Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia Lata 2012-2016

 

[45] 2015.01.10   Zamorskie kolonie

Po każdej wiadomości medialnej o awanturze stadionowej, chuligańskiej rozróbce podczas Marszu Niepodległości 11 listopada, wynaturzeniach na Paradzie Wolności, połamanych nosach uczestników ustawki kiboli po meczu, poniszczonych autach po nocnym wyścigu samochodowym na ulicach śpiącego miasta, alkoholowej awanturze hardego (p)osła w barze lub samolocie, wybryku rozhukanego, pełnokrwistego i dobrze odżywionego, wychuchanego przez zapracowanych rodziców młodzieńca, kopiącego dla zabawy staruszka na ulicy (daruję już Czytelnikowi wyliczanie dalszych możliwych młodzieżowych wynaturzeń)… mam zawsze ten sam koszmar senny:

Śni mi się wielka sala, a w niej dostojne grono dystyngowanych panów w białych koszulach i sztywnych kołnierzykach, siedzących przy długim stole. To zapewne sala posiedzeń Ligi Narodów w Genewie, bo za oknem widać wyraźnie wielkie jezioro, a na powiewającej nad nim szwajcarskiej fladze widnieje napis „Lac Léman”. Na staroświeckim zegarze wiszącym za plecami Przewodniczącego, widnieje cyfrowy (nie wiadomo dlaczego?) napis „1920”. Jest to więc zapewne jedno z tych posiedzeń Ligi Narodów w 1920 roku, na których dokonywano podziału poniemieckich posiadłości kolonialnych pomiędzy zwycięskie kraje. Na stole rozłożona jest olbrzymia mapa świata, a na niej widnieją tu i ówdzie czarne kartoniki o różnych kształtach i wielkości, symbolizujące terytoria odebranych Niemcom terenów w Azji, Afryce i Oceanii. Odbywa się losowanie. Rasowe, wypielęgnowane ręce wyciągają się chciwie po czarne kawałki i przyciągają je do siebie zręcznym chwytem z trudem maskowaną satysfakcją. Widzę, jak stosy kartoników rosną przed delegatami, mającymi na plecach wypisane stylizowanymi literami nazwy: Francja, Wielka Brytania, Japonia, Belgia i Portugalia. Szukam gorączkowo oczami delegata, który miałby na plecach napis „Polska”. W końcu znajduję go, siedzącego smętnie na samym końcu długiego stołu. Nie ma przed nim ani jednego kartonika. Widzę w końcu, jak po kolejnym losowaniu, zrywa się on wreszcie nagle z ożywieniem i z wyciągniętą ręką podbiega do mapy po odbiór swojego kawałka… I w tym momencie budzę się zlany zimnym potem. Wiem przecież, że niczego nie dostał!

Ale do Ligi Narodów mam w dalszym ciągu wielki żal o to.

Brak kawałka buszu, spalonej słońcem pustyni, skalistej bezludnej wyspy lub innego skrawka dalekiej bezużytecznej ziemi uczynił z Polski kraj takim, jakim jest on aktualnie: bezsilnym wobec kryminalistów, osobników łamiących prawo w sposób bezczelny i notoryczny.

Czym mogłaby być Polska, mając choćby mały skrawek Sahary?

Mogłaby łatwo stać się taką potęgą, jaką stała się Anglia, wyrzuciwszy dużo wcześniej bezlitośnie od siebie do Australii balast bezużytecznych, a wielce kosztownych niebezpiecznych kryminalistów.

Nasza krewka młodzież dysponuje niespożytym potencjałem energii. Zamiast wyżywać się bezużytecznie w kraju w licznych rozróbkach, mogłaby z pożytkiem dla całej ludzkości dokonać wielkich dzieł: nawodnić Saharę, osuszyć wielkie mokradła Amazonii, zagospodarować Arktykę lub Antarktydę, przekopać jakiś kanał żeglugowy lub dokonać innego dzieła, pożytecznego w skali całego świata.

Potrzeba tylko stworzyć im do tego możliwość…

Dlatego proponuję, aby rząd nasz wystąpił do ONZ, aby Organizacja ta naprawiła błąd swej poprzedniczki, Ligi Narodów, i przydzieliła Polsce choć jakąś niewielką kolonię, malutką wyspę podobną na przykład do Diabelskiej Wyspy - jednego z najokrutniejszych więzień na świecie, wybudowanego na jednej z wysp archipelagu Francuskiej Gujany, funkcjonującego z pełną korzyścią dla porządku we Francji Metropolitalnej do 1946 roku.

