Strona główna > Felietony, Eseje, Przemyślenia > Lata 2010-2011

 

[2] 2010.03.16             Wiedza - Wiara

U zarania dziejów ludzkości, gdy człowiek nauczył się już zaspakajać swe podstawowe potrzeby bytowe służące przeżyciu, a jego iloraz inteligencji osiągnął taki poziom, że zaczął zastanawiać się nad otaczającym go światem, stało się dla niego oczywistym, iż Ziemia jest płaska. Potwierdzały to wszystkie, wielorakie i powtarzalne, naoczne doświadczenia zbierane podczas penetracji okolicznych terenów i wszystkie znane im fakty. Wszak idąc naprzód w dowolnym kierunku, znajdowali ciągle tę samą nieskończoną płaską lub pagórkowatą przestrzeń pokrytą lasami, poprzecinaną od czasu do czasu rzekami i pasmami górskimi, a zakończoną morzem. Dalej już była tylko groźna głęboka słona woda. Byli przekonani, że są w posiadaniu pełni wiedzy na temat ich świata: ma on kształt wielkiego, płaskiego talerza o postrzępionych morskich brzegach, na którego krawędzi, za morskim horyzontem, znajduje się niezgłębiona przepaść. Lokalizowano w niej zwykle otchłań piekielną.

Tylko bardzo nieliczni nie byli tego tak całkowicie pewni i wbrew wszelkiej oczywistości wierzyli, że Ziemia nie jest płaska, a piekło jest gdzie indziej. Nie potrafili jednak swej wiary poprzeć żadnymi dowodami. Z czasem, gdy ludzkość nauczyła się żeglować, podbiła morskie przestrzenie, a żeglarze zauważyli krzywiznę horyzontu i stwierdzili że Ziemia jest wypukła, myśliciele doszli do wniosku, że musi być kulista. Nie tylko kulista, ale musi także obracać się wokół własnej osi – wbrew miażdżącym, zdawałoby się, argumentom niedowiarków którzy twierdzili, że: „gdyby ona była kulista, to przecież ludzie na antypodach pospadaliby w przestrzeń głową w dół a gdyby się kręciła, to wszyscy by dostali zawrotu głowy”.

W ten sposób zdobyta przez ludzkość WIEDZA potwierdziła intuicyjną WIARĘ w to, co uważane było dotąd za niemożliwe, bo sprzeczne z całą uprzednią wiedzą doświadczalną. To daje do myślenia ...

Dużo później, żyjący w II wieku naszej ery grecki filozof Klaudiusz Ptolemeusz i wielu przedstawicieli następnych pokoleń dałoby sobie uciąć rękę w obronie twierdzenia, że to Słońce obraca się wokół Ziemi. System geocentryczny był przecież tak oczywisty. Ziemia musiała być centrum świata. Cała ludzkość obserwowała wszak co dzień na własne oczy wędrówkę Słońca dookoła Ziemi. Na nocnym niebie robiły to samo także i inne ciała niebieskie.

Kto twierdził inaczej, był uznawany za bezrozumnego szaleńca. Ci niespełna rozumu ludzie wierzyli w coś zupełnie przeciwnego – że to Ziemia obraca się dookoła Słońca. Ich wiara była tak bulwersująca i sprzeczna z logiką, że byli uznawani za bezbożnych heretyków, a ich przekonania tępione z całą surowością. Dopiero wiedza, zdobyta w XVI wieku spowodowała przełom. Obserwacje ruchu ciał niebieskich Mikołaja Kopernika potwierdzone przez Galileusza (stanął za to przed Trybunałem Rzymskiej Inkwizycji, a jego dzieła, których zmuszony był się wyprzeć, wpisane zostały na indeks ksiąg zakazanych) oraz późniejsze obliczenia orbit planet dokonane dzięki odkrytej przez Izaaka Newtona w XVII wieku teorii grawitacji pozwoliły zrozumieć, że wiara szaleńców była słuszna. Że w rzeczywistości to mikroskopijna Ziemia kręci się wokół gigantycznego Słońca. System geocentryczny, będący przejawem ludzkiej ignorancji i megalomanii okazał się błędny, a irracjonalna wydawałoby się, wiara w system heliocentryczny znalazła potwierdzenie naukowe.

