Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia > Lata 2010-2011

 

[32] 2011.06.05   Polemika z monetaryzmem

Milton Friedman (1912-2006), profesor Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu w Chicago, twórca monetaryzmu, laureat Nagrody Nobla, guru pokolenia absolwentów „szkoły chicagowskiej” – ekonomistów wykształconych w tej uczelni w drugiej połowie XX wieku, doradca ekonomiczny dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych oraz wielu rządów krajów pogrążonych w hiperinflacji, był autorem neoliberalnej doktryny szoku ekonomicznego. Polegała ona, w wielkim skrócie, na nagłym zadekretowaniu radykalnego pakietu nowych praw rządzących sferą społeczną i gospodarczą, mających nadać absolutny prymat wolnemu rynkowi, umożliwić nieograniczony przepływ kapitału, spowodować deregulację cen, zniesienie barier celnych oraz maksymalnie ograniczyć ingerencję państwa w wolną grę ekonomiczną, zminimalizować administrację i wymusić rezygnację państwa z nierentownych mecenatów takich, jak szkolnictwo, opieka socjalna, służba zdrowia, nauka, kultura i sztuka.

Wprowadzenie w życie doktryny szkoły chicagowskiej oparte było na twierdzeniu, że przegłosowanie tego rodzaju szokowego pakietu ustaw przez parlament danego kraju może odbyć się jedynie w warunkach zaistnienia wielkiego kryzysu i potrzeby radykalnych działań, np. wojny domowej, załamania gospodarczego grożącego upadkiem państwa, galopującej inflacji lub ogłoszenia stanu wyjątkowego. Tylko pod presją sytuacji kryzysowej demokratyczny parlament jest w stanie uchwalić pakiet ustaw, w oczywisty sposób powodujący ograniczenie (w domyśle doraźne) poziomu życia, lecz dający nadzieję (w przyszłości) na uzdrowienie gospodarki. Dlatego pierwsze swe zastosowanie doktryna ta znalazła w krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie upadające junty wojskowe spostrzegły w niej szanse dla swego przetrwania.

Istota stworzonej przez Friedmana filozofii polegała na tym, aby w warunkach wolnej konkurencji, zaistniałej dzięki wprowadzeniu pakietu praw neoliberalnych, doprowadzić do atomizacji społeczeństwa – każda jednostka miałaby być całkowicie wolna i miałaby móc podjąć wolną grę rynkową dla osiągnięcia swego indywidualnego, maksymalnego zysku. Była skierowana głównie do robotników i chłopów, którzy dzięki niej mieli stać się „indywidualnymi graczami ekonomicznymi”, na równych prawach z dużymi podmiotami gospodarczymi i w ten sposób dźwigać gospodarkę. Została zaadresowana jako radykalna terapia dla krajów zadłużonych, słabo rozwiniętych, cierpiących na duże bezrobocie, pogrążonych w błędnym kole hiperinflacji z której ich rządy nie mogły się wydostać. Skorzystały z niej Indonezja, większość państw latynoskich, a pod koniec XX wieku, dla zainicjowania rozwoju gospodarczego, również upadające gospodarki europejskich krajów postkomunistycznych, także Chiny i Rosja, potem RPA, a następnie ogarnięte kryzysem poprzez sprowokowaną celowo nagłą ucieczkę zachodnich kapitałów kraje azjatyckie, dotychczasowe „azjatyckie tygrysy”. Aktualnie stosowana jest w Iraku – mimo protestu społeczeństwa i z widocznym dla całego świata skutkiem.

Gospodarka monetarna kryzysowego rynku Miltona Friedmana uważana była przez jej wyznawców za absolutnie pewne panaceum na wszelkie problemy gospodarcze. Miała stanowić punkt zwrotny, po którym, ze 100%-wą pewnością, nastąpi niekończący się okres prosperity.

Tak się jednak nie działo. W krajach w których ją zastosowano okazało się, że mimo opanowania inflacji, gospodarka nie wystartowała już potem w sposób zasadniczy, a stopa bezrobocia zwiększyła się znacząco w stosunku do tej z okresu hiperinflacji. Nastąpiło także wyraźne rozwarstwienie się społeczeństwa. Zwiększyła się ilość ludności żyjącej poniżej minimum socjalnego oraz zwiększyła ilość multimilionerów. Większość majątku narodowego została zgrupowana w nielicznych środowiskach oligarchii lub korporacji międzynarodowych.

Dlaczego zawiodło owe 100 %-we przekonanie Miltona Friedmana i jego zwolenników o absolutnej racji ich modelu ekonomicznego? 

W tym miejscu pojawia się skojarzenie ze Starym Żydem z Podkarpacia, dla którego „już 75 procent racji jest bardzo podejrzane, a taki co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak”. Wszelkie teorie, uważające się za prawdę absolutną, są już z góry podejrzane.

Zdławienie inflacji w krajach które wprowadziły zasady gospodarki monetarnej według Miltona Friedmana zawdzięczano w większej mierze pożyczkom z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego oraz umorzeniu części długów przez wierzycieli, niż rozruchowi ich własnych gospodarek. Ich rynki krajowe zostały bowiem w międzyczasie opanowane przez tanią produkcję zagraniczną, z którą lokalni producenci nie mieli szans konkurować. Drapieżny neoliberalizm zbierał żniwo, gdy zagraniczni inwestorzy, przybyli z kapitałem, dzięki zniesieniu barier, wywozili zyski bez ograniczeń.