Moglibyśmy tam wysyłać, w majestacie prawa i ku powszechnej uldze, naszych rodzimych wichrzycieli. Byłoby to doskonałe miejsce także dla różnej maści fanatycznych terrorystów, jacy niewątpliwie pojawią się również (oby jak najpóźniej) i u nas.

 

Komentarze

Jacek Pruszyński

Francja - żeby daleko nie szukać - Szanowny Panie, miała zamorskie kolonie - a teraz ma przybyszów z tych zamorskich kolonii. A Polacy mają jeden więcej powód do dumy - że nie rabowali, mordowali i uciskali innych ludzi napadając ich kraj i rabując ich ziemie pod pretekstem - bo niesiemy wam demokrację, - bo mamy misję kulturową, albo - bo tam mieszka nasza mniejszość.

Jacek Pruszyński 10.01.2015, 19:31

Wacław Mauberg

Miałby Sz. Pan oczywiście rację, gdyby w moim tekście nie było wyraźnej mowy o "skalistej bezludnej wyspie" oraz o "Saharze" (która to z natury rzeczy też jest raczej bezpłodna i bezludna). Nawet nie przyszło mi do głowy, aby proponować odbieranie cudzego, zaludnionego kraju w celu eksploatacji jego bogactw naturalnych oraz jego ubogiej i zacofanej ludności. Wręcz odwrotnie, wyobrażałem sobie, że to nasi pełni wigoru młodzi osiedleńcy, dzięki swej ochoczej pracy resocjalizacyjnej, ożywią ten bezludny skrawek i uczynią z niego oazę wszelkiej pomyślności, promieniującej dobrobytem na otoczenie. Odnoszę wrażenie, że tekst mój wziął Sz. Pan zbyt dosłownie i nie zauważył Pan jakby tego ziarnka bajki i ironii, w nim zawartej?

Wacław Mauberg 11.01.2015, 17:00

Jacek Pruszyński

Zauważyłem, zwłaszcza ten cytat : "Mogłaby łatwo stać się taką potęgą, jaką stała się Anglia, wyrzuciwszy dużo wcześniej bezlitośnie od siebie do Australii balast bezużytecznych, a wielce kosztownych niebezpiecznych kryminalistów". Anglia stała się potęgą, imperium nad którym nigdy nie zachodziło słonce, itp. Tyle że kryminalistów nigdzie nie wysyłała... wieszała ich na miejscu po bardzo krótkim procesie, a do Australii jechali biedacy skazani na pobyt w zamorskich koloniach za kradzież np. bochenka chleba... co pozwoliło jednemu z rektorów Oxfordu na uwagę, że gdyby to prawo stosować w obecnych czasach, to sądząc po ilości kradzionych z Oxfordzkiej biblioteki książek, spędzając wakacje w Australii spotykał by tam połowę swoich obecnych studentów i 3/4 kadry wykładowców. Ta sama Anglia stworzyła w tym czasie w Afryce Południowej pierwsze obozy koncentracyjne dla podbitej ludności burskiej doprowadzając do śmierci z głodu i chorób znaczną część populacji tego kraju. Reasumując - sądzę że z pewnych rzeczy nie należy żartować, np. z tego że Polacy mieli powód do dumy z powodu rezygnacji z zamorskich kolonii. Zwłaszcza, że najbliższy "bezludny" teren znaleźć można najprawdopodobniej na Księżycu.

Jacek Pruszyński 11.01.2015, 17:49

Wacław Mauberg

No właśnie... Poruszony przez Sz. Pana temat kolonii (rozumiem, że polskiej) na Księżycu jest wręcz proroczy i nie tak bardzo abstrakcyjny, jak by się komuś mogło wydawać na pierwszy rzut oka i ucha. Wystarczy poczytać spekulacje kosmologów-futurystów na temat przyszłości ludzkości na przeludnionej Ziemi. Istnieje również hipoteza (też nie pozbawiona podstaw empirycznych), że obecne (zdawałoby się irracjonalne) ruchy agresywne, mówiąc ogólnie, dużych różnych ludzkich grup kulturowych, narodowościowych i cywilizacyjnych, są pierwszymi przejawami tego przeludnienia. Ludziom robi się po prostu za ciasno na Ziemi, zaczynają sobie nawzajem przeszkadzać i się nie tolerować. Coś w tym jest...

Wacław Mauberg 13.01.2015, 12:55

 

Masz uwagi ? – Napisz

 

Powrót