Zdobyta przez ludzkość następna porcja WIEDZY znów potwierdziła WIARĘ w to, co uważane było do tej pory za niemożliwe, bo sprzeczne z całą dotychczasową obserwowalną, i jak się okazało, złudną wiedzą. To znów daje do myślenia ...

Starożytni filozofowie, zastanawiając się nad granicą podzielności materii, doszli do wniosku, że musi istnieć najmniejsza, niepodzielna już dalej cząstka materii. Grecki myśliciel i podróżnik, Demokryt, z Abdery nazwał ją atomem (ἄτομος - atomos: „niepodzielny”) i twierdził, że atomy są niepodzielnymi, sztywnymi i pozbawionymi struktury wewnętrznej kulkami. Był przekonany, że posiadał pełnię wiedzy na ten temat. Wiedza ta dyktowała mu logiczny wniosek, że inaczej być nie może.

Byli jednakże kontestatorzy, którym przeczucie mówiło, że jednak jest inaczej. Ci szaleńcy wierzyli w utopię, w coś zupełnie niepojętego – że atom jest podzielny i składa się z jeszcze mniejszych elementów. Nie potrafili tego jednakże w żaden sposób udowodnić. Trzeba było czekać aż do XIX wieku, kiedy dzięki odkrytej przez Henri Becquerel’a promieniotwórczości i dalszym badaniom tego zjawiska prowadzonym między innymi przez Marię Curie-Skłodowską, kontynuowanym następnie przez całą plejadę różnych innych naukowców okazało się, że intuicyjna wiara owych szaleńców była słuszna.

Postęp WIEDZY raz jeszcze sprawił, że prorocza WIARA okazała się słuszna. To wciąż daje do myślenia, a człowiek inteligentny ma obowiązek zadawać sobie pytania i wyciągać wnioski ...

Współczesne nam czasy także obfitują w podobne przykłady.

Jeszcze cztery pokolenia wstecz oczywistym i powszechnie uznanym było przekonanie, że ludzie są jedynymi inteligentnymi mieszkańcami wszechświata. Wszechświat zaś jest nieograniczony, niezmienny, trójwymiarowy, a jedynymi siłami utrzymującymi go w stabilnej równowadze są te, wynikające z odkrytych przez Newtona praw grawitacji. Prawie wszystkie obserwacje potwierdzały ten pogląd, a nieliczne mu przeczące przypisywano błędom pomiarowym lub obserwacyjnym.

Znajdowali się wszakże także i nieliczni prekursorzy którzy wierzyli, że w istocie rzeczy ten logiczny, elegancki obraz świata, oparty na Newtonowskiej mechanice, w rzeczywistości nie jest tak prosty, jak się dotąd wydawało. Istotnie, odkryte w XX wieku przez Alberta Einsteina prawa opisane w jego dwóch teoriach względności, poparte następnie obserwacjami astronomicznymi dokonywanymi przy pomocy coraz bardziej precyzyjnych i czułych przyrządów, całkowicie zburzyły dotychczasowy obraz. Wszechświat nie jest ani nieograniczony, ani niezmienny. Jest ograniczony w zakrzywionej czasoprzestrzeni, wielowymiarowy i zmienny w czasie. Ma początek i koniec. Czasoprzestrzeń w której istnieje, jest wielowymiarowa.

Są to pojęcia, których nasz mózg nie jest już w stanie zrozumieć. Coraz częściej odkrywamy w przyrodzie istnienie sytuacji, procesów i związków pomiędzy nimi, których zrozumienie i wyjaśnienie przekracza zdolność pojmowania naszego umysłu. Prowadzi to do nieuchronnego wniosku, że muszą we wszechświecie istnieć także i populacje takich umysłów, które pojmowanie tych powiązań są w stanie posunąć dalej, niż my.