Błąd założycielski szkoły chicagowskiej Miltona Friedmana, którego nie zauważyli jego twórcy (a może nie chcieli zauważyć) polegał mym zdaniem na założeniu, iż gospodarka kraju po wprowadzeniu jej zasad stanowić będzie sumę wszystkich składowych gospodarek cząstkowych: „gospodarek jednostkowych” – prowadzonych przez obywateli indywidualnych i „gospodarek przemysłowych” – prowadzonych przez podmioty gospodarcze. Innymi słowy mówiąc Friedman twierdził, że kraj jest jednym wielkim przedsiębiorstwem gospodarczym (które, aby nie popaść w długi, musi składać się wyłącznie z elementów przynoszących zysk).

Tymczasem w rzeczywistości kraj jest czymś o wiele bardziej skomplikowanym, niż przedsiębiorstwo. Kraj ojczysty jest przede wszystkim cywilizacyjną grupą ludzi o wspólnej wielowiekowej tradycji, której nie można ani wymazać, ani zmienić szokowo na inną. Jest także swego rodzaju Zakładem Opiekuńczym, troskliwym zrzeszeniem obywateli, którzy chroniąc się pod jego parasolem, jednoczą się dla swego wspólnego dobra tworząc organizm, którego nadrzędnym celem jest materialna ochrona zarówno ich samych, jak i cywilizacji, którą stworzyli. W tym celu dobrowolnie oddają część swych wolności osobistych na rzecz ogółu, a także część swych zarobków w postaci podatku oddają państwu dla finansowania funkcji opiekuńczych. Funkcje te z założenia nie mogą przynosić dochodu. Ze swymi przywódcami, wybranymi w demokratycznym głosowaniu, zawierają natomiast kontrakt o pracę, polegającą na profesjonalnym administrowaniu całością dla zaspokojenia potrzeb i ochrony wszystkich obywateli. Bogatych i biednych. Silnych i słabych. Młodych i starych. Zdrowych i chorych. Pracujących i niepracujących. Wytwarzających przedmioty posiadające wartość materialną jak i myślicieli, twórców dóbr niematerialnych, których wartości nie można wyrazić przy pomocy pojęć monetarnych.

Ojczyzna nie jest przedsiębiorstwem ekonomicznym. Ojczyzna jest wspólnym dobrem społecznym, którego utrzymanie kosztuje. Ale ojczyzna też wymaga, aby jej administracja była sprawna i nie trwoniła powierzonych środków.

Dla tych powodów w gospodarce narodowej, poza przedsiębiorstwami dającymi zysk, muszą istnieć również sektory dotowane, nie przynoszące dochodu. Ich najkrótsza lista składa się co najmniej z siedmiu pozycji: obrona narodowa, utrzymanie porządku, sądownictwo, szkolnictwo, służba zdrowia, służby ratownicze i badania naukowe. W rzeczywistości jest ich znacznie więcej. Czy jest możliwe aby Straż Pożarna, GOPR, WOPR, Pogotowie Ratunkowe czy Straż Leśna przynosiły dochód? Koszty utrzymania tych służb ponosi społeczeństwo, przeznaczając na ten wspólny cel środki pochodzące z podatków.

Są to oczywiste powody, dla których nie może być mowy o działaniach takich, jak komercjalizacja szpitali, oszczędności w finansowaniu policji, sądownictwa, szkolnictwa czy naukowych badań podstawowych. Wprawdzie terapia szkoły chicagowskiej pomaga opanować inflację, lecz odbywa się to kosztem ochrony szerokich, najuboższych kręgów społeczeństwa. Są to powody, dla których ta modna i chwytliwa teoria ekonomiczna nie sprawdziła się w realnym życiu społeczeństw. Spowodowała, że dotychczasowi biedni stali się jeszcze bardziej ubodzy a nieliczni bogacze – jeszcze bardziej bogaci.

Powyższe rozważania i przedstawione fakty nie stanowią żadnej tajemnicy. Liczne fachowe publikacje naukowe omawiają ten problem szczegółowo, na sympozjach ekonomicznych i zjazdach na temat globalizacji gospodarki mówi się o tym otwarcie. Może jedynie szerszy ogół nie jest poinformowany o szczegółach. Ale świat ekonomistów i polityków wie doskonale, jakie są społeczne skutki wprowadzenia friedmanowskiej doktryny szoku. Amerykański raport Executive Excess 2006 podaje, że w 1980 r. prezesi [amerykańskich] korporacji zarabiali 43 razy tyle, ile pracownicy. W 2005 roku było to już 411 razy więcej. We wszystkich krajach gdzie została zastosowania doktryna kapitalizmu kataklizmowego, wywołała jedynie wzrost bezrobocia, przechwycenie majątku narodowego upadających reżimów przez kapitał zagraniczny (rzadziej własny), zapaść opieki socjalnej państwa nad obywatelami i zanik mecenatów.

Nie rozumiem więc, dla czyjego dobra czyni się w Polsce te wszystkie wysiłki dla forsowania komercjalizacji – nie tylko Służby Zdrowia.

Masz uwagi – Napisz

 

Powrót