Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia > Lata 2010-2011

 

[33] 2011.07.28   Wulgaryzmy

Skąd się wzięły w polskim języku te wszechobecne koszmarne wulgaryzmy, które walą człowieka obuchem we wrażliwe uszy wszędzie i na każdym kroku? Nie tylko na ulicy, w tramwaju czy autobusie, ale i w t. zw. „przybytkach kultury” – kinie, teatrze, a nade wszystko w TVP.

Wyjaśnienie pierwsze [oczywiste] – biorą się one z przyzwolenia społecznego, czyli z braku powszechnego potępienia.

Skąd pochodzi przyzwolenie? Przede wszystkim z góry, czyli z Ministerstwa Kultury które, wraz z mediami, wręcz uczestniczy w przyzwalaniu, zamiast być mecenasem kultury przez duże „K”, kultury wyłącznie wysokiego lotu.

Nie lejmy krokodylich łez i nie zwalajmy winy na zagranicę – że to przyszło od nich, wraz z zalewem kultury świata zachodniego. Od nich przychodzą zarówno wzorce negatywne, jak i pozytywne. Dlaczego więc przejmujemy wyłącznie te negatywne? Nie udawajmy niewiniątek – winni jesteśmy my sami. Przede wszystkim ci najbardziej światli i stojący na świeczniku, potem rodzice, następnie wychowawcy, ale również i kręgi kulturotwórcze.

Jest i drugie wyjaśnienie tego zjawiska [polityczne] – powodem rozprzestrzeniania wulgaryzmów jest brak demokracji w naszym kraju. Brak ów polega na tym, że sprzecznie z definicją demokracji – państwo nie realizuje woli większości. Miażdżąca większość chce wszak mówić po polsku, a wulgaryzmy nie są częścią składową mowy polskiej. Demokratyczne państwo ma obowiązek stosować się do woli większości swych obywateli.

Wzywam więc do demokracji. Do powszechnego odchwaszczania. Do bezwzględnego wykorzeniania wulgarnych wyrażeń i do walki o czystość języka, który odziedziczyliśmy po naszych przodkach. Mamy nie tylko obowiązek rozwijać go, ale także przekazać go następnemu pokoleniu bez fekaliów.

 

Masz uwagi – Napisz

 

Komentarze

Krzysztof Rumiński

Ze wszech miar popieram dążenie Pana do odchwaszczania języka. Ale: Zwrot "rżnąć głupa", po pierwsze nie jest autorstwa żadnego rzecznika. Jego autorem jest Janusz Korwin Mikke. Po drugie, trudno go uznać za klasyczny wulgaryzm. Raczej jest to określenie potoczne. Faktycznie niezbyt parlamentarne. Ale chyba (?) nieodwracalny jest nieco swobodniejszy (co do stylu, nie co do doboru fekaliów, zamiast słów) sposób wyrażania się. W każdym razie proszę mnie zapisać, jako sojusznika. Czy oprócz szlachetnego apelu, ma Pan jakieś pomysły?

Krzysztof Rumiński 28.07.2011, 19:56

Wacław Mauberg

Oczywiście ma Pan rację. Słowa te wypowiedział JKM. Przypisałem je komu innemu i dlatego zacytowałem błędnie jako zły przykład idący z góry. Już to poprawiłem w tekście. Jeśli chodzi o pomysły, to trudno wymyślić coś innego poza apelem, własnym przykładem i jak najszerszym propagowaniem wśród otoczenia. Nie spodziewam się ani akcji władz w tej sprawie, ani żadnych spektakularnych sukcesów. Ale sam fakt, że znalazł się czytelnik tego wpisu który zareagował (mam tu na myśli Pana), pozwala mi na pewien umiarkowany optymizm. Dziękuję za poparcie.

Wacław Mauberg 28.07.2011, 21:10

 

Powrót