Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia > Lata 2010-2011

 

[14] 2010.07.10   Przesadne (nie?) porządki na Saskiej Kępie

Mnożą się ostatnio przypadki takich inicjatyw samorządów lokalnych, które można by zaliczyć do klasycznych przykładów braku myślenia o interesie obywateli.

Wiele samorządów, w tym i warszawskich dzielnic, w trosce o nadmierny porządek na swym terenie, podejmuje radykalne uchwały w celu doprowadzenia do klinicznie czystego wyglądu miejskich ulic i trotuarów. Likwidują bezlitośnie drobny handel warzywami i owocami sprzedawanymi na ulicy bezpośrednio przez rolników. Nie biorą pod uwagę faktu, że handel taki odbywa się z ewidentną korzyścią dla obywateli, w imieniu których rządzą.

Towar kupowany od rolnika jest przeważnie bardziej świeży, tańszy, produkowany w naturalnych warunkach i zdrowszy niż ten w sklepie. Dalsza, społeczna korzyść spotyka również i sprzedającego: towar dociera bezpośrednio do klienta, bez marży pośrednika.

Na stęsknioną myśl przychodzą paryscy sprzedawcy trotuarowi a także malownicze, po południu likwidowane stragany ze stosami owoców, warzyw i wszelakich płodów rolnych. Ojcom Paryża jakoś to nie przeszkadza. Nic zresztą dziwnego – Francuzi są narodem kupieckim, doceniającym możliwość taniego zakupu i doceniającym jego znaczenie dla konsumenta.

W Warszawie jest inaczej.

Dla mieszkańców Saskiej Kępy szczególnie dotkliwym stało się ostatnio usiłowanie zlikwidowania punktów drobnej sprzedaży w niedzielę, w małym zaułku przed kościołem przy ul. Nobla. Tego rodzaju zakupy są wyjątkowo korzystne dla osób starszych wiekiem, słabych fizycznie emerytów, dla których niedzielne wyjście do kościoła jest często jedynym w tygodniu. Okoliczność łatwego zakupu na miejscu po wyjściu ze mszy wszystkim stwarza możliwość taniego zaopatrzenia. Rolnikowi z kolei opłaca się poświęcić swój wolny czas na podróż do miejsca, gdzie tworzą się skupiska niedzielnych klientów.

Do obowiązków ludzi obarczonych mandatem społecznego zaufania należy, między innymi, także poszukiwanie rozsądnego kompromisu. W tym przypadku - pomiędzy troską o porządek, a potrzebami obywateli.

Dlaczego więc radni, wybrani w powszechnych wyborach samorządowych dla reprezentowania interesu swych wyborców, podejmują uchwały sprzeczne z nim? Dlaczego przedkładają pseudo porządek nad dobrem mieszkańców? Czyżby nie chcieli zapisać się we wdzięcznej pamięci elektoratu, zwłaszcza wobec zbliżających się wyborów samorządowych?

 

Masz uwagi – Napisz

 

 

Komentarze

Ewa Wiktoria Redel

Też razi mnie ta nadmierna "troska". Wolę, żeby było brzydziej lub mniej nowocześnie ;))), ale praktycznie i żeby ludzie mogli zarobić na życie.

Radni czują się bezkarni, bo ludzie nie pamiętają, co komu zawdzięczają. Nie maja czasu śledzić polityki.

 A paliki, którymi poszatkowane jest całe miasto? Jest coraz mniej miejsca do parkowania, ale za to "porządek" i mandaty.

Dużo jest takich przykładów

Ewa Wiktoria Redel 10.07.2010, 18:23

 

Powrót