Odkrycia astrofizyki końca XX wieku spowodowały między innymi, że już od pewnego czasu uczeni zaczęli uznawać za możliwą tezę, iż ludzkość nie jest jedyną inteligentną społecznością żyjącą we wszechświecie. Olbrzymie, nadzwyczaj kosztowne anteny współczesnych obserwatoriów satelitarnych, prowadzące od wielu lat permanentny nasłuch sygnałów odbieranych z kosmosu w celu wykrycia jakiegokolwiek inteligentnego przekazu (jak dotąd, bez spodziewanych rezultatów), są tego dowodem. A przecież już XIX-to wiecznym myślicielom intuicja podpowiadała, że powinniśmy mieć sąsiadów. Niektórzy inni współcześni teoretycy zaczynają poddawać w wątpliwość podstawowy kanon współczesnej fizyki twierdząc, że szybkość światła nie jest najwyższą możliwą szybkością we wszechświecie. Jeszcze innym intuicja mówi że wszechświat, którego częścią jesteśmy, jest tylko jednym z wielu różnych możliwych, które mogą równolegle istnieć obok siebie w wielowymiarowym Multi-kosmosie. Teorię o wielowymiarowej czasoprzestrzeni uważają oni za narzędzie do próby stworzenia Ogólnej Teorii Wszystkiego. (Pojawia się tu automatycznie pytanie: do czego można by przyrównać teorię, która wyjaśniałaby wszystko?)

Tego rodzaju przykłady na dowód, iż postęp WIEDZY o otaczającym nas świecie sprawia że to, co wczoraj było uznane za absurdalne i niemożliwe, staje się dziś możliwym, dałoby się jeszcze mnożyć ...

Pogląd, że właściwie możliwe jest wszystko (a więc także i te zjawiska, które są niewytłumaczalne z punktu widzenia aktualnie posiadanej wiedzy), staje się coraz bardziej uzasadniony i powszechny.

Czy możemy więc być aż tak zarozumiali by uważać, że WIEDZA, którą aktualnie posiadamy, jest w jakiejkolwiek dziedzinie już zupełna? Że już wiemy wszystko? Że już nic więcej nie ma do odkrycia? I że, przy ograniczonych możliwościach naszych umysłów, będziemy kiedykolwiek wiedzieli i rozumieli wszystko?

Czy w takiej sytuacji mamy prawo poddawać w wątpliwość WIARĘ tylko dlatego, że nasza aktualna WIEDZA jej prawd jeszcze nie potwierdza?

Czy mamy zatem prawo sformułować zalążek reguły, że intuicyjna WIARA wyprzedza zdobywaną stopniowo przez ludzkość WIEDZĘ?

Czy mogą więc istnieć ludzie, racjonaliści, którzy WIERZĄ, że prawdy ich wiary znajdą prędzej czy później naukowe potwierdzenie?

Pytania te stawiam jednemu ze znanych mi, inteligentnemu i myślącemu młodemu człowiekowi.

Jeśli zaś chodzi o uogólnienie dychotomii treści zawartych w pozornie przeciwstawnych pojęciach WIARA-WIEDZA to narzuca się spostrzeżenie, że w gruncie rzeczy historia ludzkiego zrozumienia otaczającego nas świata polega na asymptotycznym zbliżaniu się do poznania jednej i tej samej przyczyny wszechrzeczy (jak byśmy jej nie nazwali) z dwóch różnych pozycji i przy użyciu dwóch różnych metod: z pozycji filozoficzno-intuicyjnej przy użyciu nauk humanistycznych lub z pozycji naukowej przy zastosowaniu nauk ścisłych. Jest oczywiste, że owa przyczyna wszechrzeczy nie jest zależna od metody poznawczej i pozostaje wciąż taka sama.

 

Masz uwagi – Napisz

 

 

Komentarze

Adam Czaplarski

...etam, a w jankesowie, jak podaje New York Times wierzą w kreacjonizm i nic ich nie przekona iż było nieco inaczej. I co. A poza tym wiadomo, że ziemia jest płaska, od góry przykryta niebem, a od dołu podparta piekłem, a gwiazdy to nie gwiazdy, tylko wytrzeszczające oczy dinozaura, co odleciały od ziemi jak ta się zaczęła kurczyć......no....

Adam Czaplarski 16.03.2010, 20:02

 

Powrót