Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia  Lata 2012-2016

 

[57] 2016.12.30   Wielka Pomyłka

Decyzja o próbie przemiany Europy w społeczeństwo wielokulturowe, jaką jednoosobowo podjęła Pani kanclerz Niemiec Angela Merkel – niech jej Allach wybaczy – poprzez zaproszenie szerokiego kręgu imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki, okazała się kompletną katastrofą i jej osobistą dotkliwą porażką polityczną. W najbliższych wyborach parlamentarnych błąd ten będzie zapewne kosztował ją także utratą zajmowanego dotychczas fotela kanclerskiego.

Próba przeprowadzenia tak szybkiej, radykalnej i na tak wielką skalę zmiany składu etnicznego społeczeństw krajów europejskich, była z góry skazana na niepowodzenie. Nie tylko dlatego, że zaproszeni goście nie przejawiali najmniejszej chęci do integracji z narodem gospodarza. Ich zachowanie było raczej wręcz przeciwnie. Ale także i dlatego, że wzniosłe hasła multikulti i poprawności politycznej nie były w tym przypadku oparte na solidnych fundamentach demokracji. Nie były poprzedzone ani konsultacją ze społeczeństwem, ani demokratycznym procesem formalności parlamentarnych.

Warto więc przypomnieć jeszcze raz tekst, który już w marcu 2010 roku umieściłem na łamach Radia Wnet na temat demokracji oraz poprawności politycznej:

oooOooo

Demokracją jest taki ład społeczny, w którym prawa stanowione są przez większość. Słowo to pochodzi z języka greckiego δημοκρατία – demokratia i oznacza „rządy ludu”. Składa się z wyrazów δῆμος – demos „lud” + κρατέω – krateo „rządzę”. Ponieważ w każdym społeczeństwie t. zw. „lud”, czyli ogół zwykłych, przeciętnych szarych obywateli stanowi jego podstawową większość, jest to więc ustrój polityczny, w którym realizuje się wola większości.

Przyjęło się uważać, że najbardziej popularną odmianą demokracji jest demokracja parlamentarna – ustrój, w którym grupy obywateli wybierają swych przedstawicieli. Są oni reprezentantami poglądów swych wyborców i następnie, poprzez głosowanie w parlamencie, przekładają wolę większości na obowiązujące prawo.

Jest to proste, logiczne, uczciwe i w miarę sprawiedliwe. Społeczeństwo, poprzez wybrany przez siebie parlament tworzy takie prawa, według jakich chce żyć większość jego obywateli. Demokracja jest ustrojem, w którym wszyscy są równi wobec prawa, dyktowanego przez większość.

A co z mniejszością? Jest oczywiste, że w demokratycznym ustroju tak długo, jak długo pozostaje ona mniejszością, musi się podporządkować. Musi zmieścić się w ramach, wyznaczonych jej przez większość. Dyktować swe prawa, realizować swą politykę i swą wizję stosunków społecznych będzie mogła dopiero wówczas, gdy stanie się większością. Jest to również proste, logiczne i naturalne. Nie oznacza to wcale, że w demokracji mniejszość miałaby być dyskryminowana. Oznacza to jedynie, że przysługują jej takie same prawa, co wszystkim. Nie mniejsze, ale i nie większe.

W tej sytuacji wyjątkowo nie na miejscu wydają mi się tendencje, nazywane enigmatycznie poprawnością polityczną, pojawiające się tu i ówdzie w kręgach administracyjnych krajów unijnych, żyjących wg zasad demokracji parlamentarnej. Polegają one bądź na dążeniu do ulegania, dla świętego spokoju, żądaniom hałaśliwej mniejszości, bądź wręcz na uniżonym wybieganiu naprzeciw ich domniemanym prawom.

Przykładów jest wiele. Ograniczę się do trzech:

- większość obywateli UE jest heteroseksualna. Nie znaczy to, że ludzie o innej orientacji seksualnej nie mają prawa żyć w Unii. Oznacza to jednakże, że ci ostatni nie mogą swej mniejszościowej orientacji demonstracyjnie manifestować publicznie i siać zgorszenia wśród większościowego, heteroseksualnego społeczeństwa. Administracje publiczne krajów UE, działające w imieniu większości swych społeczeństw, nie mają prawa udzielać zgody na Parady Równości, Parady gejów i lesbijek itp. publiczne demonstracje swej odmienności, gdyż obrażają one moralne uczucia większości. Jest to sprzeczne z wolą większości, a więc niedemokratyczne.

