoc. Ale żaden odpowiedzialny rząd nie ma prawa wpuścić na swoje terytorium dorosłych potencjalnych terrorystów, zagrażających ludności kraju. Nie byłby wtedy rządem polskim, ale obcym.

 

Masz uwagi ? – Napisz

Powrót