Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia > Lata 2010-2011

 

[15] 2010.08.06   Tęsknota

Władza w Polsce bywała przeważnie słaba. Chyba jedynie Bolesław Chrobry i Kazimierz Wielki korzystali z pełni władzy i mogli swobodnie realizować swe wizje dla dobra królestwa. Dwaj inni skuteczni władcy – Władysław Jagiełło i Stefan Batory mogli dużo dokonać, gdyż mieli pełnię poparcia swych poddanych. Jan III Sobieski był wprawdzie wielkim zwycięzcą pod Wiedniem, ale na niwie krajowej nie mógł zbyt wiele osiągnąć, ograniczony w działaniu niepohamowaną szlachecką „złotą wolnością”.

Czy słabość władzy jest naszym przekleństwem? Dlaczego władza w Polsce nie ma poparcia narodu? Dlaczego władza kłamie tak nagminnie? Dlaczego społeczeństwo anarchizuje, nie szanuje władzy i jej nie ufa? Dlaczego władza jest tak krucha, że nie ośmiela się wprowadzić radykalnych reform? Myślę, że obie strony są tu jednakowo winne, choć jest oczywiste, że wina jest zawsze większa po stronie tego, który jest bardziej świadomy.

Słabość władzy, nieufność społeczeństwa do niej i jego skłonność do anarchii ma w Polsce wielowiekowe korzenie. Ma też niewątpliwy związek z ingerencją mocarstw obcych w nasze sprawy. Zaczęła się wraz z I rozbiorem, potwierdziła trybem w jaki wstąpił na tron ostatni polski król Stanisław II August Poniatowski, trwała przez cały okres trzech rozbiorów z krótką przerwą dwudziestolecia międzywojennego, a została ponownie utwierdzona w czasie niemieckiej okupacji i 40 lat satelickiego PRL-u.

Normalizacja tych, od wieków chorych stosunków na linii społeczeństwo – władza będzie wymagała kilku pokoleń, żyjących w stabilizacji i pewności jutra…

Władza w Polsce po Solidarnościowej transformacji ustrojowej w 1989 roku, mimo fali szalonego entuzjazmu na której wyrosła, była nie tylko słaba, ale i nieudolna. Nie potrafiła wykorzystać szansy, jaką stworzyła jej Historia. Nie potrafiła zdobyć trwałego zaufania społecznego.

Jedyną silną indywidualnością w porozbiorowym okresie historii Polski jawi się Józef Piłsudski. Był niekwestionowanym patriotą. Jego postępowaniem kierowało dobro  Polski, a nie chęć uzyskania korzyści osobistych.

Stąd moja tęsknota.

Tęsknota za pojawieniem się na naszej arenie politycznej jednostki charyzmatycznej, silnej, patriotycznej, z odpowiednim wykształceniem i wielopokoleniową tradycją narodową. Jednostki, która skupiłaby wokół siebie grono jej podobnych i objęła stery kraju. Polacy, naród kierujący się bardziej uczuciami i emocjami niż kartezjańską logiką, takiej postaci potrzebują jak powietrza.

Wiem, że jest to nierealna mrzonka. Taką osobą Polska nie dysponuje. Niestety.

I tu chyba leży sedno sprawy.

 

Masz uwagi – Napisz

Powrót