- przytłaczająca większość obywateli UE wywodzi się z tradycji chrześcijańskiej. Jest oczywiste, że ludzie innych wyznań też mogą mieszkać na terenie Unii, mieć równe prawa i kształcić swe dzieci w unijnych szkołach. Jest jednakże niedopuszczalne, by administracja unijna wymagała usunięcia krzyży, symboli kultu chrześcijańskiego ze szkól publicznych (a więc przeznaczonych dla potomków większości obywateli), w imię nie obrażania uczuć religijnych mniejszości. Mniejszość, mieszkająca na terenie opanowanym przez większość, musi zaakceptować kulturę i symbole które są istotne dla większości. Inaczej doszłoby do absurdalnej sytuacji w której większość winna by, dla poprawności politycznej i nie obrażania uczuć mniejszości, wyprzeć się swojej cywilizacji – wyburzyć zabytki, muzea i kościoły, nie grać muzyki Beethoven’a i zastąpić alfabet łaciński innym. Byłoby to zaprzeczeniem demokracji.

- od zarania wykształcenia się europejskiej, jeżeli nie nawet ogólnoświatowej cywilizacji, model rodziny składającej się z mężczyzny, kobiety i ich dzieci, był podstawą powstających społeczeństw. Model taki wytworzył się z powodów całkowicie naturalnych: ze wszystkich możliwych, jest on najbardziej bezpieczny, gwarantujący maksymalne szanse przeżycia potomstwa. A jest to potrzebne dla osiągnięcia nadrzędnego celu, jakim jest przetrwanie rodziny, narodu, a więc i ludzkości w otaczającym ją ziemskim środowisku. Te społeczeństwa, które dopuszczają do naruszenia bezpiecznego modelu rodziny, sabotują same siebie. Nie będą w stanie zapewnić warunków niezbędnych dla swej obrony. Z powodu braku instynktu samozachowawczego, mogą doprowadzić do spadku liczebności swej populacji. Ryzykują, że zostaną zlikwidowane przez przybyszy bardziej liczebnych, a wiec silniejszych.

Wydając takie zarządzenia jakie zostały wydane, między innymi w trzech wyżej opisanych sprawach, administracje krajów unijnych popełniają oczywiste nadużycie władzy. Są przecież doskonale świadome zarówno stanowiska większości swych społeczeństw, jak i ich podstawowych interesów. Już w pokoju augsburskim z 1555 roku zapisano zasadę: CUIUS REGIO, EIUS RELIGIO. Regułę tę, nie tylko w sferze religijnej ale głównie politycznej, stosowały konsekwentnie mocarstwa zachodnie wobec rządu bolszewickiego od czasu jego umocnienia się, aż do upadku. Dlatego obecna moda na poprawność polityczną nosi znamiona koniunkturalnego, tchórzliwego wycofania się z uprzednio stosowanej filozofii.

Natomiast bierna, nie protestująca większość popełnia ewidentną polityczną niepoprawność. Polega ona na braku określenia i przestrzegania nieprzekraczalnej granicy, miejsca w którym stanowczo powiedzieć trzeba „non possumus” próbom naruszania swej obyczajowości, swym prawom i swej cywilizacji. Postawa taka jest wyrazem słabości i dekadencji, przejawem wyparcia się własnej kultury i wyrażenia akceptacji dla jej upadku. Większość ma bowiem nie tylko prawo narzucania swego ładu, ale także i zadanie jego egzekwowania. Troska o utrzymanie tradycji jest takim samym obowiązkiem wobec swej cywilizacji, jak troska o chleb codzienny jest powinnością wobec swej rodziny. Kto ustępuje, ten jest skazany na nieuchronną zagładę. Jego miejsce zajmuje z reguły ten, kto jest bardziej przebojowy, a hamulców wobec nie swojej kultury nie ma żadnych.

Proroczą wizję tragicznego finału cywilizacji i kultury kraju, który w imię political correctness zaniechał obrony swej własnej tożsamości, opisał francuski pisarz Jean Raspail we wstrząsającej powieści Obóz Świętych[1]. Wszystkim zwolennikom politycznej poprawności gorąco polecam tę lekturę.

 

Masz uwagi ? – Napisz

 

Powrót

 



[1] Jean Raspail, Le Camp des Saints, wyd. francuskie Robert Laffont, 1973. Wyd. polskie Obóz Świętych, Klub Książki Katolickiej, 2005.